#513 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych . Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo “Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Bez Browna tez jest życie. Zagraliśmy bez dwóch najważniejszych zawodników, bo przeciez wciąż nie ma Tatuma i być może w tym sezonie go nie będzie wcale, ale i tak udało się pokonać jedną z rewelacji tych rozgrywek i to na ich terenie. Kanada zdobyta.

[Timi] Wygrana z Raptors to takie zwycięstwo w naszym stylu. Bez lidera, w back-to-back, no i na wyjeździe. My bardzo lubimy takie okoliczności. Już za Stevensa lubiliśmy, ale Joe Mazzulla wziął to chyba na jeszcze wyższy poziom. A sama wygrana tym bardziej cenna, że znów z rywalem w walce o topowe pozycje w tabeli Konferencji Wschodniej. No i warto jeszcze dodać, że z Raptors mamy w tym sezonie już bilans 2-0 i że wygraliśmy oba mecze w Kanadzie.

[Adrian] Na plus – znowu w drugiej połowie potrafiliśmy narzucić własne warunki gry i zwyczajnie ich zapieliśmy. Świetna 4 kwarta była przypieczętowaniem dobrej gry. Pritchard dał koncert – chyba można napisać – WRESZCIE! Linijka jak ze snu, bo poza 33 punktami było i 10 asyst. No, na takiego Pritcharda dość długo czekaliśmy i może będziemy go oglądać w takiej formie częściej. Hugo Gonzalez nie zwalnia. 10 punktów, 10 zbiórek, 2 przechwyty i blok – a na parkiecie plus 37. No i on jak Tatum, ma 19 lat dopiero.

[Timi] Pritchard znów faluje, ale jak już wznosi się na tej fali, to bardzo wysoko. Kapitalny mecz. Był nie do powstrzymania, a obręcz tym razem była dla niego bardzo duża, stąd też fantastyczna skuteczność. Trzeba też jednak chwalić Hugo Gonzaleza, tym bardziej że to był jego pierwszy tak udany back-to-back w karierze. Widać, że z tygodnia na tydzień czuje się coraz lepiej fizycznie i dzięki temu może grać coraz więcej. Już przeciwko Heat w piątek wniósł do gry sporo dobrego, a niecałe 24 godziny później zaliczył pierwsze w karierze double-double. Bardzo podobały mi się też jego pomeczowe wypowiedzi – o przygotowaniu mentalnym, o świetnej atmosferze w zespole, o radości z sukcesów kolegi obok, o znajdowaniu sposobów na pomoc drużynie w zwyciężaniu. Rośnie bardzo mądry gracz i cieszy, że jest bardzo mądrze prowadzony przez Mazzullę i jego sztab szkoleniowy.

[Adrian] Na minus – skuteczności Derricka White’a, no i rzuty zza łuku Simonsa. Ale się zbytnio nie czepiam – największym minusem meczu jest uraz Walsha – no kontuzje to nam potrzebne jak świni siodło.

[Timi] Tak, po spotkaniu potwierdziło się, że Walsh nie wyszedł w drugiej połowie z powodu problemów zdrowotnych, natomiast chodzi o jakieś przeziębienie. Skrzydłowy miał już przed meczem zgłaszać, że nie czuje się zbyt dobrze, dlatego finalnie nie widzieliśmy go po zmianie stron, ale miejmy nadzieję, że to się uda szybko zaleczyć i Walsh długo pauzować nie będzie.

[Adrian] Uwag kilka – jeśli myślimy o topce Wschodu, to takie mecze trzeba wygrywać, bo to są mecze z bezpośrednim rywalem do najwyższych miejsc w tabeli. Klasyczny mecz o 2 punkty w tabeli – Toronto nie zrobiło sztycha w tym meczu (poza 2 kwartą), no i finalnie zrobiliśmy sobie dzięki temu 2 punkciki przewagi nad nimi. Na takich małych wygranych buduje się rekord, który w kwietniu może mieć duże znaczenie.

[Timi] Przy tak małych różnicach – a na razie one są bardzo małe, więc i na koniec sezonu może być całkiem podobnie – rzeczywiście duże znaczenie mogą mieć choćby bezpośrednie pojedynki. Dlatego takie zwycięstwa dają tak naprawdę podwójną wartość, bo z jednej strony umacniasz się w tabeli, a w drugiej robisz dobry bilans z konkretnym rywalem. No i po tym zwycięstwie Celtics mają najwięcej w lidze (10) wygranych z przeciwnikami o dodatnim bilansie.

[Adrian] Najbardziej to się w tym sezonie boje takich spotkań, jak to z Indianą. Nasze lekceważenie przeciwnika jest wręcz legendarne i dokładnie tak samo było tym razem. Pierwsza połowa to skandaliczna gra na pół gwizdka. Można tłumaczyć, że wszystko im wpadało, ale podstawą ich skuteczności, była nasza opieszałość w obronie – nie da się dobrze bronić biegając wolniej. Tu nie ma wielkiej tajemnicy – jak jesteś metr od przeciwnika, to jesteś zawsze spóźniony w obronie. Chciałbym usłyszeć Mazzulle w przerwie meczu :D

[Timi] Typowy mecz pułapka. U siebie, z niżej notowanym (oraz mocno osłabionym) rywalem i wracającym do gry Brownem. Tak jak przy okazji spotkania z Raptors pisałem, że lubimy back-to-back na wyjeździe w mniejszym lub większym osłabieniu, tak tutaj można napisać, że takie okoliczności “lubimy” do głupich porażek. Na szczęście po zmianie stron przyszło ogarnięcie się i Celtics odrobili 20 punktów straty, co zasługuje na naprawdę duże brawa.

[Adrian] Na plus – dość powiedzieć, że w drugiej połowie Indiana trafiła tylko raz zza łuku. Agresywna obrona, dobre przekazanie, energia i jazda na dupie. Tyle wystarczyło do sukcesu. Brown kolejny mecz na +30, z czego 20 punktów w drugiej połowie. Gonzalez +21 na parkiecie i 10 zbiórek – no kocham jego energię. Za drugą połowę, to w sumie można pochwalić wszystkich.

[Timi] Gonzalez to troszeczkę symbol tego zwycięstwa, choć rzeczywiście trzeba chwalić tak naprawdę wszystkich, bo w drugiej połowie każdy dołożył cegiełkę do zwycięstwa. Natomiast nasz hiszpański debiutant nie przestaje zachwycać. Tak, używam dużego słowa, ale Hugo w ostatnich trzech spotkaniach robi naprawdę ogromną różnicę. Te statystyki plus/minus często opowiadają jakieś nieprawdziwe historie, jednak tutaj przypadku nie ma. 19-latek imponuje nie tylko energią, ale też mądrym ustawianiem się, aktywnością w obronie i sercem do gry. To się nie tylko dobrze ogląda, lecz to ma również realny wpływ na wyniki zespołu.

[Adrian] Na minus – o pierwszej połowie wspominałem. Finalnie dobrze się to skończyło, a i może drużyna wyciągnie wnioski – ale się nie oszukujmy – nie wyciągnęli z kilkudziesięciu identycznych sytuacji, to na cudowne objawienie nie ma co liczyć.

[Timi] To prawda, dlatego ja zawsze – w swoim stylu, jako ten, który widzi szklankę do połowy pełną – patrzę na takie spotkania na zasadzie: ważne jak się kończy. Tak, pierwsza połowa była fatalna, ale jednak to też sztuka odrobić 20 punktów straty z początku trzeciej kwarty. Takie mecze także potrafią budować, bo nawet jeśli ci nie idzie, to możesz odpowiednio reagować. I zrobił to Mazzulla, a zawodnicy odpowiedzieli. Ławka dała impuls i to też buduje pewność siebie tych graczy, więc finalnie z takiego zwycięstwa jest sporo korzyści.

[Adrian] Uwag kilka – po tej wygranej umocniliśmy się na 3 miejscu w tabeli i raczej na 100% zakończymy tam ten rok. Zaczynamy teraz wyjazdowy trip, ale ostatnie 3 mecze tego roku gramy w Indianie, Portland i Utah. No te 2 wygrane muszą być, a jak będzie komplet to zaskoczony nie będę. Tak czy siak – da nam to 3 miejsce w tabeli na koniec roku kalendarzowego, czyli nadspodziewanie dobry wynik, na tak wyrównanym Wschodzie, gdy my gramy bez Tatuma.

[Timi] Na pierwszy rzut oka dość “łatwy” zestaw przeciwników, ale z drugiej strony – Pacers już pokazali, że tak łatwo nie będzie, a Jazz nawet już nas raz w tym sezonie ograli. Róbmy swoje, nie patrzmy na tabelę. To znaczy my – kibice – i tak będziemy patrzeć, ale zawodnicy niech się skupią przede wszystkim na kolejnym meczu. A czy to będzie trzecie, czwarte czy piąte miejsce na koniec roku w tabeli konferencji? Tak czy siak będzie to można uznać za spory sukces, że niemal po 1/3 sezonu nadal jesteśmy w czołówce, choć latem tak wiele się w Bostonie zmieniło. I oby to nas napędziło na kolejne miesiące grania już w 2026 roku.

[Adrian] No i udało się szybciej wrócić do gry, niż po przerwie. Słaby początek, ale w drugiej kwarcie byliśmy jak gorący kartofelek. Może i obrona nadal kulała, ale w ataku był koncert. Potem mecz już pod kontrolą i kolejna wygrana nad Indianą stała się faktem.

[Timi] Druga kwarta była jedną z najlepszych za czasów Mazzulli – tak przynajmniej wynika ze statystyk. Pacers znów znakomicie zaczęli, jednak tym razem nasze przebudzenie nastąpiło dużo szybciej i już w tej drugiej kwarcie udało się przejąć kontrolę nad tym spotkaniem. Ogólnie to była bardzo fajna noc dla nas, bo na Wschodzie przegrało większość drużyn, które są w pobliżu Celtów w tabeli: Pistons (z Jazz), Raptors (z Wizards), 76ers (z Bulls) czy Magic (z Hornets). I patrząc na rywali, to to były “mecze pułapki”. A nam się udało wygrać.

[Adrian] Na plus – 14 punktów Pritcharda w 2 kwarcie, do tego 10 od Browna i 10 od White’a – no i ani jednej straty w tej kwarcie. Po prostu perfekcyjnie w ataku. W drugiej połowie największą robotę robili Garza i Hauser – oraz Brown, który finalnie zaliczył kolejny mecz na +30 punktów. Jaylen śrubuje rekord i pokazuje, że ten tytuł MVP Finałów to nie był przypadek. Aż serce boli, że Tatum w tym sezonie najprawdopodobniej nie zagra, bo to byłaby szansa na wielkie widowiska.

[Timi] Serce boli trochę mniej, gdy widzimy jednak, że ten sezon dla wielu naszych zawodników jest świetną możliwością wejścia na wyższy poziom w trochę nowych okolicznościach. No i ten Brown jest najlepszym tego przykładem. No a JT znów coś tam wrzuca na media społecznościowe i choć dobra gra Celtów spowodowała, że temat jego powrotu zszedł jednak na trochę dalszy plan (i dobrze!), to tak po cichutku jesteśmy coraz bliżej i kto wie, czy w lutym to ciśnienie nie będzie już znacznie większe, żeby Tatum w marcu znów na parkiet wybiegł. Zobaczymy. Na razie to temat poboczny.

[Adrian] Na minus – Gonzalez ze słabym meczem, tak jak i Walsh – dwa energetyki tym razem nie dały zastrzyku energii na parkiecie. Simonsa nawet nie chce komentować, bo dwie trójki przez cały mecz za prawie 30 mln to dramat.

[Timi] Nie zagrał też Minott, choć nie było żadnych informacji, by miał jakieś problemy zdrowotne. No ale tu też jest nasza siła w tym sezonie, że tę energię potrafią dać inni. W plusach wspomniałeś, że zrobili to Garza czy Hauser, a ja pochwalę też Scheiermana, bo on może cyferek nie kręci, ale jednak prawie w każdym meczu coś pozytywnego zrobi. A to faul w ataku wymusi, a to jakaś zbiórka. No i wrócił też do rozdawania efektownych asyst!

[Adrian] Uwag kilka –  szkoda, że NYK wyciągnął ten świąteczny mecz z Cavs w końcówce, bo bylibyśmy już na wyciągniecie ręki do drugiego miejsca. A jak sobie jeszcze przypomnę te nasze wtopy z Nets i Bucks, to aż serce boli. Bo to najgorsze co może być – wtopa z zespołem do bicia, a potem brakuje tych punkcików w tabeli. No ale to jest NBA, wycierasz pot i lecisz do Portland walczyć dalej.

[Timi] Nie da się chyba uniknąć takich wtop. To musisz być takim zespołem jak Thunder czy Celtics w mistrzowskich sezonach, żeby takich wpadek nie było. Szkoda tych meczów, jasne, ale też NBA właśnie ma to do siebie, że już zaraz możesz dopisać sobie kolejne zwycięstwo, więc nie ma co płakać nad poprzednimi spotkaniami. Czasem porażki są wpisane w kalendarz, czasem po prostu zdarzy się jakiś gorszy dzień. Bywa. Najważniejsze, że udało nam się znów wskoczyć na dobre tory. Cztery zwycięstwa z rzędu, a teraz sporo grania na wyjazdach, więc przynajmniej w teorii coś, co lubimy najbardziej.

[Adrian] Hugo Gonzalez nas fascynuje i tak sobie popatrzyłem w mocki, w zestawienia i chyba dobrym pomysłem będzie, sparowanie go z innym Hiszpanem – Sergio de Larrea. Młody zawodnik Valencii kręci się właśnie pod koniec pierwszej rundy i może taki duet to byłoby to. Ja wiem, że zawsze wybiera się największy talent, ale… w okolicach końca pierwszej rudny, to trudno już o młodego zawodnika z wysokim sufitem – jest ryzyko, ale i nagroda może być spora. Sergio ma świetny rzut, choć masę mięśniową musiałby zbudować, bo wysoki jest, ale postura Ricky’ego Rubio. Ja tam bym ryzykował, a już na pewno wybierał go w drugiej rundzie, przesunąłbym się  odrobinę w górę za nasze dwa wybory.

[Timi] Opcja bardzo ciekawa i myślę, że ten zawodnik jest na radarze bostońskiej drużyny, bo my lubimy zarzucić sporą siatkę na europejskie rozgrywki, a nasz skauting jest pod tym względem na pewno w ligowej czołówce. Natomiast do draftu jeszcze tak daleka droga, że na razie snu z powiek mi to absolutnie nie spędza. Sporo się jeszcze może zmienić – ba, możemy nawet oddać swój wybór w pierwszej rundzie w przyszłym roku, bo Stevens ostatnio coś wspomniał, że jak się nadarzy okazja przed zamknięciem okienka na wzmocnienie, no to w sumie czemu nie. Przy czym jest jeden cel nadrzędny: powrót do walki o mistrzostwo. Dlatego nie każdy transfer będzie pasował, bo jednak Stevens myśli długoterminowo.

[Adrian] Jasne, ale my tych wyborów to mamy więcej i myślę, że te w drugiej rundzie mogą zostać, bo jednak nowe CBA nadal obowiązuje i tani zawodnik jest cenniejszy niż kiedykolwiek wcześniej w tej lidze. A jak będziemy tak grali, to poniekąd te dwa wybory w drugiej rundzie, na rynku będą cenniejsze od jednego późnego w pierwszej. Zawodnik z pierwszej rundy ma sztywne widełki finansowe, a chłopaki z drugiej rundy mają inne. Gonzalez to 28 pick – ale za nim też były fajne nazwiska – Reynaud z Kings i Kalkbrenner z Hornets udowadniają, że warto wybierać i ryzykować.  Jestem pewien że będziemy w drafcie wybierać – zobaczymy tylko w jaki dzień.

[Timi] No zobaczymy właśnie, jakie my te wybory będziemy mieli, bo może się okazać, że finalnie Stevens coś pooddaje. Na przykład, by pozbyć się Simonsa, choć ostatnio coraz częściej słychać, że jak to ma być transakcja łączona – Simons + wybór w drafcie – to my jednak podziękujemy. Tym bardziej że tak jak mówisz te wybory z drugiej rundy mają obecnie spore znaczenie i tam można znaleźć naprawdę ciekawe wzmocnienia składu, które nie zapchają ci dodatkowo budżetu przez kilka lat.

[Adrian] San Antonio w 10 dni aż trzy razy pokonało OKC, z czego dwa razy to zaserwowali im srogie lanie. Czyżby drużyna z innej planety trafiła na swój kryptonit? Ta rywalizacja na Zachodzie to może być niesamowita historia w tym sezonie. Wydawało się, że oni są poza skalą, a przychodzi zespół z Teksasu i mówi – ale chwileczkę, nie tak szybko – my tu mamy historie do napisania. No jak tu nie kochać NBA?

[Timi] Spurs i Thunder mogą bić się między sobą na Zachodzie przez długie lata. I to też jest w NBA piękne, bo przecież wydawało się, że OKC to będzie dynastia. I nadal może być, oczywiście, natomiast po raz kolejny potwierdza się, że w tej lidze absolutnie nie ma rzeczy pewnych, przewidywalnych i oczywistych.