#419 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] To był taki wpierdol, że oni nam tego nigdy nie zapomną! Nigdy!! Wprawdzie my się też zrewanżowaliśmy za kilka porażek, które nam ciążą na duszy, ale jednak to był gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Sporadycznie trafiają się takie mecze, gdzie ma być wielkie i zacięte widowisko, a jest demolowanie jednej strony. Aktualnie Boston jest najlepszą drużyną w NBA – niech tak zostanie do czerwca.

[Timi] Niesamowicie było to oglądać na żywo, bo takie rzeczy się z reguły nie zdarzają, że do przerwy masz ponad dwa razy więcej punktów niż przeciwnik… Prawdziwa demonstracja bostońskiej siły ognia. Fakt faktem, że po finałach 2022 już kilka meczów z Warriors było, ale to trochę pachniało taką ostateczną zemstą i klamrą dla Celtics. Wydaje się, że kolejne demony udało się odgonić, tym bardziej po tej porażce w San Francisco w pierwszej części rozgrywek. Warto też dodać, że GSW w ostatnich tygodniach zaczęli grać dużo lepiej i można było spodziewać się zaciętego meczu, szczególnie że oni przyjechali do Ogródka z serią kilku kolejnych zwycięstw na wyjazdach.

[Adrian] GSW to w ostatnich 13 meczach przed porażką z Celtics, przegrali zaledwie 2 razy – z LAC i Denver. A zaraz po meczu z nami, zdemolowali Bucks 125-90. Być może mieli słabszy dzień – zdarza się, my też czasami takie mamy, gdzie nic nie siedzi. Jednak w meczu z GSW pokazaliśmy kilogramy dobrej obrony – a to cieszy bardzo.

[Timi] Brown nie tylko już w pierwszej kwarcie trafił pięć trójek, odpowiadając na mocno ryzykowany i jednak też absurdalny gameplan, ale również „usiadł” na Currym. Ta presja, często już na połowie boiska, przynosiła świetny skutek.

[Adrian] Na plus – ten mecz skończył się tak szybko, że same plusy były. Jaylen Brown w pierwszej kwarcie wykręcił 19 punktów. White w pierwszej kwarcie nie pomylił się ani razu. Tatum w drugiej kwarcie wykręcił 20 punktów. Obrona w pierwszej połowie to był kosmos. Rezerwy sporo pograły i to dobrze pograły. Pritchard był świetny, a Tillman pokazał, że warto było go ściągnąć.

[Timi] Brown skarcił Warriors za to, że odpuścili go na dystansie. Myślisz sobie: no niby jakieś podstawy do tego były. JB ma w tym sezonie najsłabszą skutecznością na dystansie z naszej pierwszej piątki. No ale to nie jest powód do takiego grania. To też jednak pokazuje, że Celtics w trwających rozgrywkach to naprawdę taka drużyna, gdzie tak naprawdę w starciu z nimi sam wybierasz sobie truciznę. Warriors próbowali niekonwencjonalnego rozwiązania, bo liczyli, że zachwieją tym ofensywą Celtów. No to się przeliczyli – i to historycznie mocno.

[Adrian] Z tymi podstawami do odpuszczania Browna, to ja bym się nie rozpędzał nawet po alkoholu, bo to nadal jest ok 35%, a to dokładnie tyle samo, co w tym sezonie ma Lillard czy LaVine, a o 1 punkt procentowy mniej od Foxa. Nie wiem czy wpadliby na pomysł odpuszczania Lillarda :D Ktoś tam mocno nie przemyślał tego, ale obstawiam, że drugi raz na taki taktyczny fortel już nie wpadną.

[Timi] Kogoś musieli uznać za najsłabsze ogniwo i padło akurat na Browna, który od początku roku aż do tego spotkania rzucał na 33-procentowej skuteczności i miał nawet po drodze taką serię kilku spotkań bez celnej trójki. No ale wciąż, tak jak pisałem, to nie usprawiedliwia takiej taktyki, co Celtics mocno i dobitnie im udowodnili.

[Adrian] Na minus – mimo wszystko szkoda, że mecz zakończył się po 24 minutach. Ja bym z przyjemnością dalej oglądał bezradnego Stefana i resztę.

[Timi] Ależ to się nadal oglądało, tym bardziej że realizator transmisji często pokazywał nam twarze zawodników Warriors i kilka fajnych klatek z tego powstało w tym meczu. No i też nasze rezerwy miały kolejną już ostatnio okazję pokazać się w większym wymiarze czasowym. Oby takich spotkań było w tym sezonie jak najwięcej.

[Adrian] Uwag kilka – 11 wygranych, a teraz zaczynamy podróż. Najpierw Cleveland a potem już 4 mecze na Zachodzie. Kiedyś ta nasza passa się skończy, ale czy już teraz? Po tym meczu Celtics mają najlepszy rating ofensywny w lidze, oraz drugi rating defensywny w lidze. No wygląda to na kompletna dominację Bostonu w RS. Oddajemy najwięcej rzutów zza łuku w lidze z czwartą tskutecznością. Wygląda to imponująco. No i jeszcze ciekawostka na koniec – aktualnie Celtics, to pierwszy zespół w  historii NBA, który wygrał 3 spotkania różnicą przynajmniej 50 punktów.

[Timi] Co więcej, w całej naszej historii aż do tego sezonu mieliśmy łącznie tylko trzy zwycięstwa różnicą minimum 50 punktów. A tutaj bang, robimy trzy kolejne takie wygrane w jednych rozgrywkach. I to pewnie jeszcze nie jest ostatnie słowo Celtów.

[Adrian] No trzymaj mnie Timi, bo jak zaraz komuś w Bostonie odwinę z prawej, to trzeba będzie szukać nowego trenera. Dla tych bardzo wrażliwych – nie czytajcie dalej, bo zamierzam napisać kilka słów o Mazzulli i nie będą to miłe słowa. Nie będzie tym razem podziału na plusy i minusy. No jak można być takim baranem? Skończył mecz porażką a miał jeszcze 4 czasy (teoretycznie 4, bo mógł wziąć w tej kwarcie jeszcze 3) do wykorzystania. Cavs robili nam z dupy jesień średniowiecza, zaliczając run 23-4, a on nie brał czasu! Uwaliliśmy ponad 20 punktów, a Joe nie widział sensu w przerywaniu demolowania własnego zespołu! Nie kupuje jego ciągłego tłumaczenia, że chciał zobaczyć jak zespół zareaguje – bo miał do tego 5 czy 6 poprzednich wpierdoli w takich meczach. Jak ktoś potrzebuje analizy – to niech zobaczy jak czasy w 4 kwarcie brał trener Cavs i dlaczego! Często wyśmiewany Bickerstaff okazał się tu profesorem. Nie kupuje tłumaczenia, że chciał brać zcas na kilka sekund przed końcem 4 kwarty, tylko sędziowie tego nie widzieli. Wbiegasz na parkiet i przerywasz grę. Ktoś powie – ale to zawodnicy przegrali, to Tatum nie trafił 8 rzutów z 9. Właśnie od tego jest trener, żeby powiedział Jaysonowi – to nie działa. Gramy teraz to i to. Tylko żeby to powiedzieć, trzeba mieć do tego okazję – Mazzulla nie chciał dać sobie szansy. Tymczasem Joe robi cały czas te same debilowate rzeczy i oczekuje różnych rezultatów. Efekt jest ciągle ten sam. Przypomina mi to Riversa, który wiecznie jest zdziwiony, że plan A okazał się ujowy, a planu B nie było, bo plan A jest wg niego super. Masz 22 punkty przewagi, to pielęgnujesz to, bo często drużyny tracą koncentrację. Tracisz 5-6 czy 8 punktów i wchodzisz na parkiet, żeby ustabilizować grę, a nie patrzysz jak przeciwnicy gnoją mentalnie twoją drużynę. Jaki jest pożytek z takiego wpierdolu? Tu nie ma nawet co analizować, bo skoro nie wyciągnął trener i drużyna wniosków z poprzednich takich wpadek.

[Timi] Ogólnie z założeniem się zgadzam. Nawet po 11 zwycięstwach i takiej dominacji w ostatnich tygodniach ciężko jest patrzeć na to, jak zespół przegrywa mecz w takich samych okolicznościach jak wiele razy w tym sezonie. Czy i kiedy Mazzulla się nauczy? Ja się nie dziwię Twojej krytyce, absolutnie nie, choć nie do końca zgadzam się z opisem okoliczności, bo w trakcie tego runu była jedna przerwa na żądanie (na życzenie trenera Cavs), a następny czas Mazzulli po dwóch kolejnych trójkach Wade’a skutecznie zastopował ten run. Mecz zakończył z dwoma przerwami na żądanie do dyspozycji + nie mógł w zasadzie wbiec na boisko i zasygnalizować time-out, bo ryzykowałby przewinienie techniczne, dlatego sędziowie wbiegający na parkiet, by wziąć czas, to raczej niespotykany w NBA widok (są oczywiście jakieś pojedyncze wyjątki do tej reguły, ale każda sytuacja jest inna; tu trzeba w sumie pomyśleć jak rozwiązać ten problem niezauważenia reakcji trenera przez sędziów, skoro taki błąd w tej sytuacji najwyraźniej wystąpił). Uważam też, że krytykować należy również jednak Tatuma, choć to chyba taki mental, że on będzie próbował i próbował. Niestety. Jest numerem jeden i dopóki sam nie otworzy się na inne rozwiązania, to ciężko będzie to u niego zmienić. Sam po meczu przyznał, że powinien był tę akcję zacząć szybciej, tym bardziej że przy jednym punkcie straty czas nie był naszym sprzymierzeńcem. Mamy tyle opcji w ataku, ale gdy ten czas ucieka z zegara i zostają sekundy, to automatycznie te opcje znikają. Natomiast ostatecznie ta porażka nie sprowadza się do jednego tylko posiadania, bo to była seria złych decyzji w czwartej kwarcie, jak również niesamowitej dyspozycji Cavaliers, w tym przede wszystkim Wade’a, który ustanowił rekord kariery i w jednym meczu zdobył tyle punktów, co w kilku poprzednich występach łącznie. Nie wiem, czy ktoś z tej porażki wyciągnie wnioski, bo to kolejna taka porażka, natomiast fakt faktem, że Celtics potrafią odpowiadać w tym sezonie na porażki. Ostatnia przegrana z Lakers? 11 kolejnych zwycięstw, przy czym dominowaliśmy w tych meczach na tyle, że od ostatniego crunchtime’u minął… prawie miesiąc, bo to było jeszcze przed przerwą na All-Star w Miami. Tak sobie myślę: może więc warto czasem przypomnieć sobie, że nie jest się niepokonanym.

[Adrian] Fakt, trener Cavs wziął czas, ale oni już wtedy zrobili 11 punktów i to w 2 minuty. To ile chciał czekać Mazzulla? Takie historie się zdarzają, ale je trzeba zawsze przerywać. Tymczasem Joe, czas dla nas wziął dopiero, jak oni zrobili kolejne 12 punktów. No to takie czekanie aż rywal sam przestanie cię kopać. Kwestia Tatuma to druga sprawa, ale o tym porozmawiamy za chwilkę osobno.  Co do tego przewinienia technicznego za wbiegnięcie trenera na parkiet, no ja nie pamiętam żebym coś takiego widział – być może jest tak w przepisach, nie zamierzam się sprzeczać, ale… nawet gdybyśmy zostali ukarani tym dodatkowym (najprawdopodobniej) punktem dla Cavs, to i tak moim zdaniem warto,  gdy przegrywasz tylko 1 punktem. Na FB ludzie piszą, że ktoś się spłakał bo trafiła się porażka – kompletnie nie chodzi o porażkę. Pisałem to wielokrotnie – nie interesuje mnie ile przegramy meczów w RS, bo już je wygraliśmy, tylko to jest medal z kartofla. Mnie interesuje system gry, mnie interesuje żebyśmy nie skończyli jak GSW w 2016, gdzie zaliczyli sezon na 73 wygrane, w Finale prowadzili 3-1 i dostali w ryj. Takie samo nastawienie widzę u wielu osób, którzy oglądają mecze i widzą, że Mazzulla ciągle powtarza te same błędy. Ja to i tak jestem dla niego wyjątkowo delikatny, bo Udoka aż tyle taryfy ulgowej nie miał.

[Timi] Co do tych time-outów jeszcze, to warto podkreślić, że to nie jest magiczna recepta na przerwanie zrywu i to nie zawsze działa. Natomiast bodaj w ubiegłym tygodniu pojawiły się statystyki dot. efektywności drużyn w akcjach po przerwie na żądanie i Mazzulla ze swoim sztabem zajmowali pierwsze miejsce ex aequo z Jasonem Kiddem. I tak sobie myślę: mógłby i powinien Mazzulla w takich trudnych momentach dawać ogromną wartość, bo skoro potrafimy dobrze przygotować sobie akcje po przerwach na żądanie (osiągając najlepszy wynik w lidze!), to czemu nie robić tego częściej? Czemu nie dawać sobie tej szansy więcej razy w meczu? Tym bardziej że po tej przerwie na żądanie w Cleveland też natychmiastowo były punkty Porzingisa po dobrze przygotowanej dla niego pozycji tyłem do kosza.

[Adrian] Oczywiście, że nie zawsze da się „schłodzić” przeciwnika gdy ma ogień w rękach, ale zawsze trzeba próbować. Jak nie dasz sobie szansy, to jej zwyczajnie nie masz. To jak z wygraną na loterii – ciężko wygrać, jak nie kupisz losu. No i to jest podstawowy błąd Mazzulli – sam sobie nie daje szansy na punkty – przegrywa mecz, kończąc go z 2 czy 3 czasami w zapasie. Dlatego na nim skupiają się wszelkie pretensje, oczywiście zawodnicy nie są bez winy – ale to inna historia.

[Timi] To kończąc temat tych time-outów. Piszesz o tym, że Mazzulli często zostają niewykorzystane przerwy na żądanie na koniec meczu, przy czym zgodnie z regułami na trzy minuty przed końcem „ucinają” ci te przerwy do dwóch, nawet jeśli masz wtedy trzy albo cztery. Wiadomo, czasem te okoliczności są różne i trzeba by wziąć pod uwagę różne czynniki, także to, że musisz mieć przerwę na żądanie, żeby wziąć challenge. Ale przejrzałem wszystkie końcówki regulaminowego czasu gry w porażkach różnicą kilku punktów w tym sezonie. I co tam widać? 1) Wolves – jeden czas ucięty + jeden niewykorzystany czas na koniec (i próba Browna na zwycięstwo bez rozpisania akcji). 2) 76ers – jeden czas ucięty + wszystkie czasy wykorzystane na koniec (i była próba Porzingisa na remis po rozpisaniu akcji). 3) Hornets – jeden czas ucięty + niewykorzystany czas (i próba Hausera na zwycięstwo po rozpisaniu akcji). 4) Pacers – jeden niewykorzystany czas. 5) Warriors – jeden niewykorzystany czas (i próba Tatuma na zwycięstwo bez rozpisania akcji). 6) Thunder – jeden czas ucięty + wszystkie czasy wykorzystane na koniec. 7) Pacers – jeden czas ucięty + wszystkie czasy wykorzystane na koniec. 8) Nuggets – jeden czas ucięty + wszystkie czasy wykorzystane na koniec (i próba Tatuma na zwycięstwo po rozpisaniu akcji). 9) Cavaliers – jeden czas ucięty + dwa czasy niewykorzystane na koniec. 10) Nuggets – wszystkie czasy wykorzystane na koniec. Łącznie siedem uciętych czasów w 10 spotkaniach. Wychodzi, że było pięć meczów zakończonych z niewykorzystanymi time-outami oraz pięć meczów z wykorzystaniem wszystkich.

[Adrian] Uwag kilka – na fajną rzecz zwrócił uwagę jeden z uczestników naszego forum na FB. Przy okazji pozdrawiam Donalda. Dlaczego Mazzulla sam nie chce przetestować swoich zagrywek w końcówkach meczowych, gdy gramy pod presją. Przecież już wiemy, że cegła Tatuma z mid-range nie działa. W końcu to była 5 lub 6 taka sytuacja. Zagrywka na treningu, zagrywka w 1 kwarcie, a zagrywka w ostatniej sekundzie meczu – to są zupełnie inne sytuacje, nerwy i adrenalina.

[Timi] I tutaj wracam do krytyki Tatuma i mam nadzieję, że po kolejnym takim meczu uda się razem ze sztabem i Mazzullą pokazać mu, że nie zawsze tędy droga. Wiele tych pozycji to są ostatecznie niezłe rzuty ze sporą szansą na powodzenie. I w dużej mierze wynika to z tego, jaki mental ma Tatum i że on bardzo chce te rzuty oddawać, biorąc odpowiedzialność na siebie. Ale jeśli masz dookoła siebie tak jakościowych graczy, to musisz prędzej czy później nauczyć się robić krok w tył.

[Adrian] Tatum – jak sobie obejrzymy jego 5 akcji rzutowych w ostatnich sekundach meczu, czy to na wygraną, czy na dogrywkę – to zawsze robi dokładnie to samo i zawsze źle. To co działa w 15, czy 31 minucie – aktualnie nigdy nie działa w 48 minucie. To trener powinien mu powiedzieć – Jayson, to nie klika, zrób coś innego. Tylko ciężko mu to powiedzieć, gdy nie masz kiedy, bo nie wziąłeś czasu. Tatum asystuje w tym sezonie najwięcej w karierze – musi zakodować, że asysta w ostatnich sekundach nie jest powodem do wstydu.

[Timi] Pytanie tylko, kiedy taka realizacja przyjdzie. Dodatkowo trudno jest zrozumieć, że gdy w ostatnich latach zrobił taki postęp w grze na kontakcie, to on w takich momentach decyduje się na rzuty z odejścia. Raz jest lepsza, raz trudniejsza pozycja – ale to wciąż nie jest łatwy rzut, tym bardziej w kluczowym momencie. Przecież dużo więcej pożytku byłoby zaatakować kosz, bo potrafi przyjąć kontakt. Wymusić faul, spróbować ściągnąć defensywę na siebie i oddać piłkę. On to potrafi. I ja jestem pewien, że on o tym od trenera słyszy. Tylko pytanie, czy to do niego dociera, a tego taki pewien już nie jestem, widząc kolejne takie same próby.

[Adrian] Też tego nie rozumiem, dlaczego w decydujących akcjach w tym sezonie on robi Koby’ego. A ja nie jestem pewien czy trener i asystenci mu to pokazują, bo analiza wideo jest tutaj bezlitosna – specjalnie prześledziłem te akcje Tatuma i to zawsze wygląda źle. Jest jeszcze ewentualność, że na razie on gra to co chce, a w PO już nie będzie samowolki, tylko żelazna konsekwencja. Prawda też taka, że gorzej to już być nie może, więc może być tylko lepiej.

[Timi] Na pewno to analizują. Pytanie czy indywidualnie, czy jest też szansa, że na większym forum i sesjach drużynowych ktoś – najlepiej Mazzulla – głośno mówi, że to nie może tak wyglądać. Co do tego nie jestem pewien, a może to właśnie przyniosłoby lepszy efekt.

[Adrian] To już wiemy jak drużyna odpowiedziała po porażce z Cavs – dostali w ryj od Denver. Byliśmy gorsi, a jednak do samego końca mieliśmy szansę wygrać. Na szczęscie przegraliśmy. Dlaczego na szczęście? Bo nie ma co problemów zamiatać pod dywan – Mazzulla albo wyciągnie wnioski z błędów (od razu napisze, że tym razem w 4 kwarcie czasy brał naprawdę dobrze), albo zatopi nas w PO. Tym razem punkt z minusami bedzie spory.

[Timi] To dopiero drugi raz w tym sezonie, gdy na porażkę nie odpowiedzieliśmy zwycięstwem w kolejnym meczu. Martwi kolejna porażka z topową drużyną, ale ja po tym meczu dużej frustracji nie czuję i nie nazwałbym też tego „dostaniem w ryj”. Na pięć minut przed końcem wydawało się, że Nuggets już nic się w tym meczu nie stanie, a w ostatniej minucie to Tatum miał czystą pozycję z rogu na prowadzenie. A przypomnę tylko, że Nuggets to w tym sezonie najlepsza drużyna w lidze, jeśli chodzi o crunchtime. I to nam też w tym spotkaniu pokazali, natomiast na pewno czuję się dużo bardziej optymistycznie nastawiony niż po tym, co stało się w Cleveland.

[Adrian] Porażka to porażka, na razie bez konsekwencji, ale w PO przeciwnik potrzebuje jednego zwycięstwa mniej. W ryj jest w ryj – nie ważne czy prawie wróciliśmy, czy prawie wyrwaliśmy wygraną, efekt końcowy to porażka. Ja to bym wolał dostać klapsy tak kilkunastoma punktami, niż minimalnie, bo jak jest na styku, to zawsze czytam – nic się nie stało, byliśmy blisko, w PO im pokażemy. Blisko to ja bym wolał być koło Salmy Hayek, a nie wygranej z Denver.

[Timi] No tak, „blisko” jesteśmy od lat i to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ale ja na ten mecz patrzę pod kątem poprzedniej porażki w Cleveland. Właśnie dobrze, że udało się wrócić. Wcześniej przez kilka tygodni tak łoiliśmy zawodników, że nie było w ogóle zaciętych końcówek. A jak przyszła, to był dramat. Dlatego dobrze, że w Denver znów wynik był na styku, a jeszcze lepiej, że tym razem dramatu wcale nie było. I to nie o to chodzi, że byliśmy blisko. Po prostu ten crunchtime w naszym wykonaniu wreszcie wyglądał solidnie. Oczywiście, nie było idealnie, nie było bezbłędnie. Ale po kroku w tył w Cleveland teraz był krok w dobrą stronę.

[Adrian] Na plus – no Brown, mimo wszystko, mimo tych 7 pudeł z linii rzutów wolnych, w meczu gdzie przegraliśmy 6 punktami. Atakując kosz był nie do zatrzymania, co z tego skoro tego nie wykorzystaliśmy.

[Timi] Brown to jest zawodnik skrojony pod mecze z Denver, bo oni oddają półdystans i pozwalają rywalom na grę bliżej kosza, a JB idealnie potrafił to wykorzystać, świetnie operując w tych wolnych przestrzeniach. Nie miał też większego problemu z Aaronem Gordonem i zagrał świetne spotkanie. Natomiast nie może spudłować połowy z 14 rzutów wolnych. W żadnym meczu, ale już na pewno w takim, gdzie o zwycięstwie decydują takie właśnie detale. No ale tak jak chwalimy Browna za wiele rzeczy, tak te jego rzuty wolne od zawsze mogą być jego i naszą piętą Achillesową i ugryźć w tyłek – raz mniej, raz bardziej. Miał być progres, a w tym sezonie pod tym względem jest ledwo 70 procent, czyli najgorsza skuteczność od lat.

[Adrian] Na minus – Tatum tracił piłkę, nie trafiał rzutów i robił sporo, żeby go posadzić na ławce. No ale gwiazd się nie sadza, to grał. Dlaczego Mazzulla grał Hauserem tylko 10 minut, gdy nasz obwód nic nie trafiał zza łuku – wie tylko on. Holiday swoje rzuty za 3 punkty, to trafił dopiero w końcówce meczowej, a White miał pusty przebieg. Skoro Hauser zapewnia tyle dobrego w ataku, to jego obowiązkiem jest wkomponowanie go w każdy możliwy line-up. Ustawienie zagrywek pod niego, my tymczasem widzimy wolną amerykankę. Ta filozofia „read&react” działa tylko jak wyraźnie prowadzimy, natomiast gdy pojawia się ciśnienie w kocówkach meczowych, to jest „run&gun”. Ogólnie to był nasz słaby mecz, ale mimo wszystko – to trener powinien być na to przygotowany najbardziej, a Joe kompletnie nie jest przygotowany na ciężary w końcówkach meczowych – bo to od niego wymaga się żeby ułozyć zawodników.

[Timi] Hauser trafił dwie trójki, a na parkiecie był… minus osiem punktów. On się mocno poprawił w obronie i do pewnego momentu wydawało się, że jest w stanie w tym meczu jeszcze trochę dołożyć. Miał w trzeciej kwarcie taką akcję, gdzie świetnie powstrzymał Gordona atakującego kosz. Ale potem taka drużyna jak Nuggets z łatwością wykorzystała go jako najsłabsze ogniwo naszej obrony i angażując go w kolejne akcje w końcówce czwartej kwarty spowodowała, że jego udział w tym meczu się skończył. Natomiast co do ciężarów w końcówkach, to jednak udało się zejść z 11 punktów do ledwie jednego. I były wnioski wyciągnięte. Nie zwolniliśmy tempa, były akcje z wykorzystaniem Porzingisa, były dwie trójki Holidaya. Były lepsze decyzje i żadnego forsowania. I ta trójka Tatuma w ostatniej minucie też była w rytmie i to była dobra decyzja, więc tym większa szkoda, że nie wpadło to do kosza. Dla mnie te ostatnie pięć minut spotkania – w tym czasie Celtics zdobyli 15 punktów w starciu z najlepszą ekipą w lidze z crunchtime – to był sygnał, że można wyciągać wnioski. I trochę tak samo jako w pierwszym meczu z Denver w Bostonie kluczowe były detale. Brak zastawienia przy dobitce Gordona, przestrzelony rzut wolny Tatuma, no i kolejna ucieczka Gordona za plecami naszej obrony, na co powinniśmy byli być przygotowani, bo robił to w tym meczu regularnie.

[Adrian] Tylko jak odpalimy sobie statystyki meczowe plus/minus – to wyraźnie wydać, dlaczego Hauser był na minusie pomimo doskonałej skuteczności. Jak wychodzi na parkiet w 1 kwarcie z Horfordem (same pudła w meczu), Tillmanem (tylko jeden celny rzut), Holiday (pudło gdy był z Hauserem), oraz w 3 kwarcie White (zero celnych), Horford (zero celnych), Tillman (zero celnych) no to wyszedł na tym na minusie. Ta gra mimo wszystko polega na trafianiu do kosza. Przypomnę tylko, że Stevens potrafił w obronie schować Thomasa, który jest niższy ode mnie, a jeszcze rok i będzie niższy od Juniora.

[Timi] No tak, ale tam był cały system ustawiony tak, żeby go schować, a gra była ułożona tak, że to co Thomas zabierał w obronie, to oddawał w ataku. To nie ma nawet co porównywać, gdy Hauser jest tak naprawdę tylko jednym z pionków.

[Adrian] Uwag kilka – Tatum przy okazji dowiedział się, jak daleko jest od tytułu MVP. Chyba dwa sezony temu powiedział , że Embiid zdobywa MVP teraz, a potem to już tylko on. No jednak nie i jeszcze długo nie – bo wprawdzie Jayson zrobił duży krok w wielu aspektach, to nadal nie jest samcem alfa w ostatnich 5 minutach meczu.

[Timi] Tamte słowa Tatuma myślę są już nieaktualne. To była wiosna 2022 roku, czyli zanim jeszcze JT posmakował gry w finałach. Od tamtej pory raczej nic innego nie ma dla niego tak naprawdę znaczenia. No ale fakt faktem, że musi wykonać jeszcze ten jeden krok. Tym bardziej że on miał taki okres, gdzie tym samcem alfa był. Trafiał już wielkie rzuty, robił już wielkie rzeczy w czwartych kwartach i w końcówkach. Ten sezon mu pod tym względem nie wychodzi, ale tę kartę można jeszcze odwrócić.

[Adrian] Szpital w Nowym Jorku – wypadł Brunson i to jest czwarty zawodnik podstawowej piątki NYK, który będzie się leczył. Kontuzja kolana – nie wiem jak to odbierać, bo już kilka dni po tej kontuzji, a nadal nie ma jednoznacznego stanowiska klubu.

[Timi] Nikomu kontuzji nie życzymy i nie ma wątpliwości, że część tych problemów to jest po prostu zwykły pech, no ale jednak stare przyzwyczajenia Thibsa zbierają niestety żniwo, bo jeśli zawodnicy grają tyle minut, to automatycznie ich organizm w pewnym momencie staje się po prostu bardziej podatny na mniejsze czy większe urazy. Oby w przypadku Brunsona skończyło się na strachu, bo bez niego Knicks tracą mnóstwo na jakości. W międzyczasie zdrowsi niż reszta stawki Orlando Magic wrócili do gry o przewagę parkietu w pierwszej rundzie fazy play-off i w tej chwili są na czwartym miejscu na Wschodzie.

[Adrian] Fantastyczny sezon Minnesoty może skończyć się najgorzej jak tylko można to sobie wyobrazić. Kontuzja Townsa i on może wrócić dopiero na ewentualne Finały Zachodu. Straszna szkoda, zagrali wreszcie doskonały sezon, wreszcie wyglądali jak drużyna, której należy się obawiać i kontuzja.

[Timi] Może wróci na finały, a może na początek fazy play-off. Tak naprawdę stało się to w takim momencie, że nie wszystko jest jeszcze stracone. No i trzon Wolves tak naprawdę ma jeszcze w teorii czas. W praktyce nigdy jednak nie wiadomo, jak to się potoczy, dlatego warto łapać takie szanse i tym większa szkoda, gdy w świetnych do tej pory rozgrywkach dostajesz taki cios.