#404 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Mecz z Memphis miał być łatwy, a nie był. Po meczu sami zawodnicy powiedzieli, że Miśki zostawiły więcej zdrowia na parkiecie, bo mocniej grali. No i to prawda – zagraliśmy na pół gwizdka, bo następnego dnia był kolejny mecz – jakoś się udało wygrać, ale to nie był dobry mecz. Jednak nikt o tym nie będzie pamiętał – liczy się dopisane W w tabeli i tyle.

[Timi] Grizzlies w zasadzie z każdym kolejnym tygodniem rozgrywek obrywają coraz mocniej i coraz więcej ich zawodników ląduje na liście kontuzjowanych/nieobecnych. Szkoda, że nie zagrał Marcus Smart, ale tak naprawdę Jrue Holiday swoim występem trochę go w tym meczu przypominał…

[Adrian] Na plus – wygrana. Z zawodników to pochwalić można Porzingisa, bo wykręcił masywną linijkę, no i był liderem tego dnia. Sam rozdał więcej bloków, niż cała drużyna z Memphis razem. Jest wielkoludem i wielu zawodników sobie to zapamięta – nie warto się pchać pod kosz, bo można trafić z ośmieszającym filmikiem do social mediów. Hauser też miał dzień i aż szkoda, że nie graliśmy więcej na niego. Takie dni trzeba wykorzystywać.

[Timi] Bloki to raz, ale 26 punktów po tej drugiej stronie parkietu było równie kluczowe. Tym bardziej że to Porzingis zdobył ostatnie cztery oczka dla Celtics, czyli de facto miał nie tylko blok na zwycięstwo, ale też dał punkty przesądzające o wygranej. Hauser tymczasem od początku miesiąca rzuca i trafia jak w transie.

[Adrian] Na minus – 17 strat i 20 asyst, cud że nie był tych strat jeszcze więcej. Brown nie miał dnia, bo nie powinien w tym meczu grać. Po co? Na tym etapie sezonu ryzykować pogłębienie, nawet najmniejszego urazu. Co z tego, że zawodnik chce i pali się do gry, jak nad wszystkim powinien górować zdrowy rozsądek. Tatum przez cały mecz oddał tylko jeden rzut zza łuku – niewiarygodne :D

[Timi] No po tym poprzednim występie w Toronto, gdzie spudłował bodaj 10 z 11 rzutów, to teraz Tatum wziął sobie trochę na wstrzymanie. Pełna zgoda, co do Browna. To już lepiej było dać mu dodatkowy dzień przerwy i ewentualnie przywrócić go na drugi mecz w back-to-back przeciwko Hornets, co miałoby więcej sensu.

[Adrian] Uwag kilka – Timi, czy mógłbyś mi wytłumaczyć, na uja Mazzulla w 4 minucie meczu bierze challenge? Przecież to nie miało żadnego znaczenia. To nie był ten okres w meczu, gdzie warto. Challenge przegrał, stracił czas i tyle z tego było. Nie chce rzucać grubymi słowami, ale głupota to i tak delikatne określenie. Natomiast zarządzanie czasami, gdy przeciwnik robi się gorący, nadal leży i kwiczy. Cieszę się, że nie zagrał Smart (oczywiście nie cieszę się z jego kontuzji) – ciężko by mi się go oglądało przeciwko nam – serce jednak nadal krwawi.

[Timi] Nie mógłbym, bo też tego nie rozumiałem. To znaczy teraz jest tak, że jak weźmiesz challenge i go wygrasz, to masz jeszcze jeden, no ale Celtics ten challenge przegrali. W tej sytuacji była to kompletnie niezrozumiała decyzja. Co do Smarta, to pisałem tam wyżej, że trochę jednak Jrue Holiday był takim Marcusem Smartem w tym meczu. Szczególnie jak spudłował po wejściu na kosz w ostatnich sekundach, choć znając Marcusa, to on pewnie w takich okolicznościach po prostu odpaliłby trójkę.

[Adrian] Nawet jakby wygrali ten challenge, to i tak lepiej mieć dwie takie możliwości w końcówce meczowej, niż jedną. Ja wiem, że początek sezonu, że jedna z najgorszych ekip w lidze, ale… to jest identyczna sytuacja jak z czasami. Z nich Mazzulla też korzysta czasami kompletnie bez sensu. Tu nie ma przypadku, powinien sporo rozmawiać z Van Gundym – to stary lis i wie jak poruszać się po kurniku.

[Timi] Warto jednak zauważyć, że w zasadzie każdy już zespół zaraz za ławką ma kilku asystentów właśnie od takich sytuacji, którzy szybko patrzą na ekrany (także transmisji na żywo), żeby zobaczyć powtórkę i dać znać trenerowi, czy challenge jest wskazany. Może więc tutaj był błąd. Oczywiście powtórki też nie zawsze w danym ujęciu kamery pokażą nam, jak to naprawdę było. Tak czy siak: lepiej trzymać to na ważniejsze momenty w meczu, a jak się nie ma pewności, to nie ma co ryzykować stratą przydatnej jednak rzeczy w arsenale szkoleniowca.

[Adrian] Mecz z Hornets, czyli powinien być easy win, ale nie było ani easy, ani nie było win. Mecz z dnia na dzień, to zawsze wyzwanie, a tym razem jeszcze bez Horforda i White’a. No i klapsy, i to w dodatku na własne życzenie. Takie mecze się zdarzają i będą zdarzać, bo nie wszystko można wygrać, jednak ten był do wygrania i to na luziku. Spora w tym wina trenera, ale o tym za chwilę.

[Timi] Była w tym meczu wysoka przewaga Celtów w drugiej kwarcie i była też kolejna słaba niestety trzecia kwarta oraz fatalna końcówka. Trochę wróciły stare demony. Był ten mecz jak najbardziej do wygrania, natomiast na takie porażki mówi się po prostu, że są wpisane do terminarza. Wcześniej udawało nam się jeszcze trochę prześlizgnąć, natomiast kolejny już mecz zniżyliśmy się do poziomu rywala i tym razem za to zapłaciliśmy. Okoliczności nie pomogły: back-to-back, znów na wyjeździe, absencje White’a i Horforda. Szkoda, że tak się stało, bo na początku sezonu był taki trend, że z tymi słabymi to sobie łatwo radzimy, natomiast taki trochę zimny prysznic na pewno się od czasu do czasu przyda.

[Adrian] Na plus – niby kosmiczny mecz Tatuma, ale tylko w pierwszej połowie, bo w drugiej zagrał średnio, a w końcówce meczowej chyba wyszedł z hali. W czwartej kwarcie zdobył tylko 2 punkty – no nie tego oczekuję od lidera. Pritchard za to zagrał jeden z meczów życia, szczególnie ta akcja, gdzie zakręcił obrońcą tak potwornie, ze pewnie będzie to akcja tygodnia w NBA.

[Timi] Tak naprawdę tylko występ Pritcharda w jakimś sensie „ratuje” ten mecz i miejmy nadzieję, że to będzie przełamanie, które pozwoli mu wejść na wyższy poziom. Bo nie ma się co oszukiwać: jak dotąd to Pritchard jest jednym z największych zawodów tego sezonu, szczególnie po udanych spotkaniach przedsezonowych.

[Adrian] Na minus – Hauser był dramatycznie słaby, Porzingis niewiele lepszy, a do tego równie beznadziejny Brown. No było źle, żeby nie użyć jeszcze mocniejszego słowa. Grę ratowała ławka rezerwowych, która była na ogromnym plusie. Może trzeba było dać więcej poszaleć Pritchardowi? Może to Mykhailiuk powinien zagrać dużo większe minuty od Hausera? Po fakcie, każdy wytypuje szóstkę w lotto, ale Hauser to się nadawał do zmiany po kilku minutach.

[Timi] Tak jak pisałem wyżej: można było ten mecz wygrać, ale ostatecznie to porażka niejako wpisana w terminarz, dlatego dużego zmartwienia nie ma. Byleby tylko wyciągnąć z tego odpowiednie lekcje, bo przed nami w tym tygodniu jeszcze starcie z Milwaukee Bucks, na które od dawna czekamy, a potem również piątkowy mecz przeciwko Magic, z którymi w poprzednim sezonie regularnie dostawaliśmy bęcki.

[Adrian] Uwag kilka – kolejny raz gdy Mazzulla tak rozrysował ostatnią akcję w 4 kwarcie, że ręce opadają. Kolejny raz mecz do wyjęcia, kolejny raz można uciec przed dogrywką, tymczasem kolejny raz rzucamy z debilowatej pozycji za 3 punkty. Po 14 meczach tego sezonu, mieliśmy już 3 takie sytuacje, za każdym razem kończy ktoś inny, za każdym razem rzut zza łuku i za każdym razem niecelny. No ja tego nie rozumiem – bo gdy za pierwszym razem oddawał taki rzut Porzi – to mówiłem spoko, potem rzut Browna już mnie trochę zirytował, a teraz zwyczajnie się wkurwiłem. Hauser, który nic nie trafia w meczu, dostaje zakończenia, gdy wystarczy 1 punkt – czyli akcja na Łotysza, jak najbliżej kosza. No i jeszcze te czasy – Mazzulla nie brał czasu, gdy Szerszenie łapały rytm, tylko gdy niwelowali całą naszą przewagę – kompletnie bez sensu. No coś jest nie teges i to nie pierwszy raz.

[Timi] Pozycja nie była wcale taka zła, bo Tatum ściągając podwojenie sprawił, że Hauser miał i sporo miejsca, i sporo czasu na oddanie tego rzutu. Na pewno lepiej zagrać coś takiego, niż znów szukać w izolacji trójki po step-backu jak Brown w Minneapolis. JB miał też zresztą jedną taką akcję, gdy totalnie przegapił Porzingisa pod koszem. Dodajmy do tego nietrafione rzuty wolne w kluczowych sytuacjach meczu, a przecież do tego spotkania Celtics mogli poszczycić się perfekcyjną skutecznością na linii w tzw. crunchtime.

[Adrian] Czy pozycja nie była taka zła? No nie wiem, to był 8 metr, a rzut miał oddawać gość, który w tym meczu trafił tylko raz na 7 lub 8 prób do tego momentu. Granie ostatniej akcji na zawodnika zimnego jak stal, nie ma najmniejszego sensu, tym bardziej jak za ten mecz chwalimy Pritcharda który trafiał jak szalony w tym meczu. Miejsce było złe, wykonawca był zły i szyny też były złe ;)

[Timi] Pierwszą opcją był Tatum, pozycja też moim zdaniem nie była taka zła, ale na pewno można było znaleźć coś lepszego. Przynajmniej widać jakiś progres, bo nie była to chociaż step-back trójka. Natomiast fajnie by było, żeby trochę magii użyczył jednak Brad Stevens, który przecież w końcówkach potrafił rozrysować świetne akcje i żal z tego teraz nie korzystać.

[Adrian] Mecz z Bucks i w połowie meczu, a nawet po trzech kwartach byłem pewien, że napiszę iż był to nasz najlepszy mecz w sezonie, ale jednak nie, bo w czwartej kwarcie znowu prawie zawał. Tym razem nasza impotencja w końcówce, skończyła się bez konsekwencji. Wygrana bardzo ważna, bo przy równoczesnej porażce Sixers, mamy przynajmniej dwie wygrane przewagi nad resztą Wschodu.

[Timi] Na razie to jeszcze jest chyba za wcześnie, żeby patrzeć na budowanie przewagi nad resztą tabeli, natomiast nie da się ukryć, że ta wygrana to przede wszystkim spory komfort psychologiczny. Dodatkowo każde zwycięstwo nad Bucks jest tym bardziej cenne, że w razie małych różnic na koniec sezonu to będzie przewaga Celtów.

[Adrian] Na plus – drużyna, bo wszyscy (prawie) wnieśli wkład w końcowy wynik. Porzingis z Brownem mieli taki flow, że oglądało się to z otwarta gębą. Wzajemne szukanie się w pomalowanym, niesamowite podania, świetne wykończenie akcji… panie dzieju, co to był za popis umiejętności. Obaj niesamowicie skuteczni, obaj gotowi wybrać najlepsza opcję – taki zespół chce się oglądać. Do tego ten lob Browna do Hausera… ławka oszalała, oszalał Hauser a kibice tylko mlaskali z zachwytu. 31 punktów ławki rezerwowych – nie było tam słabego ogniwa, a Pritchard chyba wreszcie znajduje swój rytm, po bardzo słabym starcie w sezonie regularnym.

[Timi] Brown i Porzingis złapali świetny kontakt i to jest przede wszystkim świetna sprawa dla JB, że ma takiego partnera w ataku, bo wcześniej chyba z nikim tak dobrej chemii nie miał. Efektem tego aż osiem asyst na koncie Jaylena, co nie zdarza się przecież wcale tak często.

[Adrian] Na minus – Holidaya chyba zjadła presja, chyba za bardzo chciał, a wtedy jak wiemy nic nie idzie. Zbierał, był aktywny, ale w ataku był czarną dziurą – trudno, zdarza się, następnym razem będzie lepiej. No i czwarta kwarta, którą uwaliliśmy przepisowo. 120 sekund, 10 punktów przewagi – co może się stać? No można to po celtycku spierdolić i prawie, prawie… ale na szczęście Lillard zderzył się z obręczą. Gdyby nie ta kuriozalna akcja, to mogło być różnie.

[Timi] Trochę to tak wyglądało, że Celtics wystawili Lillardowi na tacy świetną historię, a on w tym kluczowym momencie postanowił z tego po prostu nie korzystać. I całe szczęście. Co do Holidaya, to warto też podkreślić, jak odpowiedzialne miał zadanie w defensywie. W tym sezonie Mazzulla wystawiał go już m.in. przeciwko Embiidowi czy innym wysokim, a teraz Jrue sporo czasu spędził na pojedynkach z Giannisem i kilka razy bardzo fajnie udało mu się starego znajomego powstrzymać. Doskonale zna przecież wszystkie jego sztuczki i raz Giannis nawet nadział się na Holidaya tak, że sędziowie odgwizdali mu faul w ataku.

[Adrian] Uwag kilka – Mazzulla ostatni czas wziął na 3 i pół minuty do końca meczu. Dlaczego nie byłą czasu gdy Bucks nas doszli na 3-4 punkty, pozostanie tajemnicą. Trener Bucks nie bał się wykorzystać wszystkich, Joe został z dwoma niewykorzystanymi, a jeśli nie w takich sytuacjach jak ostatnie 120 sekund meczu, to nie wiem kiedy chciał uporządkować grę? Przecież one nie przechodzą na kolejny mecz, to się nie kumuluje. No coraz więcej uwag mam do naszego trenera.

[Timi] Rzeczywiście to jest dziwne postępowanie, chociaż może być też tak, że Mazzulla w takich meczach po prostu nie chce rzucać koła ratunkowego swoim zawodnikom, a przynajmniej na razie nie chce tego robić, żeby oni się nauczyli w trochę inny sposób. Zobaczymy, w którą to stronę pójdzie, natomiast też nie do końca mi się to podoba. Ale żeby nie było tyle krytyki w stronę Mazzulli, to przynajmniej i po meczu w Memphis, i potem po porażce w Charlotte sięgnął wreszcie po sposób Udoki i publicznie zbeształ zawodników, od czego wcześniej stronił, preferując styl Stevensa. A moim zdaniem dobrze byłoby to jakoś wypośrodkować, bo na Jayów taka krytyka też dobrze działa.

[Adrian] No to mecz z Orlando, a tutaj zaliczyliśmy tradycyjny wpierdolek. Nie wiem z czego to wynika, ze tak źle nam się z nimi gra już kolejny sezon. Przecież to nie jest żaden rewelacyjny zespół, co udowodniliśmy w 1 połowie. Nie zamierzam im umniejszać, bo mają doskonały bilans na Wschodzie, ale jednak druga połowa jest wstydem.

[Timi] Po pierwszej połowie można było być optymistą, że wreszcie to Orlando uda nam się pokonać, ale drugie 24 minut to chyba najgorszy nasz basket w tym sezonie. Jak zwykle przeciwko nam odpalił się Mo Wagner. Mało kto pamięta, że on zaliczył w Bostonie epizod, ale widocznie on o tym zapomnieć nie może i ma tych spotkaniach przeciwko Celtics jakąś dziwną dodatkową motywację.

[Adrian] Na plus – no w pierwszej połowie było cacy. 52% skuteczności ogólnej, 36% zza łuku, 20 zbiórek (tylko o 3 mniej od zespołu z Florydy), 3 bloki, 4 przechwyty – praktycznie w każdym elemencie byliśmy lepsi. Liderami był Brown, Tatum i o dziwo Kornet. Dużo dobrej gry, sporo dobrej obrony, walka i ambicja.

[Timi] No tak, pierwsza połowa mogła się podobać. Zagraliśmy bez Holidaya, ale nie było tego za bardzo widać, tym bardziej że Jrue w ostatnich meczach wybitny wcale nie był. Szkoda, że po zmianie stron nastąpiła tak diametralna różnica i Magic udowodnili, że cały czas są dla Celtów jednym z najbardziej niewygodnych niestety rywali.

[Adrian] Na minus – no w drugiej połowie, to zagraliśmy takie gówno, że w G-League są silniejsze zespoły, a i pewnie Maine Celtics bym na wpierdolili. 28% skuteczności ogólnej, 13% zza łuku, 11 zbiórek, czyli o 14 mniej od Orlando. Nic nam nie siedziało – ilość nietrafionych wejść na kosz – KOSMICZNA. Tatum i Horford byli minus 25 punktów na parkiecie. Uraz Porzingisa, a do tego Mazzulla na ławce, ale o nim za chwilkę.

[Timi] W drugiej połowie nic nie da się pochwalić tak naprawdę. Skuteczność na fatalnym poziomie, nawet na linii rzutów wolnych zgubiliśmy mnóstwo punktów. Na domiar złego uraz Porzingisa, ale według ostatnich informacji ta kontuzja łydki nie brzmi poważnie i sam Krzyś w mediach społecznościowych dał znać, że jego przerwa nie powinna potrwać długo, choć już jest pewne, że w niedzielnym meczu przeciwko Hawks go zabraknie.

[Adrian] Uwag kilka – jeśli zespół prowadzi 62-50, by po chwili przegrywać 62-67, a twój trener w tym czasie nie poprosił o choćby jedną przerwę na żądanie – to znaczy, że ktoś tu prosi się o nazwanie go cepem. Nic go nie tłumaczy, absolutnie nic. Bo nie pierwszy, nie drugi i nie piaty raz mam pretensję do Mazzulli o brak reakcji na poczynania na parkiecie. Ja rozumiem, że może chcieć mieć materiał wideo – JAK NIE GRAĆ! Ale on go już miał jak nas zmiażdżyli i doprowadzili do remisu. Potem to tylko demolowanie psychiki naszych zawodników – jak się to skończyło? No tak, że żaden z nich nie potrafił trafić do kosza z 10 centymetrów. To jest zwyczajnie głupie.

[Timi] Do pewnego momentu takie zostawianie wolnej ręki zawodnikom ma sens. Pisałem o tym nie raz, że Mazzulla lubi tak działać i w większości przypadków to rozumiem. Ale tutaj mamy przypadek, w którym nie ma w zasadzie usprawiedliwienia dla braku reakcji, dlatego tym razem pełna zgoda z tą krytyką.

[Adrian] Bradley Beal opuści kolejne 3 tygodnie, ma problemy z bólem pleców, ale nie tylko. Są jakieś komplikacje związane z unerwieniem nóg – wygląda to coraz gorzej, a Wizards chyba zrobili interes życia. Niby nie dostali wiele, ale te picki na odległe drafty, mogą być nowym życiem, tym bardziej, że jak się okazuje oddali chodzący szpital.

[Timi] Suns zaraz mogą okazać się nowymi Clippers – cały czas będzie głośno o ich potencjale, ale nikt nie będzie miał nawet szansy tego zobaczyć i się o tym przekonać. Oczywiście ślemy życzenia jak najszybszego powrotu zdrowia dla Beala i oby ta przerwa rzeczywiście potrwała jak najkrócej, no ale trzeba sobie też powiedzieć otwarcie, że on w ostatnich sezonach w stolicy to okazem zdrowia nie był. W latach 2017-2019 rozegrał dwa sezony, w których wystąpił we wszystkich 82 meczach sezonu regularnego, ale potem już się do tego nie zbliżył. Dość powiedzieć, że w czterech ostatnich sezonach rozegrał łącznie 207 meczów, czyli… o 10 mniej niż nasz Krzyś Porzingis w tym samym okresie.

[Adrian] To jest tykająca bomba, na razie lecą na Durancie i jakoś się kula, ale to zajechanie KD przed PO, to nie jest najlepszy pomysł. Booker zagrał tylko w 7 meczach, Beal zaledwie w 3 – no to kiedy oni się zgrają? Chyba że trenują w NBA2K, ale coś mi mówi, że to nie tak powinno wyglądać. Kibice z Arizony chyba mogą zacząć się martwić, bo problemy zdrowotne ich najważniejszych zawodników to nie jest przypadkowe skręcenie kostki.

[Timi] Dokładnie tak. Dodatkowo tak jak piszesz, zaraz z tych kontuzji mogą wyniknąć kolejne, jeśli KD będzie dalej musiał to ciągnąć głównie na swoich barkach. Gość jest wybrykiem natury i po zerwanym Achillesie wrócił na kapitalny poziom gry, ale jednak trochę szkoda dla jego kariery, że znalazł się w takiej sytuacji – najpierw na Brooklynie, gdzie często był jedynym tak naprawdę, któremu się chciało, a teraz w Phoenix, gdzie z przymusu musi ten wózek ciągnąć.

[Adrian] No i wykrakałeś uraz Duranta, bo nie zagrał w piątkowym meczu z Memphis – za to wrócił Booker, czyli personalnej mijanki ciąg dalszy. Czy ten superteam podzieli losy tego zbudowanego nie tak dawno na Brooklynie? Coraz bardziej wygląda to na identyczny przypadek.

[Timi] Tam jeszcze oprócz kwestii zdrowotnej dochodził fakt, że nie wszystkim się chciało, natomiast tutaj nawet jeśli wszystkim będzie się chcieć, to może się okazać, że nie wszyscy będą po prostu mogli. Na razie mnóstwo cierpliwości muszą pokazać kibice Suns.

[Adrian] Wraca sprawa szpiegowska w Toronto, które to zostało oskarżone przez NYK. Knicks domagają się 10 milionów dolarów, a także odrzucają możliwość arbitrażu przez Silvera, bo przyjaźni się on z Tanenbaumem. Musze przyznać, że jest grubo – bo kasa to kasa, w NBA są wielkie pieniądze, ale wystrzał do Komisarza Ligi z takiej armaty to już nie w kij dmuchał.

[Timi] Kasa tak naprawdę na standardy NBA nie jest wcale tak ogromna, bo 10 milionów dolarów to kluby lekką ręką przepalają jednego lata na zawodników, którzy potem okazują się niewypałami. Natomiast wygląda na to, że NYK w imię zasad nie chcą tego odpuścić, a Dolan w geście protestu zrezygnował nawet z funkcji w zarządzie ligi. Z informacji Wojnarowskiego wynika zresztą, że właściciel Knicks od lat ma nie po drodze z Silverem.