#148 Bostoński Tygdonik

Pomysły są po to, żeby je realizować. Jakiś czas temu wpadła mi do głowy myśl, żeby w formie wymiany zdań z Timim pozostawiać w formie pisanej masę myśli jakie przebiegają przez głowę przy okazji meczów, czy też innych wydarzeń związanych z Celtami. Myśli są ulotne, naszych rozmów i rozważań na czacie nie widać już po godzinie plotkowania – dlatego taka forma zagości (myślę, że na stałe) na naszej stronie. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych i tych które Adaś skomentuje. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Ostatni Tygodnik w 2018 roku czas zacząć i to chyba był dobry rok dla Bostonu. Byłby na pewno dobry, gdyby nie słaby początek aktualnego sezonu, bo sezon poprzedni skończył się doskonale. Tak czy siak – 2018 rok na pewno przyniósł nam sporo radości i pozostaje tylko życzyć sobie, żeby 2019 rok przyniósł tej radości tylko odrobinę więcej. No taka odrobinę, żeby starczyło na awans do Fianłu.

[Timi] Z roku na rok jesteśmy tego finału coraz bliżej i jeśli ten trend ma się utrzymać no to w przyszłym roku powinno się udać. Tak czy siak, na pewno miło będziemy wspominać 2018 rok, bo przede wszystkim za sprawą fazy play-off przyniósł nam sporo fajnych chwil, które na długo zapamiętamy.

[Adrian] Tydzień temu rozmawialiśmy, że sytuacja Davisa w Pelikanach przypomina tę Garnetta z Soty i wywołaliśmy wilka z lasu, bo KG właśnie zabrał w tej sprawie głos i doradza Davisowi zmianę otoczenia. Niestety doradza mu przejście do Lakers a tu już nie jest dobra wiadomość dla nas. Wszystko sprowadza się do lutego – w lutym najpoważniejszym graczem o Davisa będą właśnie LOLki, w lipcu sytuacja już się zmieni.

[Timi] Swoją drogą sam Davis jakby przygotowywał sobie grunt pod swoje odejście z Pelicans, bo stwierdził, że on woli „legacy” ponad pieniądze, no a trudno mu budować spuściznę bez sukcesów drużynowych, o które w Nowym Orleanie będzie ciężko. Pelikany mogą co prawda zaoferować mu najwięcej pieniążków, no ale właśnie. Tak czy siak, coraz mocniej wygląda to na kolejny wielki pojedynek między Lakers a Celtics, tym razem poza boisku, bo o Davisa. Natomiast słowa KG mnie nie martwią, bo on mu może doradzać, jednak nie wydaje mi się, by Pels już w lutym mieli rozważyć wymianę AD, bo po co mieliby to robić? Najpierw sprawdzą, czy rzeczywiście nie da się go przekonać supermaxem, a jeśli to będzie prawda to dopiero wtedy mogą pomyśleć o transferze.

[Adrian] No właśnie, te słowa Davisa też mi zapadły w pamięci – kwestia tylko czy poszuka „Legacy” na Zachodzie czy na Wschodzie. Teoretycznie Pelikany mogą zrobić co chcą, ale jak to w życiu bywa zawodnik zawsze może poprzez agenta, czy w bezpośredniej rozmowie wywierać spory wpływ na decyzje o kierunku wymiany. Jedno jest pewne – to będzie wymiana dekady, gdzie nikt na stół drobnych nie położy – oferty będą bardzo grube. Różnica między Celtics a Lakers jest taka, że jak Lakers rzucą wszystkie swoje młode talenty, to nie bardzo jest tam z kim Bronkowi i Davisowi grać, a i LBJ wieczny nie jest – natomiast w Bostonie jest kogo wymienić i nadal pozostaje kilku młodych zawodników, bo przecież Irvinga nie oddamy, a i ktoś z młodych zostać powinien.

[Timi] Przede wszystkim Lakers liczą na to, że uda im się już teraz powalczyć o Davisa, bo nie ma kto Pelikanom oferty podbić przez wzgląd na to, że Celtics do końca tego sezonu Davisa pozyskać po prostu nie mogą. Teraz pytanie, czyje assety są bardziej wartościowe, bo jeszcze kilka miesięcy temu bez wątpienia powiedziałbym, że te bostońskie (zarówno młodzi zawodnicy, jak i wybory w drafcie), ale po tym niemrawym starcie sezonu może się okazać, że różnica między tym, co mogą zaproponować Lakers i Celtics nie jest wcale taka duża.

[Adrian] Gorące ploteczki są też o Durancie, który ma ponoć latem wybrać Knicks. Jeśli zdobędzie 3 pierścień, a nawet jeśli będzie miał tylko dwa, to powinien gdzieś zbudować swoją legendę i takiem miastem jest bez wątpienia Nowy Jork. Wielki rynek, najbogatszy klub w NBA i wybierze drogę pełną przeszkód – wtedy większość kibiców zapomni o romansie z GSW po pierścień. Doprowadzając NYK choćby do ECF pokaże, że jednak można to zrobić nawet z NYK.

[Timi] Trochę mi się to kupy nie trzyma, tym bardziej, że mowa jednak o Knicks. No i on już zbudował swoją legendę, pokazując przy okazji, że ma gdzieś  to, co inni myślą o jego sposobach tejże budowy. Poza tym, on już wcześniej dał znać, że – w przeciwieństwie do AD – chce teraz trochę więcej zatrzymać w kieszeni po tych ostatnich ustępstwach względem GSW. No a nikt mu tyle nie zaproponuje co Warriors właśnie.

[Adrian] Być może GSW wcale nie pali się do płacenia absurdalnie wysokiego Luxury Tax, bo nie tylko Durant czeka na tłusty kontrakt, ale Thompson i Green też. Nie wierzę, że zostanie w San Francisco cała trójka – widzę tam przynajmniej jeden rozwód i najprawdopodobniej będzie to KD. Nie wierzysz w NYK? Ja też nie bardzo wierzyłem, że oni są w stanie kogoś przekonać, a już tym bardziej Duranta, ale… 31 lat, to powoli czas rozglądać się za fajnym miejscem dla przyszłych biznesów – nie ma lepszego miejsca niż NYC.

[Timi] No i dochodzi do tego wszystkiego jeszcze zapomniana już nieco sprzeczka KD-Dray. A tak swoją drogą, jeden z GM-ów miał ostatnio powiedzieć Jackie MacMullan, aby nie wykluczać scenariusza, w którym Durant ląduje… w Bostonie. KD, Davis i Irving? Brzmi szalenie i prawdopodobnie do tego nie dojdzie, tym bardziej, że Durant miał już okazję podpisać z Celtics i wtedy tego nie zrobił, natomiast tak czy siak zapowiada się bardzo ciekawe lato.

[Adrian] Dallas mają Doncicia – mają zawodnika, który może stanowić o ich sile na lata, ale nie bardzo on pasuje do Smitha Jr, który bez piłki jest mało produktywny. Jak wieść gminna niesie Cuban sonduje rynek, chcąc wymienić młodego rozgrywającego na lepiej pasujący klocek do Luki. Coś mi mówi, że w lutym Smith zmieni klub na 100% – kilka organizacji szuka rozgrywającego i Dallas zrobi wymianę.

[Timi] Z drugiej strony, Smith Jr. wciąż jest młody, a Mavs mają go na niskim kontrakcie jeszcze przez parę lat i choć ten duet rzeczywiście nie działa zbyt dobrze to jednak ma jeszcze czas na to, aby się rozwinąć – tym bardziej, że DSJ został rzucony na głęboką wodę i nie gra w tej chwili tak jak lubi i tak jak miało to do tej pory miejsce. Nie zapominajmy też, że Mavs oddali za Lukę swój wybór w drafcie na 2019 rok, więc przynajmniej w najbliższych kilkunastu miesiącach to Doncić i Smith będą stanowić ten młody trzon Dallas, bo w czerwcu przyszłego roku raczej nikt nowy nie dołączy.

[Adrian] Teoretycznie tak, ale mają 2 picki w drugiej rundzie i zobaczymy na kogo i na co, wymianą Smitha. Cuban jest w gorącej wodzie kompany i będzie chciał obstawić Luke pasującymi klockami jak najszybciej. Do Tarde Deadline zostało niewiele ponad miesiąc i ja Ci powiem, że to będzie jeden z najciekawszych okresów od dawna. Zobaczymy co wyjdzie w ten zimowy wieczór, ale chyba w okolicach godziny 21 naszego czasu będzie ogień.

[Timi] Po ostatnich latach, gdy wiele sobie obiecywaliśmy, a fajerwerków nie było wcale albo mocno z opóźnieniem (patrz: wymiany Cavs pod koniec okienka), teraz nie chce się nastawiać, choć z drugiej strony szykuje się nam pierwszy sezon od prawie 20 lat, w którym żaden z zespołów nie wygra 60 spotkań, bo na ten moment żadna drużyna nie jest na drodze do tego osiągnięcia.

[Adrian] W Bostonie wielka narada zawodników, bo znowu wracamy do złego grania. No i gramy w kratkę – raz dzielimy się piłka jak należy, a raz każdy sobie rzepkę skrobie. Najgłośniej o tym mówi Irving, ale ja zaczynam na to patrzeć trochę inaczej – świetnie, że mamy tyle talentu w drużynie, ale chyba zaczynamy mieć go za dużo. Być może role w drużynie nie są jeszcze właściwie nakreślone, a być może niektórzy wychodzą poza swoje role i tworzy sie systemowy chaos. Danny ma spora zagwozdkę, bo zasadniczo nie ma sensu jakakolwiek wymiana (chyba, że po gwiazdę pod kosz), a z drugiej strony taki stan nie może trwać za długo.

[Timi] Niestety cały czas aktualne jest powiedzenie Jaylena Browna sprzed sezonu: nikt chce nikomu nadepnąć na piętę czy palce, przez co nie wszystko działa tak jak powinno. Kyrie dodał przy okazji, że nie wszyscy są jeszcze w stanie się poświęcić na rzecz drużyny i tutaj wracają słowa Paula Pierce’a sprzed sezonu. Jest jednak jeszcze czas, choć fakt faktem, że do trade deadline coraz bliżej.

[Adrian] Porażka z Bucks miała miejsce, gdy graliśmy bez praktycznie wszystkich wysokich zawodników – Morris, Horford i Baynes – oczywiście mamy jeszcze kilku w zanadrzu, ale nie ma co się spierać o jakość – ta trójka to nasi najlepsi zawodnicy na pozycje 4-5. Jak na takie osłabienie, to radziliśmy sobie całkiem nieźle i trochę szkoda tego atomowego początku Buscks, bo wcale nas nie zdeklasowali, choć na desce robili co chcieli.

[Timi] Pierwsza połowa była fatalna, bo tam w niecałe 17 minut rywal wrzucił ponad 50 punktów, natomiast kontuzje podkoszowych było tutaj mocno widać – Theis i Williams są solidni, natomiast to zdecydowanie za mało jakości, bo ta dwójka to po prostu nie jest ten kaliber co Horford czy Morris.

[Adrian] Jeśli chodzi o naszą skuteczność, to tylko Jaylen taką posiadał, bo reszta grał na pograniczu biednych 30% lub dużo słabiej. Terry Rozier był w 19 minut na minus 20 na parkiecie – coś niesamowitego, choć przecież już przyzwyczailiśmy się, że w tym sezonie on spisuje się słabo. Były przebłyski, ale Rozier w takich właśnie meczach gdy reszcie nie idzie powinien błyszczeć, bo to jest jego szansa na duży kontrakt.

[Timi] Z jednej strony, spodziewałem się, że Rozier wróci do „swojego” grania przy powrocie Irvinga i Haywarda, ale z drugiej strony absolutnie się nie spodziewałem, że on aż tak obniży loty. Ten sezon, ale też te zapowiedzi kontraktu na poziomie $20 milionów dolarów, to po prostu strzał w stopę, bo w tym momencie tego typu umowa to już tylko i wyłącznie sfera marzeń rozgrywającego. Za mało ma takich meczów, gdzie wygląda jak najlepsza wersja siebie, a za dużo takich, gdzie jest wersją najgorszą. Szkoda, nie tylko zresztą dla niego samego, ale także dla drużyny, bo przecież przed sezonem liczyliśmy, że Rozier to będzie pewny i solidny punkt ławki.

[Adrian] Terry też chyba liczył na inny sezon, a tymczasem ogromna kasa mu zwyczajnie ucieka z parkietu. Być może to lepiej dla nas,bo łatwiej będzie go w Bostonie zostawić za rozsądne pieniądze, o ile będzie taka potrzeba, bo nadal obstawiam, że w Drafcie poszukamy rozgrywającego. Mam już kilku kandydatów, co nawet przedstawiłem w jednym ze świątecznych artów – kurcze ten Garland…

[Timi] Zostawić go w Bostonie za rozsądne pieniądze to opcja fajna, ale z drugiej strony on w tym sezonie rzadko kiedy tej drużynie pomaga i jednak znacznie częściej jej mocno szkodzi, więc tu trzeba przede wszystkim jego lepszej formy żeby w ogóle myśleć o nowej umowie, bo jeśli tak dalej pójdzie to po sezonie się po prostu bez żalu pożegnamy, niezależnie od tego, co było w fazie play-off wiosną 2018 roku.

[Adrian] Hornets i srogie klapsy jakie im sprawiliśmy, to było to, czego ta drużyna potrzebowała. Takie odbicie się, po tych kilku meczach bez polotu, bez skuteczności, bez szczęścia. Fenomenalna 2 kwarta i dobicie przeciwnika w 3 kwarcie. Końcowy wynik absolutnie nie oddaje tego, jak bardzo Kemba i reszta zostali sponiewierani w Bostonie, jak bardzo nasza obrona ich ograniczyła, bo w ataku to wcale super, hiper nie zagraliśmy – 33% zza łuku to żaden wybitny wynik.

[Timi] Przy czym do czwartej kwarty – w której rezerwowi trafili tylko dwie z 10 prób zza łuku – to było już nieco lepsze 38 procent, przede wszystkim za sprawą gorącego Irvinga, ale swoje trafił też powracający do gry Morris. Nie ma natomiast wątpliwości, że tego typu wygrana była tej drużynie potrzebna, nawet jeśli był to już trzeci w tym miesiącu mecz (!), w którym Celtics jeszcze przed ostatnią kwartą mieli rywala na deskach i wygrywali różnicą co najmniej 27 punktów.

[Adrian] Ten mecz pokazał ile dla drużyny znaczy Horford, ale tez i Morris. Można marudzić, że Horford jak na All Stara nie kręci wybitnych cyferek, ale nie od zdobywania punktów on jest na parkiecie. Al to człowiek orkiestra, dzięki któremu wszystkim gra się lepiej, łatwiej i skuteczniej. Jakiekolwiek pomysły wymiany Horforda odbieram jako dyletanctwo – w najlepszym  przypadku.

[Timi] Przy czym wypada wspomnieć o tym, że Big Al zbyt często w tym sezonie nie ma aż tak dobrego wpływu na zespół – nie wiem, na ile był to efekt tych problemów z kolanami, natomiast zdrowy Horford swojej wartości udowadniać nikomu nie musi, bo zrobił to już w dwóch poprzednich edycjach fazy play-off. Głównie dlatego miejmy po prostu nadzieję, że Horford będzie zdrów, bo wtedy ja się o niego w żadnym wypadku nie martwię. Co nie zmienia faktu, że w tym roku do ASG dostać się będzie mu ciężko. Ale za to Morrisowi…

[Adrian] Wieszczysz Mooka w ASG? No to byłaby niesamowita historia, ale nie chce mi się w to wierzyć… za słabo wyglądamy jako drużyna. Gdyby Boston był pierwszy na Wschodzie z zaledwie kilkoma porażkami – to Morris miałby duże szanse na ASG. Tymczasem jestem ciekawy czy Tatum tam powalczy w głosowaniu. Punkciki kręci ładne, miał sporo efektownych akcji – ogólnie jest doceniany w NBA – no jakieś szanse ma.

[Timi] Na pewno Tatum ma większe szanse niż Morris i choć Mook w ASG to rzecz mało prawdopodobna to jednak dałbym mu większą szansę niż Horfordowi właśnie. Przede wszystkim przez wzgląd na to, że Morris jest często drugim najlepszym zawodnikiem Celtics, zaraz za Irvingiem i prezentuje się naprawdę dobrze. Nie mówię, że w Meczu Gwiazd zagra, tym bardziej że to konkurs popularności, ale bardzo cieszy sam fakt, że on swoją formą do tego eventu puka, bo przecież nigdy nie był nawet blisko i to dobry testament dla jego postępów oraz równej formy w tym sezonie.

[Adrian] A na Święta do Bostonu przyjechał Embiid wraz z Butlerem i znowu wyjechali na tarczy. Cos pięknego jest w tych naszych spotkaniach z Sixers, bo jest się kogo obawiać, a jednak w ostatecznym rozrachunku to Boston wygrywa. Choć trzeba przyznać, że jeśli Simmons miałby rzut, to zamknąłby pewnie ten mecz w ostatniej akcji czasu regularnego – no ale nie ma. Ben to nie Prince, to Princessa i ja zdania nie zmienię, aż on nie zauważy jakim obciążeniem jest dla drużyny gdy nie potrafi rzucać do kosza.

[Timi] Uwielbiam te pojedynki z Sixers i już nawet przegrywajmy z Suns czy Magic, byleby tylko wygrywać w tych starciach z Phillą. Bo coś rzeczywiście jest w tych meczach, a zwycięstwa smakują bardziej. Simmons natomiast po raz kolejny potwierdza tylko, że póki rzutu mieć nie będzie to nie można go traktować jak poważne zagrożenie. Rozumiem wszystkie te ochy i achy nad jego grą, bo talent ma ogromny, natomiast nic nie zmienia faktu, że rzut jest mu bardzo potrzebny, co bardzo dobrze pokazuje przykład Jamesa, który wybitnym strzelcem nigdy nie był i nie będzie, ale w wielu sytuacjach ta jego trójka dawała mu jeszcze większą przewagę.

[Adrian] Kosmiczny mecz Irvinga i można o nim mówić tylko w samych superlatywach. Pomagali mu Tatum z Morrisem, a ławka rezerwowych grała co najmniej ospale. Przeciwieństwem do Irvinga jest w kilku ostatnich meczach Gordon Hayward, który niestety, ale na początku sezonu wyglądał lepiej niż teraz. Kiedyś liczyłeś po ilu miesiącach do pełnej dyspozycji wrócił Paul George i wyszło, że Hayward powinien tak grać w okolicach stycznia. No to ten czas już się zbliża.

[Timi] O występie Irvinga można by pisać dużo, zresztą dużo już zostało napisane, więc ja tylko dodam, że jest genialny, ma dopiero 26 lat i od tygodni gra na znakomitym poziomie, najprawdopodobniej najlepszym w karierze. Odnosząc się natomiast do Haywarda to rzeczywiście miało to iść w lepszą stronę, ale po tym świetnym występie w Minneapolis już tak dobrze nie idzie. Brakuje tego atletyzmu, brakuje też po prostu lepszej skuteczności, bo to by znacząco ułatwiło Haywardowi grę i otworzyło więcej opcji. Z drugiej strony, on się znalazł w trudnej jednak sytuacji, bo wraz z przesunięciem na ławkę zmniejszyła się jego rola, a on cały czas twierdzi, że nie wrócił jeszcze do siebie. Trudno więc o taką prawdziwą ocenę, choć na przykład w obronie cały czas jest bardzo solidnie, a to na pewno bardzo optymistyczny znak.

[Adrian] No w obronie i rozegraniu jest więcej niż solidnie, tylko nie tego oczekujemy od zawodnika na takim kontrakcie. Z tej sytuacji sprawę sobie też zdaje Danny i ja mu tej roboty nie zazdroszczę, bo zbudował naprawdę niesamowicie silny skład, tylko to nadal nie klika tak jak powinno i gdy zdecyduje się pociągnąć za spust, to Gordon jest moim zdaniem pierwszy na liście, a przecież przyszedł do nas jako FA. Kurcze – to jest niesamowicie trudna robota.

[Timi] Tylko w tym wszystkim pytanie, jaką realną wartość ma teraz Gordon Hayward? Transferowanie nim w tej chwili to już nie tylko coś, przez co źle wyglądamy, ale też przede wszystkim zły pomysł ze względu na to, co tym możemy osiągnąć. Bo skoro nie jest tak jak być powinno to kto chciałby w tej chwili przejąć Haywarda? To działa też w drugą stronę: lepsza gra Haywarda co prawda podniesie jego wartość na rynku, ale będzie też oznaczać, że wymiana może nie być już potrzebna. Gordon cały czas jest jednym z kluczowych zawodników do odblokowania potencjału drzemiącego w tej drużynie, natomiast trzeba pozostać cierpliwym, bo choć w przypadku George’a było tyle a tyle miesięcy, co kiedyś sam pokazywałem to jednak każdy powrót po kontuzji jest inny i Haywardowi może to wszystko zabrać więcej czasu.

[Adrian] No i mecz z Houston, a dokładnie porażka z Rakietami. Po meczu Irving powiedział, że małe rzeczy mają znaczenie. Ponoć też z Horfordem rozmawiali o tych małych rzeczach. No jedną z tych małych rzeczy jest zbiórka w obronie, bo Capela zebrał 9 piłek w ataku, a cała nasza drużyna w tym meczu tylko 7. Szkoda, tym bardziej, że Rakiety były do pyknięcia, co pokazaliśmy w 2 i większości 3 kwarty. Bo o wyimaginowanych faulach na Hardenie nie ma co rozmawiać.

[Timi] To jest trochę tak, że jeśli Kyrie Irving te małe rzeczy robi – bo nawet w Houston udało mu się m.in. wymusić faul w ataku – to powinni się zaangażować także wszyscy inni, a tego brakuje. Brakuje tego, by reszta poszła za liderem i to się w tym sezonie dzieje zbyt często. Z drugiej strony, bez Baynesa i z Horfordem na limicie minut ciężko było skutecznie powalczyć pod koszem i poszło to Celtom znacznie gorzej niż w świątecznym starciu z Szóstkami. Rzeczywiście szkoda, bo powrót z 17 punktów był pokazem naprawdę solidnej gry i na pewno można było w tym meczu powalczyć o więcej.

[Adrian] Ustawienie Brown/Hayward/Rozier i Theis razem przebywało 9 minut na parkiecie i ich defensywny rating przez te 9 minut to było 203 pkt. No nie tak powinna wyglądać gra w obronie naszej ławki rezerwowych – tym bardziej, że to nie są przypadkowi ludzie, bo 3 z tej 4 to spokojnie może grać w wyjściowym składzie. Nie tak powinna wyglądać głębia naszego składu w takich meczach.

[Timi] Bo to był po prostu słaby mecz zmienników, ale nie tylko w obronie, bo w ataku też nie wyglądało to tak jak powinno – po raz kolejny w tym sezonie Celtics wyglądali momentami bezradnie w momencie, gdy z parkietu zszedł Kyrie, a przecież po przesunięciu Haywarda i Browna na ławkę rezerwowych miało to wyglądać inaczej. To wszystko jest frustrujące, no ale można znaleźć wymówki: Hayward wciąż jest zbyt pasywny i nie jest w stu procentach zdrowy, Brown ponoć od ponad miesiąca zmaga się z urazem ręki, a Rozier jest totalnie bez formy. Jasne, że usprawiedliwienia znajdzie każdy i dla każdego, a na dodatek z różnego rodzaju problemami zmagają się przecież wszystkie drużyny w NBA, natomiast w Bostonie mimo tych kłopotów nie jest tak źle, a jak uda się je rozwiązać to powinno być bardzo dobrze. Tym bardziej, że w czwartek przegraliśmy jednak z Rockets, którzy są w gazie, a nie z Hawks czy Bulls.