Koszykówka to dla większości tylko sport. Jest jednak grupka ludzi, dla których to więcej niż sport. To życie, to magia, to wojna. Tak jak sezon zasadniczy jest tylko treningiem na poligonie, tak bitwy zaczynają się w fazie Play Off. Decydujące stracie to właśnie magiczny Game 7. Twoje być, albo nie być. Wracasz z tarczą lub na tarczy. Współczesne Termopile, gdzie garstka musi stawić się przytłaczającej sile „wroga”. Tym razem Król LeBronidas będzie musiał przetrwać w TD Garden. Nie będzie miał przeciwko sobie 15 zawodników – będzie miał przeciwko sobie tysiące! Nie ma drugiej tak gorącej hali w NBA, na ma drugiej tak fanatycznej publiczności.

Cała magia Game 7 to atmosfera, to ta otoczka, gdzie buduje się scenariusz dla jednego i drugiego zespołu. Gdzie mądre głowy szukają porównań, szukają odpowiedzi na pytanie kto wygra. Tej odpowiedzi nie ma – pozostaje tylko czekać do pierwszego rzutu. Czekać na rozstrzygnięcie na parkiecie, gdy jedna drużyna będzie musiała uznać wyższość tej drugiej.

Historia NBA, to historia wielkich pojedynków, historia wielkich indywidualności, które dawały swojej drużynie szansę na przejście do historii. Dawały szanse założyć najbardziej kobiecy atrybut w męskim sporcie – upragniony przez wszystkich pierścień.

Boston swój pierwszy Game 7 rozegrał 13 kwietnia 1957 roku. Po dwóch dogrywkach pokonał wtedy St. Luis Hawks w Finale. To było pierwsze mistrzostwo Boston Celtics, pierwszy baner który wisi pod dachem Ogródka do dziś. Zdobyli je wtedy debiutujący w lidze 22 letni Bill Russel i Tom Heinsohn. Bill zdobył wtedy 19 punktów i zebrał 32 piłki, a Tom miał 23 zbiórki i zanotował 37 punktów. Pod wodzą genialnego Reda Auerbacha, który w tamtym czasie był również GMem zespołu, Celtics wygrali ligę, mając w składzie 7 zawodników będących w swoim 1, 2 lub 3 roku w lidze. Hmmm – nie przypomina wam to czegoś?

Od tamtego czasu Celtics rozegrali razem 31 Game 7. Tylko 8 z nich kończyło się porażką – 23 zwycięstwa, w tym dwa razy potrzebny był dodatkowy czas, oba te spotkania wygraliśmy. Jeśli patrzeć tylko na Game 7 rozrywane we własnej hali, to takich spotkań było aż 24 i tylko 4 z nich zakończyły się porażką Bostonu. Najczęściej graliśmy z Filadelfią – 6 razy, 4 zwycięstwa i 2 porażki, oraz z Lakers – 5 razy, 4 zwycięstwa i 1 porażka.

Sporo z tych spotkań to bardzo odległe czasy – patrząc tylko na XXI wiek, to takich meczów rozegraliśmy 10. Odnieśliśmy 6 zwycięstw (Atlanta, Cleveland, Chicago, Filadelfia, Waszyngton i Milwaukee) i 4 porażki (Indiana, Orlando, Lakers i Miami).  8 z tych spotkań rozgrywaliśmy w TD Garden i tutaj bilans jest 6-2.

Na poziomie Finałów Konferencji Boston grał 5 razy Game 7 – wygrał 2 z nich, 3 razy musiał uznać wyższość drużyny przeciwnej.

1973 – Knicks – porażka

1981 – Sixers – wygrana

1982 – Sixers – porażka

1987 – Pistons – wygrana

2012 – Miami – porażka

2018 – Cavs – ???

Brad Stevens dwukrotnie prowadził swój zespół w Game 7 – rok temu z Waszyngtonem, a w tym roku z Milwaukee – obie serie zakończyły się naszą wygraną. Tym razem poprzeczka wisi wyżej – dużo wyżej.

LeBron James to Król, wiele razy nazywałem go złośliwie Samozwańczym Królem, ale prawda jest taka, że aktualne Cavs istnieje i gra w ECF tylko dzięki niemu. Po 6 meczach tej serii nabrałem dla niego dużo szacunku, jego absurdalny atletyzm, oraz kosmiczne umiejętności trzymają tę drużynę przy życiu. To jak traktuje swojego trenera, jak traktuje kolegów z drużyny to inna para kaloszy.

LeBronidas w PO z Bostonem mierzył się już 20 razy w TD Garden, 12 razy musiał uznać wyższość Celtics. Rozegrał też 3 razy Game 7 na wyjazdach i wygrał tylko raz, pamiętne spotkanie z GSW z 2016 roku. W 2008 roku grał w Game 7 z Celtics w Ogródku, w Finale Konferencji i przegrał pomimo zdobycia 45 punktów z 92, które tej nocy uzbierali zawodnicy z Cleveland.

Tyle historii, a jak zapowiada się Game 7 w tegorocznych ECF?

Wiemy już, że nie wystąpi w tym meczu Kevin Love – do tej pory w 3 meczach w Bostonie grał średnio 32 minuty i notował 17,7 pkt i 10 zbiórek, większe minuty w drużynie grał tylko James i tylko James notował większe zdobycze punktowe. Te 10 zbiórek to najlepszy wynik w zespole Cavs, Love był także drugim najlepiej asystującym zawodnikiem i notował najwięcej przechwytów w meczach w Ogródku. W PO gdy przebywał na parkiecie Cavs mieli ofensywny rating 110,4 a defensywny 107,5, gdy siadał na ławce rating ofensywny spadał do 108,8, czyli relatywnie niewiele, ale defensywny wrastał do 114,0 – a to różnica jest bardzo duża.

Jego minuty będą musieli przejąc Green i pewnie Nance’y Jr – Green do tej pory w TD Garden grał średnio 24 minuty i notował 6,7 pkt i 2,7 zb, a Nance’y grał 10 minut i notował 0,7 pkt i 3 zbiórki. W przypadku wejścia Greena ucierpi zbiórka u Cavs, a w przypadku wejścia Nance’yego ucierpi rzut zza łuku, choć nie tylko – młody zawodnik nie trafił jeszcze rzutu wolnego w tej serii w Bostonie. Taktyka hakowania wydaje się być konieczna, gdyby Nance’y sprawiał nam problemy na zbiórkach ofensywnych, a to jest jego najsilniejsza i chyba jedyna broń w tej serii.  Larry w tych PO, w meczach w Ohio zdobył 51 punktów i miał 36 zbiórek, na wyjazdach 20 punktów i 24 zbiórki – spora dysproporcja.

Czy Cavs mogą iść w small ball i dziurę po Kevinie załatać Clarksonem lub Hoodem? Teoretycznie mogą, obaj jako rezerwowi spisywali się całkiem nieźle – Clarkson w 15 minut notował 9 pkt, a Hood w 11 min 6 pkt. Tylko wtedy Cavs staje sie bezbronne na zbiórkach, a kto wygrywa zbiórkę, wygrywa mecze w tej serii. Ich zdobycze punktowe, są trochę na wyrost, bo wiemy, że przebywali na parkiecie głownie, gdy wynik był już sprawą zamkniętą.

Stevens wraz ze sztabem dostał ponad 30 godzin na przygotowanie drużyny na tę okoliczność. Choć nie mam wątpliwości, że już wcześniej były przygotowane warianty gry, gdy Love siada na ławce. Tym razem nie będzie go wcale, a to znaczy, że game plan musi zostać rozbudowany. Nie ma sensu skupiać się na LBJ, trzeba kolejny raz ograniczyć pozostałą czwórkę rywali. Tym razem sprawa wydaje się łatwiejsza, choć… G6 pokazał, że nie zawsze jesteśmy na to przygotowani. Paradoksalnie w tym meczu z nieobecnych, to najbardziej będzie brakowało Daniela Theisa, który jest równie szybki, skoczny i zwinny co Larry Nance i byłby dla niego doskonałą odpowiedzią.

Cokolwiek by się nie wydarzyło w nadchodzącym meczu, to będzie to kolejny magiczny Game 7. Ba, to będzie najważniejszy mecz dla wszystkich kibiców Celtics. Te stare mecze, to już historia. Liczy się tylko tu i teraz. Liczy się tylko kolejne posiadanie. Liczy się tylko zwycięstwo! Nie za rok, nie gdy Irving i Hayward będą zdrowi! Właśnie teraz nadszedł czas na detronizację!

PS. Kamilo – no strasznie mi przykro, że przegrasz zakład po raz kolejny ;) Nic to, za rok… oh wait.