#90 Bostoński Tygodnik

Pomysły są po to, żeby je realizować. Jakiś czas temu wpadła mi do głowy myśl, żeby w formie wymiany zdań z Timim pozostawiać w formie pisanej masę myśli jakie przebiegają przez głowę przy okazji meczów, czy też innych wydarzeń związanych z Celtami. Myśli są ulotne, naszych rozmów i rozważań na czacie nie widać już po godzinie plotkowania – dlatego taka forma zagości (myślę, że na stałe) na naszej stronie. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych i tych które Adaś skomentuje. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] Niedzielny wieczór był jednym z najpiękniejszych od dawna. Takie wygrane dają niesamowitą energie i drużynie, i nam kibicom. No i najważniejsze – pokonaliśmy Toronto bez Irvinga, bo o Haywardzie w tym sezonie już nie mówmy. Pokonaliśmy Raptors bo defensywnie 21 latek zjadł All Stara, a ofensywnie mecz zamykał nam 19 latek. No nie można wygrać lepiej spotkania.

[Timi] Yup, o tym że brakuje Haywarda nie ma nawet co wspominać, bo jest to oczywista oczywistość. Natomiast tym bardziej jest to nasze wielkie zwycięstwo, bo jednak Raptors byli dla nas ciężkim rywalem w ostatnich latach, jeśli chodzi o te bezpośrednie pojedynki – na całe szczęście, teraz już nie dajemy się tak dymać na tablicach jak w poprzednich latach i to procentuje chociażby w takich meczach jak z Toronto, gdzie dobra obrona i solidna postawa na tablicach dały nam sporo rzutów więcej.

[Adrian] Czy w tym roku DeRozan będzie płakał, że nie ma Browna i Tatuma w swojej drużynie, tak jak rok temu płakał, że nie maja LeBrona? Skoro w takim osłabieniu jesteśmy w stanie ich pokonać, to w pełnym i zdrowym składzie nie mogą oni być dla nas żadną przeszkodą w walce o prymat na Wschodzie.

[Timi] Wiesz co? Ja wciąż czekam na ten moment, kiedy będzie można mówić o Celtics jak o „real deal”. Że ten team jest naprawdę i że ten team nawet bez Haywarda jest mocnym kandydatem do pierwszego miejsca na Wschodzie czy do finałów NBA. Nie wiem jednak, kiedy ten moment nastąpi, ale ta drużyna jest tak fajnie skonstruowana i ma tak dużo talentu, że dla mnie Raptors powoli przestają być jakimkolwiek rywalem. Oczywiście, playoffs to zupełnie inna sprawa, ale też pamiętajmy, że Toronto od lat w tych playoffs nie potrafi zdziałać nic albo bardzo niewiele. No i nasz kochany DeRozan już się przekonał, kim są Brown oraz Tatum.

[Adrian] Ten moment jest już chyba całkiem blisko. Poziom hype’u jaki rozpętała NBA przed meczem Celtics z GSW jest ogromny. Przy zapaści Cavs ktoś musi ich zastąpić, a nikt inny w tym sezonie nie nadaje się lepiej niż ten młodziutki zespół z Bostonu, który rozbujał się do 13 zwycięstw pod rząd. Liga potrzebuje jakiejś rywalizacji, kibice potrzebują jakiejś rywalizacji i to może być to, przez wiele sezonów. Sam Kerr wypowiadał się w tym tonie, kurtuazja kurtuazją, ale innych zmienników dla LBJ na Wschodzie na razie nie widać. Do Bucks doszedł Bledsoe, ale nawet z nim i Antkiem to nadal nie jest zespół na przejęcie pałeczki po Cavs. Wracając do Toronto – wszyscy twierdzą, że Lowry się wypalił, ja w to wątpię. Myślę, że tym razem oni inaczej chcą wejść w sezon i zostawić siły na PO. Mają sporo młodych zawodników do grania w RS, ale liderzy ustawią się z formą na kwiecień. Trzeba byłoby zapytać Litwina, czy nadal oni walczą o lidera, a my tylko o drugie miejsce, bo mogło się coś zmienić.

[Timi] Ten Litwin, to się nigdy nie znudzi :D A słowa Kerra z jednej strony kurtuazyjne, no ale naprawdę trudno się z nimi nie zgodzić. Bo to nawet nie chodzi o to, że Celtics teraz robią te 13 zwycięstw z rzędu, ale o to, z kim je robią (no i bez kogo). Tatum i Brown to jest przyszłość tej ligi i naprawdę nie mógł się nam lepiej napisać ten początek sezonu, gdy wszyscy myśleli, że nie mogło być gorzej. No ale do tego momentu, o którym tam wyżej pisałem jeszcze trochę brakuje – choć jak tak się ogarnie, że Warriors zagrają z kimś, kto ma LEPSZY bilans od nich to to naprawdę robi wrażenie.

[Adrian] Mecz z Brooklynem, to było spotkanie z cyklu wygrać i zapomnieć. Choć można też traktować jako przetarcie Irvinga w masce przed spotkaniem z GSW. Przespaliśmy przełom 2 i 3 kwarty, ale zwycięstwo było bezdyskusyjne. Mecz Nets z pickami Nets (by Neithan©), wygrały zdecydowanie picki Nets w osobach Browna i Tatuma.

[Timi] Naprawdę mam nadzieję, że ktoś z klubu albo chociaż fani Celtics wysyłają kwiaty dla Nets, choć kwiaty to za mało, bo te picki to naprawdę niesamowita sprawa. Swoją drogą, nawet gdybyśmy przegrali to przecież teraz Ainge też wygrywał dwa razy po oddaniu tego ostatniego brooklyńskiego picku do Cleveland. Mecz rzeczywiście trochę przespany, ale tu znów wychodzi, ile znaczy talent, bo nawet jeżeli gdzieś nam tam nie szło to jednak koniec końców wygrał zespół bardziej utalentowany – i znów spora była w tym zasługa Tatuma, choć warto podkreślić również bardzo dobry występ Morrisa.

[Adrian] Osobiście nie lubię gry z Nets w ich hali, bo po pierwsze tam jest jakoś tak ciemno, a po drugie kibice robią taką wrzawę, że słychać jak muchy puszczają bąki. No ale te dwa razy w sezonie odbębnić trzeba, choć te mecze to w sumie żadnej wartości nie mają. Morris zagrał bardzo dobrze i on pomimo tych restrykcji minutowych (bo wciąż gra maksymalnie 25 minut) spisuje się coraz lepiej. W czterech ostatnich meczach trafia za 3 punkty na doskonałej skuteczności, zbiera, broni – no zaczyna wyglądać tak jak oczekiwałem.

[Timi] To nie muchy, to okropny organista – ja naprawdę nie wiem, dlaczego te organki słychać przy każdej akcji Nets w ataku. Wiadomo, że z jednej strony ma to wpłynąć źle na przeciwnika, ale ja serio nie ogarniam, w jaki sposób oni pozwalają temu organiście grać tak często. Z tego powodu mecze z Nets w Barclays to jedne z moich najmniej ulubionych pod względem highlights. A wracając jeszcze do Morrisa to on od tego powrotu i pomimo limitu minut ma naprawdę dobre statystyki, choć nie tylko statystyki, bo on po prostu bardzo dobrze wygląda. Jest niezwykle wszechstronnym graczem i patrząc na to jak gra w tym sezonie Crowder to trudno jest powstrzymać się od powiedzenia, że Morris z nawiązką zastępuje Jae. Ale trochę też Olynyka, bo było w tym meczu z Nets po raz pierwszy w sezonie typowe zagranie pod Kelly’ego na trójkę ze szczytu, tyle tylko że tym razem w roli Kanadyjczyka (skutecznie) wystąpił właśnie Morris.

[Adrian] W meczu z Nets fatalny dzień miała nasza ławka rezerwowych. 6 zawodników zagrało łącznie równo 90 minut i w tym czasie trafili razem 4 rzuty. No nie było to spotkanie marzeń w ich wykonaniu, ale na szczęście takie mecze przytrafiają się naszemu garniturowi sporadycznie i mam nadzieję, że to co najlepszego mają do zaoferowania, to pokażą w meczu z GSW.

[Timi] Widziałem ostatnio fajny stat, że naszych dwóch głównych rezerwowych czyli Smart oraz Rozier trafia na przestrzeni tego streaku jakieś 30 procent swoich rzutów. Spory udział ma tu oczywiście Marcus, który jest chyba najgorzej rzucającym graczem w NBA, ale Rozier też pod tym względem nie bryluje. Ale mimo to nasza ławka tak czy siak potrafi zrobić mnóstwo wartościowych rzeczy i to nie tylko ta dwójka, ale też wielu innych, jak się okazuje bardzo ważnych już role players jak Ojeyele czy Theis. Miejmy więc nadzieję, że spotkanie na Brooklynie to był wypadek przy pracy, natomiast ten nasz drugi garnitur nie musi też wcale tak dużo trafiać, bo jak widać cała nasza piątka starterów potrafi zrobić 15+ punktów.

[Adrian] Ej, no weź… Marcus był najgorzej rzucającym zawodnikiem w NBA, ale w miedzy czasie do ligi przyszedł Lonzo Ball i bije wszystkie rekordy nieudolności. Ponabijałbym się z niego, ale już mi się nie chce. Niech prowadzi Lakers do Finału, w końcu lepiej z Lakers niż z Goldenami – przynajmniej wróci stara rywalizacja dwóch najbardziej utytułowanych organizacji. Ostatni zresztą Bonza w obronę wziął i LeBron, i trochę Shaq, chłopak dzięki mitomańskiemu tatusiowi dostaje tak po tyłku, że to najlepszy przykład, iż milczenie jest złotem.

[Timi] Jasne, ze wszystkim się zgadzam, ale jednak to jest rookie, a tymczasem Smart już od czterech sezonów jest wśród tych najgorzej rzucających i niestety powoli tracę nadzieję, że to się kiedyś zmieni. A tak dla porównania jeszcze: Ball 3.5/11.7 (30.3 FG%), Smart 2.9/10.4 (28.1 FG%). No i bardzo martwi to, że Marcus ma też ogromne problemy spod samego kosza, a przecież tutaj ta przemiana miała tym bardziej pomóc, bo miało być więcej eksplozji, szybkości, itp. Dobrze przynajmniej, że obroną i wizją gry to nadrabia, a o tej obronie sam Lonzo miał się już okazję przekonać i to jedno z moich na razie najbardziej ulubionych zagrań w tym sezonie.

[Adrian] Ale trójki Smart rzuca lepiej – jeszcze, ale pewnie już niedługo tutaj też zaliczy katastrofalne cyferki ;) No przemiana miała być, a nic na to nie wskazuje. Na razie wygrywamy mecz za meczem, ale w końcu przyjdzie kilka porażek i jednak te jego cegły pomogą przeciwnikowi, bo Marcus umie świetnie, podać, czasami robi to tak widowiskowo, że gdyby skoncentrował się na obronie oraz podaniach, to zespół by tylko zyskał. Wejść w środek, zrobić sztuczny tłok z piłką i odkopnąć na obwód. No albo niech rzuca tylko przez ręce, bo to mu prawie zawsze wpada.

[Timi] No tak, tylko że gracz nie może jedynie podawać i bronić – a tymczasem w ostatnich tygodniach Smart w zasadzie tylko to potrafi. Fakt faktem, że obie te rzeczy robi znakomicie i do tego dochodzi jeszcze kupa game-winning plays w zasadzie w każdym meczu, ale chciałbym po prostu, aby Smart nie był nazywany najgorzej rzucającym obrońcą w historii. Nie proszę chyba o tak wiele…

[Adrian] No to ostatni mecz w tym tygodniu. Wielki i wyczekiwany pojedynek z GSW. Skuteczność poniżej 33% – delikatnie mówiąc to jest katastrofa. No, ale obrona proszę Pana… obrona zrobiła ten mecz. Choć trzeba przypomnieć, że rok temu zatrzymaliśmy GSW na 86 punktach. Pomimo tego, że Goldeny dwukrotnie nam mocno odjechały, to zrobiliśmy jeden z najpiękniejszych run’ów w historii Bostonu i zwycięstwo stało się faktem.

[Timi] Serio, po takich meczach naprawdę strach jest pomyśleć, co by było gdyby był z tą drużyną Hayward, bo on daje temu zespołowi bardzo dużo w ataku (i w obronie też, choć tutaj jak widać, że nawet bez niego są najlepsi). Kapitalny mecz w wykonaniu naszych, bo nawet jeżeli nie trafiali to tak czy siak wyszarpali to zwycięstwo i zatrzymali jeden z najlepszych ofensywnie (ba, najlepszych w ogóle!) zespołów w historii ligi na 88 punktach i wygrali. OK, to już chyba jest TEN moment.

[Adrian] Wielki mecz Jaylena Browna w cieniu jego osobistej tragedii. O samym Jaylenie porozmawiamy za chwilę, ale warto tu zauważyć, że Brown najlepsze mecze rozgrywa z silnymi zespołami. Szczególnie motywuje go rywalizacja z Cavs, a teraz z GSW. Dla nas to bardzo dobra wiadomość, bo chyba już jesteśmy na tym poziomie, że martwić powinniśmy się rywalizacjami z najmocniejszymi zespołami, a resztę zwyczajnie ogrywać w RS.

[Timi] Coś w tym jest! A sam Brown zagrał fenomenalnie, jego defensywa na KD to była poezja. Wielki jego mecz, ogromny szacunek za to, że zdecydował się wyjść na parkiet i w tak piękny sposób uhonorował pamięć zmarłego przyjaciela. Naprawdę naprawdę naprawdę staje się elitarnym defensorem na swojej pozycji i choć słyszę, że Tatum ma wyższy sufit to jednak wcale nie jestem tego taki pewien – zdaje mi się, że obaj mają ten sufit zawieszony baaaaaaaaardzo wysoko.

[Adrian] Sprawdziłem sobie kilka statów i mam kilka  bardzo ciekawych. Zachwycamy się 19 letnim Tatumem i słusznie, ale jak on wypada na tle innych utalentowanych zawodników tej ligi. W historii NBA było tylko 14 zawodników, którzy w wieku 19 lat robili średnio przynajmniej 13 punktów na mecz w swoim pierwszym, lub drugim sezonie (to ze względu na Koby’ego). Jednak tylko dwóch z nich rzucało zza łuku na przynajmniej 40% – obaj grają aktualnie w Bostonie, bo to Irving i Tatum. Tylko 3 tak młodych zawodników uzyskiwało skuteczność przynajmniej 49% w akcjach za 2 punkty – do Irvinga i Tatuma dołączył Anthony Davis. A tylko Jason Tatum ma TS% powyżej 60%. Nic tylko trzymać kciuki, żeby on ten sezon kontynuował na tym samym poziomie.

[Timi] Super statystyki, bo to fajnie pokazuje, jak niesamowicie efektywny jest Tatum w tych swoich pierwszych meczach w NBA, a to przecież nie jest coś, co zdarza się każdemu rookasowi. Tak jak zresztą sam to wyciągnąłeś, jest to rzecz wyjątkowa. Pojawiły się natomiast głosy, że ta efektywność jest nawet trochę za duża, bo Tatum przy takiej skuteczności powinien nawet rzucać więcej. Ale o to akurat się nie boje, bo on na razie się tej ligi uczy i też trochę niespodziewanie dostał już w pierwszym sezonie taką, a nie inną rolę. Dodatkowo, w ostatnich meczach dało się zauważyć, że oddaje tych rzutów, bo nie licząc meczu z LAL, gdzie zagrał niewiele ponad dziesięć minut, to w trzech z poprzednich czterech starć próbował co najmniej 12 razy i to też potwierdza test oka, że w sytuacjach, gdzie na starcie sezonu by podawał, teraz samemu bierze sprawy w swoje ręce.

[Adrian] Pewnie gdyby trafił do słabej drużyny, to miałby średnią meczową w okolicach 20 punktów, z tym, że pewnie miałby tez tych punktów na mecz więcej niż zwycięstw w sezonie ;) No ale trafił do Bostonu i tu ma okazję wygrywać mecze, nie musi myśleć ile jego drużyna dostanie w dupę od jakiegoś zespołu, tylko ile im zapodać, żeby wygrana była okazała. Można się uczyć na błędach wiecznie przegrywając mecze, ale można sie uczyć na cudzych błędach i te mecze wygrywać. Ten sezon po kontuzji Haywarda miał być szansą na szybszy rozwój Browna i Tatuma, no to idą jak burza chłopaki. Już nie mogę się doczekać, jak oni będą wyglądali po ASW, bo wtedy zawsze drużyna Stevensa wygląda o niebo lepiej.

[Timi] Fakt, chyba nikt się nie spodziewał, że te młode wielki pójdą aż tak bardzo do przodu. Ale skoro już mówimy o Tatumie to warto też wyróżnić Browna, bo gołym okiem widać, że on zrobił kolosalny postęp. Przeglądałem sobie ostatnio trochę akcji z tamtego sezonu i da się bardzo zauważyć, jak długą drogę przeszedł Jaylen. Naprawdę, wydaję mi się, że jedyne co w tym momencie trzyma go od wejścia na poziom wyżej to panowanie nad piłką, bo w obronie powoli wchodzi na ten doskonały poziom, a w ataku rozwija się z tygodnia na tydzień i robi rzeczy, o których byśmy nie pomyśleli jeszcze rok temu o tej porze.

[Adrian] Robi rzeczy, o które go nie podejrzewało 99% komentatorów, którzy rok temu po Drafcie pisali, że Danny znowu spierdolił pick. Gra na nosie wszystkim, obrona jest już naprawdę na niesamowitym poziomie – wszedł w buty Bradleya szybciej niż ktokolwiek by marzył, a on ma tę przewagę, że jak na guarda jest wysoki i ma wielki zasięg ramion. Natomiast atak, to osobna historia. Atakując obręcz nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, ale… musi jeszcze nauczyć się trafiać za 3 punkty w obcych halach :D Taki tam niuans. Jednak Jaylen Brown będzie w przyszłości All Starem i nie mam co do tego wątpliwości. W przyszłości bliższej, niż dalszej – warto chyba dodać.

[Timi] Tam wyżej pisałem o potencjale Tatuma i Browna i tutaj tylko to powtórzę: obaj mają jak dla mnie potencjał na bycie nie tyle gwiazdami, co supergwiazdami tej ligi. Obaj mają to „coś”, nawet jeżeli Tatum od początku wyglądał na bardziej oszlifowanego, a Brown od początku musiał słuchać wszystkich tych krytyków. Tak sobie teraz myślę, że zapominamy o jednej ważnej rzeczy, jeśli chodzi o drafty: w procesie (nie wiem jak bardzo, ale na pewno w jakimś stopniu) bierze udział Brad Stevens, który sam dobrze wie, na jakich graczy patrzeć i pod jakim kątem szukać, bo samemu zbudował dwie drużyny, które z roli kopciuszka przeszły do dwóch finałów NCAA.

[Adrian] Wschód miał być dramatycznie słaby, kompletnie nie miało być sensu oglądanie Wschodu poza 4 topowymi drużynami. No to na dzień 14 listopada sytuacja wygląda tak, że w bezpośrednich konfrontacjach Wschód z Zachodem prowadzi 45 do 42. Ilość Gwiazd na Zachodzie średnio przełożyła się na poziom wszystkich drużyn. Indywidualnie Wschód odstaje od Zachodu, natomiast koszykówka jest sportem zespołowym, a tutaj bliżej Atlantyku dzieją się ciekawsze rzeczy, a same zespoły aż tak słabe nie są.

[Timi] Bardzo dobra obserwacja, ale to też w sporej mierze wynika z tego dobrego startu rozgrywek takich drużyn jak chociażby Magic czy Pistons, dlatego z wnioskami poczekam jeszcze trochę, bo też jednak na starcie sezonu sporo rzeczy potrafi zaskakiwać. Nie zmienia to też jednak faktu, że bardzo przyczyniają się do tego nasi Celtics, bo przecież oni jeszcze z drużyną z Zachodu w tym sezonie nie przegrali, choć co prawda grali dopiero cztery mecze – miejmy więc nadzieje, że w czwartkowym starciu z Warriors również i ta seria zostanie podtrzymana.

[Adrian] W ostateczności liczy się tylko zwycięstwo – to z kim, w jakim rozmiarze i w jakich okolicznościach już po kilkudziesięciu godzinach od zakończenia spotkania nie ma najmniejszego znaczenia. Zachód miał być mega mocny, a jest nijaki. Ogólnie ta sytuacja mnie bardzo cieszy, bo pokazuje to, czym jest koszykówka – gra drużyna, a nie nazwiska. Sezon zaczął się z przytupem dla ligi, choć pewnie kilku komentatorów nie może się nadziwić, że jakieś Orlando czy Pistons leją faworytów z wielkimi nazwiskami na pokładzie. To zapowiada olbrzymie emocje w walce o PO, bo tu może być tak ciasno, jak nigdy w historii ligi nie było. Jedna przypadkowa porażka nawet na tak wczesnym etapie, może być kamieniem u szyi na koniec sezonu zasadniczego.