Ingram ponad Simmonsem

W nadchodzącym drafcie są dwie główne wygrane – Simmons i Ingram. Oczywiście nie deprecjonuję umiejętności innych zawodników, zwyczajnie tych dwóch zawodników ma potencjalnie największe szanse na zostanie kolejną wielką gwiazdą ligi. Jednak gwiazda gwieździe nierówna. Piękne linijki statystyczne niekoniecznie przekładają się na grę drużyny, takich przykładów w tej lidze było i jest pełno. Sam potencjał zawodnika to jedno, ale jest jeszcze charakter. Rzecz niemniej ważna, o której zbyt często się zapomina. Zawodnik musi się wpasować w drużynę, nasza ma już swój charakter, swoje wartości i swój system gry. Dziś o tym dlaczego to Ingrama chciałbym w drużynie z 1 pickiem.

Oczywiście system gry można, a nawet trzeba zmodyfikować gdy dochodzi zawodnik o ogromnym potencjale, o ogromnych możliwościach i Stevens jest trenerem, który nie tylko to rozumie. On jest w stanie z każdego wyciągnąć wszystko to co dany zawodnik ma najlepszego do zaoferowania. Nie ma jednak zawodnika perfekcyjnego, takiego który potrafi i może zrobić na parkiecie wszystko. Jak już napisałem, nasz drużyna ma już swój charakter, a Stevens ma swoją wizję zespołu. Gdy główne nagrody są dwie – chyba warto wybrać tę, która bardziej pasuje do naszej organizacji.

O ograniczeniach jakie ma Simmons napisałem już ja, a także setki innych blogerów, dziennikarzy czy obserwatorów NBA i NCAA. Oczywiście Ingram też nie jest zawodnikiem bez wad. Jednak nie będę sie koncentrował na wadach w wyszkoleniu technicznym – to bardzo młodzi zawodnicy i wiele rzeczy można wyeliminować. Nikt do NBA nie przychodzi gotowym do zdobywania mistrzostwa od razu – to nie te czasy, gdy Jordan czy Bird 3 lata grali na uniwerku i byli na wejściu do NBA ponad resztą zawodników.

Simmons jest porównywany do LeBrona – absolutna bzdura – no chyba, że za główne kryterium jego koszykarskich możliwości weźmiemy mięśnie. LBJ gdy wchodził do NBA był o rok młodszy i jednak potrafił dużo więcej. DUŻO WIĘCEJ. Ostatnie porównania to Draymond Green i tu się zgadzam. Green tak jak Simmons na 1 roku w NCAA nie potrafił rzucać – pierwszą swoją „trójkę” trafił dopiero na drugim roku. Co poniekąd jest takim samym osiągnięciem jak Simmonsa bo na swoim drugim roku miał tyle lat co Simmons na pierwszym. Tu dochodzimy do kwestii wieku. Ingram jest od Simmonsa 14 miesięcy młodszy – oczywiście przekłada się to na rozwój fizyczny. Wspominałem, że Ingram ma aktualnie warunki fizyczne praktycznie identyczne jak Giannis gdy wchodził do NBA. Jeśli będzie się podobnie rozwijał to niebo jest limitem. Giannis do teraz nie potrafi rzucać za 3 punkty – Ingram zakończył sezon zasadniczy w NCAA ze skutecznością 41% w tym elemencie.

Skoro już jesteśmy przy skuteczności to może materiał podglądowy.

simmons

Jak widzicie, jego gra w ataku jest bardzo schematyczna – dobra, nie tak bardzo, bo Simmons ma czucie gry i podania na poziomie najlepszych PG. Jednak jeśli chodzi o zdobywanie punktów – to jest jednym z najbardziej przewidywalnych zawodników jakich widziałem, a którzy byli typowani do top5 draftu od wielu lat. Jak pokazał decydujący mecz z Texas A&M, który dla Simmonsa i LSU oznaczał pożegnanie się z sezonem – Bena można łatwo wyłączyć z gry. Ograniczono jego wejścia na kosz, trzymano go na dystansie, blokowano i… nie istniał. Czasami młodym zawodnikom mecz zwyczajnie nie wychodzi – tu nie miało co wyjść, został wyłączony z gry w najważniejszym meczu. Tak – LSU nie zobaczymy w March Madness.
ingram
Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z Ingramem. Nie ma dla niego pozycji gdzie nie jest w stanie trafić. Owszem – prawa strona parkietu prezentuje się dużo słabiej i nie mam wątpliwości, że on nad tym będzie pracował. Jednak to co on wyprawia z lewej strony – to jest coś niesamowitego. Tu koniecznie muszę kolejny raz nadmienić, że ten dzieciak ma nadal 18 lat. Podczas Ligi Letniej on nadal będzie 18 latkiem a Simmons już 20 letnim zawodnikiem. Dodając do takiego arsenału rzutów jego wręcz akrobatyczną łatwość wbijania na kosz – otrzymujemy zawodnika, który w ataku może robić różnice już od pierwszych dni w NBA. Rodzi się prawdziwa bestia.

Jeśli chodzi o obronę, to lepsze warunki fizyczne ma Ingram – wingspan większy o ok 3 cale swoje robi. W NCAA Simmons notował więcej przechwytów, natomiast Ingram lepiej blokował. Jak będą się spisywać w NBA? Trudno przewidzieć – moim skromnym zdaniem Ingram będzie miał łatwiej właśnie dzięki warunkom fizycznym, natomiast Simmons…

Simmons nie jest dla mnie aktualnie zawodnikiem na trójkę – to czwórka, zawodnik na Sf nie może nie rzucać z dystansu, czy nawet z mid. Ingram ze swoimi warunkami fizycznymi może z powodzeniem grać na obu pozycjach gdy tylko nabierze trochę masy. Patrząc jak teraz wygląda Giannis to nie widzę przeszkód, żeby Brandon także zbudował sylwetkę i siłę która pozwoli mu walczyć na tych pozycjach. Simmons gdyby był o kilka centymetrów wyższy mógłby być z powodzeniem centrem. Wprawdzie wingspan jest o 8 cali mniejszy od takiego Goberta, ale w NBA króluje small-ball. Siła i atletyzm na pewno predysponują go do takiego grania. Choć jeśli dobrze pamiętam – to Al Horford był niższy gdy wchodził do NBA podczas draftcombine, niż Ben Simmons podczas oficjalnych pomiarów w collage’u, ale miał odrobinę większy wingspan. Różnice naprawdę minimalne. No i wyszło mi, że Ingram to idealny zawodnik na pozycje 3/4 w rotacji Stevensa, natomiast Simmons to jednak 4 z możliwościami gry również na 5. Na dobrą sprawę wybór między tymi zawodnikami przypomina spór o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Można, ale po co – skoro to bez różnicy czy prezenty przyniesie Gwiazdor czy Zajączek.

Do tego momentu nie umiem wybrać między tymi dwoma zawodnikami. Z wszystkimi wadami jakie ma Simmons – to nadal jest MEGA talent. Wart 1 wyboru w drafcie – nie mam co do tego wątpliwości, choć po nieudanym meczu w turnieju kwalifikacyjnym do March Madness już pojawiły się głosy, że to będzie bust. Wprawdzie wielokrotnie wyrażałem swoje obawy o jego grę, ale zawsze rozpatrywałem go jako skrzydłowego – z naciskiem na Sf a tu faktycznie nie jest kolorowo. Jednak jest jedna kwestia która pozwala mi z czystym sumieniem stawiać Ingrama ponad Simmonsem.

Simmons pochodzi z Australii, do USA zawitał w 2013 roku. Wybrał Montverde Academy na Florydzie, gdzie pod okiem Kevina Boyla postanowił szlifować swoje umiejętności. Wybór to raczej nieprzypadkowy – Montverde to najlepszy collage na Florydzie i uznawany za jeden z dwóch najlepszych pod względem koszykarskim w całych Stanach Zjednoczonych. Najgłośniejsze produkty ostatnich lat Montverde Acadamy to Kyrie Irving i Michael Kidd-Gilchrist. Wybór doskonały pod względem rozwoju. Kolejnym wyborem w życiu Simmonsa było wybranie LSU jako miejsca na grę w NCAA. Tu dochodzimy do rzeczy dziwnej – LSU to nie jest bardzo słaby ośrodek, to jest zwyczajnie przeciętny team jakich w USA jest kilkadziesiąt albo i więcej. Tej decyzji nie usprawiedliwia nawet osoba Davida Patricka, który jest tam asystentem a prywatnie ojcem chrzestnym Simmonsa. Ben otrzymał też ofertę od Kansas Jayhawks, a to jak doskonale wiemy jedno z najlepszych miejsc w NCAA na rozwój. Mógł grać w Kansas z Masonem, Seldenem, Ellisem czy Diallo o najwyższe cele. Jayhawks są najpoważniejszym kandydatem do wygrania March Madness – mają doświadczoną i bardzo dobrą drużynę – do rozgrywek w MM przystępują jako faworyci i za takich byli uważani od dawna. To takie Monteverde, ale w NCAA. Po co wybierać przeciętnego trenera, drużynę, uniwersytet gdy jest możliwość pracy z najlepszymi i walczyć o  najwyższe cele? W grę wchodzi zwykłe kunktatorstwo dla najwyższego picku w drafcie? W przeciętnym (a jak sie okazało w tym sezonie to nawet słabym) zespole łatwo kręcić imponujące statystyki, nie trzeba zwracać uwagi na zagrywki tylko zrobić coast to coast, swoją grę podporządkować jednemu celowi i nie jest to drużynowa wygrana. A może to zwykły brak ambicji? Może to zwykła niechęć do rywalizacji, wybranie łatwizny, brak woli zwycięstwa – zwyczajny brak charakteru?

Być może inaczej oceniałbym to, gdyby nie ostatni jego mecz w NCAA. Klasyczne być albo nie być. Mecz z Texas A&M gdzie Simmonsowi zwyczajnie się nie chciało. Nie chciało mu się walczyć, wracać do obrony, dać sygnał do walki reszcie drużyny – nie chciało mu się być liderem, nie chciało mu się być na tym parkiecie tego dnia w tym meczu. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział tak OLEWAJĄCEGO obronę zawodnika typowanego do Top10 draftu. Poznaliście mnie po moich artykułach na tyle, że wiecie, iż mogę wybaczyć zawodnikowi bardzo dużo – ale nigdy nie wybaczam braku zaangażowania, braku ambicji czy zwykłego odpuszczania. Można mówić, że Celtic Pride to tylko slogan – ale ta drużyna ma taki charakter. Postawa jaką zaprezentował Simmons w najważniejszym meczu sezonu to ogromna rysa na jego wizerunku sportowca. W przekroju całego sezonu, nie zauważyłem takich zachowań, ale też nie widziałem wszystkich jego spotkań. Szperając do tego artykułu w internecie trafiłem na kilka uwag już w RS odnośnie jego zaangażowania. Skoro w nadchodzącym drafcie główne wygrane są dwie – to lepiej wybrać tę, która charakterologicznie do nas pasuje. Co nam po zawodniku, który może wyrosnąć na bestię, skoro mu się w najważniejszych meczach życia nie chce lub zwyczajnie nie umie poradzić sobie z taką presją. Simmons być może zwyczajnie nie ma tego czegoś, co decyduje czy jesteś zwycięzcą czy nie. Być może jest minimalistą, być może jest kolejnym Greenem – ale Jeffem, który też pojawia się i znika podczas rozgrywek. Zawodnikiem, który miał absolutnie wszystko, żeby zostać wielkim nazwiskiem, ale nie ma charakteru, nie potrafi być pierwszą opcją zespołu – woli zawsze stać w cieniu.

Czy dyskwalifikuje to Simmonsa do bycia 1 wyborem w drafcie? Otóż nie, w zależności kto wylosuje pierwszy numer w drafcie to Simmons ma nadal wielką szansę tą jedynką zostać. Philadelphia potrzebuje głośnego nazwiska i Simmons takim nazwiskiem jest – zresztą im to bez różnicy, może być nawet 4 center w zespole ;) Lakers maja Randle’a i zawodnik o takiej charakterystyce jak Simmons moim zdaniem nie jest im potrzebny i celować będą w Ingrama. Phoenix weźmie Simmonsa i stworzy duet na deskach  z Lenem. Minnesota także wybierze Simmonsa i z Townsem stworzy najbardziej perspektywiczną parę big’ów w lidze. A Boston… a Boston niech bierze Ingrama.