logo boston celtics

Boston Celtics wygrali z Denver Nuggets 100:99 i to było ich drugie zwycięstwo z rzędu w pierwszym dublecie od połowy grudnia. W dodatku obie wygrane back-to-back miały miejsce na parkietach rywali i to w Konferencji Zachodniej, co przerwało serię porażek na Zachodzie od odejścia Doca Riversa. Poza grą pozostawał Kelly Olynyk, który przeciwko Portland kontuzjował kostkę. W pierwszej piątce za to po raz drugi w sezonie wyszedł Brandon Bass. Nie zagrali także James Young i Shavlick Randolph, a po stronie Nuggets Ty Lawson, zatrzymany w piątek za jazdę na podwójnym gazie. Boxscore z tego spotkania znajdziecie tutaj, a galerię zdjęć możecie obejrzeć tutaj.

Początek tego meczu był dziwny, bo najpierw swoje trzy pierwsze rzuty trafił Bass, a zaraz potem trzy dalekie/trudne trójki wyprowadziły Nuggets na dwucyfrowe prowadzenie. Przez chwilę brzydko zapachniało blowoutem, także w trzeciej kwarcie, kiedy Nuggets byli przez chwilę +12.

Brad Stevens grał bardzo szeroką rotacją, znów dziesięciu zawodników przebywało na parkiecie przynajmniej kilkanaście minut. Przyniosło to efekt, bo w drugiej i trzeciej kwarcie to właśnie rezerwowi napędzali powrót Celtics do meczu. Choć „powrót” to może za dużo powiedziane, bo przecież -8 po pierwszej i -6 po drugiej kwarcie to nie jest jakaś strata nie do odrobienia, ale tak jak wspomniałem wyżej, Nuggets mieli momentum w pierwszej kwarcie na niewpuszczenie Bostonu do tego spotkania w ogóle, ale go nie wykorzystali i nie postawili kropki nad i także po przerwie.

Phil Pressey (6 pkt, 3 as), Tyler Zeller (11 pkt, 6 zb) mieli momenty, w których ciągnęli grę drużyny, co pozwoliło doprowadzić do remisu po 33 minutach i potem grać kosz za kosz. W tym wszystkim lepiej odnaleźli się goście, a kluczowe punkty po time-oucie na 25 sekund przed końcem zdobył Avery Bradley (18 pkt, 4/5 3PT, 6 zb). Trudny rzut z półdystansu, z ręką na twarzy, wyprowadził Boston na trzypunktowe prowadzenie. Nuggets mieli jeszcze próby za trzy od Aarona Afflalo i Jameera Nelsona, ale okazały się one niecelne.

Na 14 sekund przed końcem na linię powędrował Evan Turner i znów mógł zostać bohaterem, ale spudłował oba osobiste, nie zastawił zbiórki i wszystko rozeszło się o izolację Jameera Nelsona. Były zawodnik Celtics (na szczęście) zeswitchował sobie Tayshauna Prince’a, ale to chyba nie był najlepszy pomysł, bo długie ręce Prince’a są, cóż, długie. Rzut nie miał prawa wpaść i Celtics jadą na niedzielne spotkanie z Warriors z bilansem 2-1 w tej trasie po Zachodzie.