Po trzech przegranych z rzędu przed Celtami pojawiło się światełko w tunelu. Mecz z pozostałościami finalistów konferencji wschodniej, pozwalał realnie myśleć kibicom Zielonych o drugim zwycięstwie w tegorocznych rozgrywkach. Tak też się stało lecz nikt nie powie że było łatwo. Pomimo potężnych osłabień, Indiana dzielnie trzymała się przy C’s zapewniając widzom emocje od początku do końca spotkania. Pomimo tego że gospodarze prowadzili w pewnym momencie już trzynastoma punktami, to o końcowy wynik 101:98,  musieli toczyć zacięty bój do ostatnich sekund meczu. Na szczęście jest to historia z happy-endem, o której to kilka słów komentarza poniżej.

BOXSCORE | GALERIA | TORRENT

Jeśli śmiejemy się z nazwisk „grających w 76ers, to czemu by nie wspomnieć o szalonych nazwiskach w pierwszej piątce Indiany Pacers. Wiecie kto to Donald Sloan, Solomon Hill i Chris Copeland? Oczywiście, że wiecie. To przeciez 3 z 5 starterów w Indianie. Wiecie też zapewne że w sumie w trójkę, przez całą swoją kariere rzucali 14,2 oczka na mecz, gdzie ponad połowę tego sam wyrabiał Chris Copeland, dzięki przyzwoitemu sezonowi w New Yor Knicks, 2 lata temu. Wszystko zostało już o tym napisane i powiedziane, ale ja też muszę o tym wspomnieć. To jest nieprawdopodobny dramat tej drużyny. Z ekipy, której obawiała się cała liga, stali się średniakiem (oby nie chłopcem do bicia) i to nie z własnej winy. Trzymam kciuki za Pacers, bo naprawdę fajnie ich się oglądało w zeszłym roku, mam nadzieje że ten stan nie potrwa długo. Dobrze, teraz przejdźmy do meczu.

Zaczęło się od walki kosz za kosz. Celtowi trafili swoje 3 pierwsze rzuty lecz Pacers nie pozostawali dłużni, prowadząc nawet w pierwszych minutach meczu. Wtedy jednak przyszły 2 trójki back-to-back od Kelly’ego Olynyka i to Celtics byli kilka punktów z przodu. Nie oddali już tego prowadzenia. W tym okresie od wspomnianego Olynyka jeszcze lepiej wyglądał Jeff Green, grając tak jak się od niego oczekuję. Agresywnie, do kosza i przede wszystkim skutecznie. Osiem punktów w pierwszej kwarcie to niezły wynik. Do tego dobre wejście z ławki Tylera Zellera i mamy 4-6 punktowe prowadzenie gospodarzy. Po drugiej stronie wyróżniał Roy Hibbert, z którego rozmiarem mieliśmy duży problem przez całe spotkanie. To on utrzymał Indiane w grze w pierwszej  ćwiartce.

Większość drugiej kwarty to stopniowe powiększanie przewagi przez Celtów. Zameldował się Brandon Bass, kolejne oczka dołożył Jeff Green,a bardzo równo grała cała reszta rotacji gospodarzy. 2:50 do końca kwarty, 13-punktowe prowadzenie. Wydawało się, że może być tylko lepiej i właśnie wtedy coś się zablokowało. Run gości 10-0 i zostają tylko 3 punkty przewagi. Dobrze spisywał się Chris Copeland, a wspomagali go Louis Scola no i oczywiście Roy Hibbert. Prowadzimy po pierwszej połowie 55-52, ale czuć pewien niedosyt, bo już było naprawdę dobrze. Najskuteczniejszym zawodnikiem Celtów przed przerwą był Jeff Green-13 punktów. Tyle samo w drużynie przeciwnej uzbierał Copeland, a „oczko” mniej miał Hibbert.

greendef

Run 10-0 bardzo szybko przedłużył się w trzeciej kwarcie do 17-0 i Indiana wyszła na prowadzenie. Dopiero przechwyt i 2 punkty Rajona Rondo przerwały niemoc gospodarzy. Fade-away Olynyka i znów i mamy remis. Przez resztę kwarty toczył się zacięty bój punkt za punkt. Punkty zdobywał praktycznie każdy zawodnik będący na boisku i ciężko wyróżnić liderów w obu ekipach. Był to bardzo przyjemny dla oka fragment spotkania. Równa, zespołowa gra wszystkich zawodników na parkiecie. Piękny widok. W ostatecznych rozrachunku, przegrywamy tą kwartę pięcioma punktami, a w całym meczu jest 75-73 do gości. Wynik cały czas otwarty, a czasu coraz mniej.

Po ładnej trzeciej kwarcie, przyszła chwila widoków nieprzyjemnych. Serce kibiców zadrżały, Marcus Smart skręca kostkę  i pada na ziemie z grymasem bólu na twarzy. Dobrych kilka minut stoi wokół niego cały sztab Celtics. Ostatecznie Marcus zostaje zniesiony z boiska na noszach i przewieziony prosto na prześwietlenie. Kontuzja nie wygląda dobrze. Niespodziewanie w miejsce Smarta na boisku pojawia się, po raz drugi dopiero w tym sezonie, Gerald Wallace. Trafia od razu 2 rzuty wolne za faul na Marcusie. Od kilku minut na boisku jest również Phil Pressey, ale dopiero teraz się uaktywnia. Przez 7 minut gra bardzo dobry basket, świetnie kierując grą zespołu. Zdobywa punkty oraz asystuje. Kapitalna zmiana kończy się jednak niepotrzebną stratą. Przez cały ten czas wtórował mu Jared Sullinger (11 pkt w czwartej kwarcie). Po drugiej stronie, klasycznie aktywny Hibbert, utrzymuje Indiane w spotkaniu. Na nieco ponad pół minuty przed końcem prowadzimy tylko jednym punktem, a piłkę mają goście. Donald Sloan nie trafia jednak do kosza. Mamy zbiórkę i długą akcje Celtów. Frank Vogel nie każe faulować. Avery Bradley rzuca z półdystansu, nie trafia. Jednak kluczową zbiórkę w ataku daje, mniej aktywny w drugiej połowie, Jeff Green. Jest faulowany i trafia 2 rzuty wolne. W odpowiedzi Indiana, sędziowie odgwizdują faul Bradleya, chociaż nie to było jego zamierzeniem. Donald Sloan trafia 2 razy z linii. Niecałe 4 sekundy do końca piłka trafia do Bradleya, znów faul i znów celne wolne. Ostatnia akcja, należy do gości, jednak wznawiają piłkę tak nieudolnie, że Gerald Wallace przechwytuje ją i mamy koniec meczu. Wygrywamy 101-98. Co ciekawe: drugi raz w tym sezonie przekraczamy granice 100 punktów i drugi raz wychodzimy z pojedynku zwycięsko, może to jest jakaś zasada.

HOT OR NOT

HOT:

  • Rotacja Celtów. Dwunastu różnych zawodników, w biało-zielonych barwach, zameldowało się na boisku w tym meczu. W dodatku każdy z nich zdobył jakieś punkty. Żaden nie obniżył jakości gry, a pamiętajmy że był to mecz na styku. Jak dla mnie jest to duża rzecz, gratulacje dla zawodników, ale przede wszystkim trenera.
  • 11 punktów Sully’ego w samej czwartej kwarcie. W całym meczu Jared uzbierał 17 oczek, ale to w tej najważniejszej odsłonie okazał się prawdziwym liderem. Wśród kibiców słychać głosy, że to na niego najbardziej liczą w tym sezonie, taką grą na pewno potwierdza ich przewidywania.
  • Z 28 do 12. W meczu z Raptors Zieloni stracili 28 piłek. Jest to swego rodzaju skandal, lecz widać że lekcje zostały odrobione, bo dziś w nocy popełnili jedynie 12 strat, z czego zaledwie 3 w pierwszej połowie. Good Job!

NOT:

  • Kontuzja Smarta. Nasz rookie może nie jest rewelacyjny na początku tego sezonu, ale przecież chodzi nam o to żeby się ogrywał. Niestety los nie jest łaskawy i bardzo nieprzyjemnie skręcił sobie kostkę. Czekamy na wyniki prześwietlenia. O kontuzji na pewno napiszemy coś więcej więc: stay tuned.
  • Duży problem z dużym gościem. Nie mieliśmy sposobu na Roya Hibberta w tym spotkaniu. Nie mamy tyle „mięsa” pod koszem, aby przeciwstawiać się graczom jego postury oraz umiejętności. Na pocieszenie trzeba przyznać, że takich zawodników jest jednak mało w lidze.
  • Przestój 17-0. Nie wiadomo z czego on się wziął i czemu trwał tak długo. Dobra gra nagle przerodziła się w złą. Nie możemy pozwalać sobie na tak łatwą stratę, tak ciężko wypracowanej przewagi.