Tak jak przed rokiem, tak i w tym – gdy sezon dla Celtów się skończył i zawodnicy mogą wyjeżdżać na ryby – można już krótko podsumować ich grę i to, jak spisywali się na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Nie były to z pewnością miesiące łatwe, bo nie dość, że wielu zawodników zmagało się z kontuzjami to jeszcze grało w zupełnie nowym dla siebie systemie oraz w zespole, którego celem było najwięcej porażek. Żeby ocenić tę kampanię trzeba więc będzie wziąć pod uwagę, jakie były oczekiwania, co do danego zawodnika przed sezonem oraz jak wypadł on w sezonie regularnym. Kolejny do oceny czeka silny skrzydłowy ekipy z Bostonu, Brandon Bass.

 

PRZED SEZONEM:

Bass miał za sobą rozczarowujący sezon, w którym nie spisywał się na miarę swojego kontraktu. Podczas kampanii 2013/2014 miał otrzymać kolejne minuty, aby udowodnić swoją wartość, jednak musiał walczyć o nie z dwoma młodzikami – Sullingerem i Olynykiem, oraz z przychodzącym z Brooklynu Humphriesem. Rotacja podkoszowa w zespole z miasta fasoli wydawała się dosyć silna i wyrównana. Bass nie miał jednak koło siebie KG, z którym schematy defensywne wychodziły mu bardzo dobrze, a na początku sezonu nie miał też Rondo, który tak umiejętnie znajdował go na półdystansie. Brandon zdawał sobie sprawę, że w Bostonie nikt na siłę go trzymać nie będzie i gdy pojawi się szansa na dobry transfer to rychło opuści klub. Te wszystkie czynniki sprawiły, że No-Pass-Bass miał sporo do udowodnienia.

SEZON REGULARNY:

Cytując klasyka: „Niiic cieee-kaaaa-wegooo”. Bass co prawda był jednym z wyróżniających się obrońców w zespole, ale tak naprawdę to by było na tyle. Jego gra ciągle zamykała się pomiędzy „przeciętny” i „solidny”, doliczając do tego jeszcze wykrzykiwane przez malkontentów zza winkla „przepłacony”.  Jego typowa linijka statystyczna to 11 punktów i 5-6 zbiórek w pół godziny gry. Bass rzucał na niezłej skuteczności i starał się robić brudną robotę na boisku, za co oczywiście należy go pochwalić. Za co należy go zganić? Przede wszystkim nadal słabo zbiera jak na podkoszowego i jest bardzo surowy w ofensywie, gdzie nie potrafi właściwie nic poza rzutem z półdystansu i wsadach po dobitce. Po tylu latach w lidze nadal nie wykształcił sensownej gry w post-up (przynajmniej poprawił grę pump-fake) i stawia jedne z gorszych zasłon z naszych podkoszowych (Sullinger w drugim niepełnym sezonie w lidze robi to o wiele lepiej). Jego gra pick and roll bez Rondo opierała się do pozostawania na półdystansie, a i z Rajonem w pierwszej piątce była mocno jednowymiarowa. Ciężko było oczekiwać od Brandona cudów, zwłaszcza w sezonie pod znakiem tankowania, ale na niemal 7 milionów dolarów o wiele za mało. Nie udało się go również wymienić, chociaż był temat chociażby ze strony Houston Rockets.

OCENA: 3

Przeciętność i nic poza tym. Wydaje się, że „dostateczny” to idealna ocena dla Bassa. Nie zrobił nic ponad to, do czego nas przyzwyczaił. Z drugiej strony również nie zawiódł i gwarantował przyzwoite minuty. Jednak w żadnym razie nie był to zawodnik na S5, a jedyną przyczyną dlaczego tam gościł było trzymanie jego wartości rynkowej.

CO DALEJ?

Bass wchodzi w ostatni rok swojego dość wysokiego kontraktu i mam dziwne przeczucie, że nie dokończy go w barwach Celtics. W tym momencie jest to całkiem dobry materiał pod wymiany dla Zielonych. Dobre ekipy chętnie przyjmą go jako role-playera, bo nie zagraci im salary na kilka lat. Te słabsze również chętnie go przyjmą – spadający kontrakt, który w dodatku pozwoli na spokojne tankowanie. Osobiście życzyłbym sobie i Wam, aby już przed sezonem Ainge włączył go do jakiejś wymiany. Jeśli tak się nie stanie, to najpewniej pożegnamy się z nim przed trade deadline. Z drugiej strony życie pisze różne scenariusze, może i Bass dokończy sezon w Celtics i zakończy go jako niezastrzeżony wolny agent? Niemniej jednak nie widzę w nim zawodnika, który ma miejsce w długoterminowych planach klubu i robi na boisku różnicę. W mojej opinii jest to typowy rolls na kwadrans gry, za kilkukrotnie mniejsze pieniądze.