#1. Najlepszy mecz w historii?

  • by
  • Wpisy

Kiedy w 1976 roku do finału NBA obok drużyny Boston Celtics awansowali koszykarze Phoenix Suns większość obserwatorów najlepszej ligi świata zgodnie obwieszczała, że będzie to jedna z najkrótszy finałowych serii w historii. Wiele czynników zresztą na to wskazywało. Z jednej strony barykady stawała bowiem drużyna, która dwa lata wcześniej zdobyła mistrzostwo ligi a poprzednie rozgrywki zakończyła dopiero w finale Konferencji.Drużyna, która właśnie łapała drugi oddech po tym jak na zasłużoną emeryturę odszedł jej wieloletni lider Bill Russell. Drużyna w barwach której grały wielkie gwiazdy ówczesnej NBA z Johnem Havlickiem na czele.

W drugim narożniku stanąć zaś miał kopciuszek, zespół który rozgrywał dopiero swój ósmy sezon w profesjonalnej lidze. Zespół, który dopiero drugi raz zdołał awansować do fazy posezonowej. Zespół, którego najważniejszym zawodnikiem był Paul Westphal, a więc gracz, który sezon wcześniej występował w mieście fasoli i był tam jedynie zadaniowcem. Naprawdę wszystko wskazywało na szybkie 4-0 Celtics. Wszystko zweryfikowało jednak boisko.

Ale zacznijmy po kolei. Drużyna Boston Celtics sezon regularny zakończyła z najsłabszym od kilku lat bilansem 54-28, co jednak pozwoliło im po raz piąty z kolei wygrać rywalizację w Konferencji Wschodniej. Zespół Phoenix Suns dzięki bardzo dobrej końcówce rozgrywki zakończyli z bilansem 42-40 co dało im 3 miejsce wśród drużyn z Zachodu. Obok wspomnianego wyżej Westphala ważną postacią tej drużyny był Alvan Adams, który za ten sezon odebrał nagrodę Rookie of the year. Pierwszym rywalem „Koniczynek” w Play Offach była drużyna Buffalo Braves, z którą podopieczni Toma Heinsohn odprawili do domu w 6 spotkaniach. Na tym samym szczeblu rozgrywek drużyna naszych finałowych rywali mierzyła się z „Ponaddźwiękowcami” z Seatlle, z którymi uporała się tak samo szybko jak Celtowie. W finałach swoich Konferencji Bostończycy mierzyli się z Cleveland Cavaliers zaś „Słońca” podejmowały Golden State Warriors, czyli panujących mistrzów NBA. „Koniczynki” ponownie okazały się lepsze od swoich rywali w 6 meczach zaś ekipa z Phoenix potrzebowała do pokonania „Wojowników” siódmej potyczki.

Pierwsze dwa spotkania finałowej serii odbywały się w Bostonie i zgodnie z oczekiwaniami padły one łupem gospodarzy. Warto jednak odnotować w tym miejscu, że w meczu numer 1 do zwycięstwa Celtów prowadził Dave Cowens, który zanotował swoje rekordowe Triple-double na poziomie 25 punktów, 21 zbiórek oraz 10 asyst. Kolejne dwa mecze odbywały się w słonecznej Arizonie. Przed Game 3 nic na zapowiadało, że ekipa Suns może podjąć jeszcze walkę w tej serii, ale parkiet pokazał, że mogą oni walczyć z Bostonem jak równy z równym. Dwa zwycięstwa we własnej hali – 105:98 oraz 109:107 po dogrywce i rywalizacja znów wracała do Bostonu. W tym miejscu garść kolejnych ciekawostek z tej serii. W meczu numer 3 w drugiej połowie przy 16 punktowym prowadzeniu Suns doszło do bójki pomiędzy Kevinem Stacom i Ricky’m Sobersem a obaj panowie zostali usunięci z boiska. Jeszcze ciekawsze historie związane są z meczem numer 4. Spotkanie to odbyło się 2 czerwca i był to pierwszy mecz NBA rozegrany w tym miesiącu. Trener Celtów Tom Heinsohn miał także wielkie zastrzeżenia co do pracy arbitrów tego spotkania, którzy odgwizdali aż 21 fauli w ciągu pierwszych 10 minut spotkania! Celtics mogą jednak sami pluć sobie w brodę, że nie udało im się tego meczu zwyciężyć gdyż przy stanie 109:107 JoJo White nie trafił rzutu, który mógł doprowadzić do drugiej dogrywki.

I wreszcie teraz gdy mam nadzieję, że udało mi się wprowadzić Was w klimat tamtego sezonu możemy przejść do kluczowego dla tego artykułu wydarzenia. 4 czerwca 1976, Boston. Game 5!  Chyba nie było w hali Boston Garden osoby, która po pierwszej kwarcie powiedziałaby, że w tym meczu będą jakiekolwiek emocje. Celtics szybko wyszli na wysokie prowadzenie (20:5), które systematycznie powiększali by po 9 minutach prowadzić już 32:12. Zwłaszcza korzystnie prezentował się John Havlicek, który w tej odsłonie zdobył aż 13 punktów i to głównie dzięki niemu gospodarze prowadzili 36:18. Goście z Phoenix zaczęli toczyć równorzędny bój z „Koniczynkami” dopiero w drugiej kwarcie, kiedy przegrywali już 22 punktami. Do przerwy udało odrobić im się 6 oczek a wynik na tablicy brzmiał 61:45. „Słońca” powoli, ale skutecznie wracały do gry. Po przerwie drużyna Suns zaczęła bronić jeszcze bardziej twardo niż wcześniej przez co Bostończykom było bardzo ciężko wejść pod kosz, dlatego też większość rzutów zmuszeni byli oddawać z dystansu. Tylko w trakcie tych 12 minut Celtics roztrwonili 11 punktów przewagi i przed 4 kwartą ich przewaga niebezpiecznie zmalała do 5 oczek. Cała „zabawa” rozpoczęła się jednak dopiero na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry.

cssuns

Na czterdzieścikilka sekund przed zakończeniem spotkania gracze Bostonu prowadzili 94:91 i wprowadzali piłkę do gry spod własnego kosza. Niestety została ona wybita z rąk JoJo White’a przez Paula Westphala i trafiła w ręce jednego z jego kolegów, który natychmiast zagrał piłkę przez cały parkiet do byłego gracza Celtics, który zdobył punkty i w dodatku został sfaulowany. Trafił także z osobistego i na 39 sekund przed końcem był remis. Chwilę później Suns mieli szansę aby wyjść na pierwsze prowadzenie w tym meczu, gdyż po raz kolejny w obronie udało im się zatrzymać gospodarzy spotkania, a faulowany i odesłany na linię rzutów osobistych został Curtis Perry. Zdołał on wykorzystać tylko jedną próbę i wyprowadził przez to swoją drużynę na najniższe możliwe prowadzenie. Do końca meczu pozostawały 23 sekundy. Drużyna Phoenix już wiedziała jak rozegrać tę końcówkę, żeby wreszcie wygrać w Bostonie. Wystarczyło tylko zagrać w obronie tak jak w kilku poprzednich akcjach. Na ich nieszczęście tym razem jednak się nie udało. Przy próbie zablokowania rzutu z półdystansu Johna Havlicka wyfaulował się Adams. Teraz to gwiazda Celtics miała szansę, żeby na 19 sekund przed końcem wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie. „Hondo” chciał być jednak cwany. Trafił pierwszy rzut doprowadzając do remisu, lecz spudłował drugi w taki sposób, żeby Celtom udało się zebrać piłkę z tablicy i żeby to w ich rękach były losy ostatniej akcji. Niestety Havlicek chyba za mocno uwierzył w swoje możliwości i po indywidualnej akcji spudłował swój rzut a do końca pozostawały jeszcze 3 sekundy. Na jego szczęście po przerwie na żądanie wziętej przez Suns pomylił się także Garfield Heard i o losach meczu numer 5 miała rozstrzygnąć dogrywka. Oczywiście na koniec akapitu garść ciekawostek. Wyżej wspomniany timeout został wzięty przez Westphala, wcześniej przy stanie 95:95 a więc po osobistych Havlicka czas wziąć chciał także gracz Celtics Paul Silas. Na jego szczęście jednak sędzia nie dostrzegł tej sygnalizacji gdyż ekipa z miasta fasoli nie miała już możliwości wzięcia czasu, więc „Koniczynki” zostałyby ukarane przewinienie technicznym i Suns mieliby szansę wyjść na jednopunktowe prowadzenie. To jednak nie jedyna kontrowersja końcówki 4 kwarty. Drugą sporną sytuacją była sytuacja z zegarem. Kiedy „Hondo” oddawał swój ostatni rzut w meczu na zegarze pozostawało 8 sekund, kiedy piłkę zbierał Westphal i prosił o czasu do końca było jeszcze 5 sekund, lecz zegar zatrzymany został 2 sekundy później. To jednak jeszcze nie koniec kontrowersji w tym spotkaniu, ale o tym za chwilę.

Oba zespoły w dogrywce skupiały się głównie na defensywie, dlatego też przez pierwsze 3 minuty dodatkowego czasu zdobyte zostało tylko 8 punktów, z czego 6 przez Celtics, którzy prowadzili w tym momencie 101:97. Niestety i tym razem Suns zdołali wyrównać stan meczu, tym razem za sprawą Curtisa Perry’ego oraz Garfielda Hearda. Więcej punktów widzom już nie było dane zobaczyć w pierwszej dogrywce, dlatego też oba zespoły musiały szykować się do drugiej. Tym razem lepiej rozpoczęli przyjezdni, którzy wyszli na prowadzenie 106:105, jednak kolejne 4 punkty zdobyli gospodarze i to oni na 19 sekund przed końcem prowadzili 3 punktami. Drużyna z Phoenix była już w sytuacji beznadziejnej, gdyż wówczas w NBA nie było jeszcze linii rzutów za 3 punkty więc pozostawała im albo akcja 2+1 albo zdobycie dwóch punktów, przechwyt i kolejne punkty. Niemożliwe powiecie? A jednak. 12 sekund przed końcem stratę do 1 punktu zniwelował Dick Van Arsdale a w kolejnej akcji stało się coś niesamowitego. Znów nie popisał się Havlicek, który stracił piłkę na rzecz Westphala. Rozgrywający „Słońc” posłał ją szybko do Perry’ego… a ten spudłował rzut! Na jego szczęście zebrał po sobie i po raz drugi się nie pomylił. 5 sekund do końca 109:110 dla Suns! „Koniczynki” miały już tylko jedną szansę żeby wygrać to spotkanie. Dostał ją ten, przez którego Suns byli nadal w grze, ten któremu nie wiele tego dnia wychodziło – John Havlicek. Hondo oddał swój firmowy rzut, piłka odbiła się od tablicy… i zatrzepotała w siatce! Zrobił to! Zegar wskazywał 0! Celtics wygrali mecz numer pięć! Na parkiet wbiegli kibice, trenerzy, zawodnicy aby fetować zwycięstwo Bostończyków, ale chwila. Mecz się jeszcze nie skończył! Gdy piłka wpadała do kosza Suns na zegarze nadal były 2 sekundy i sędziowie zdecydowali się cofnąć czas. Po tej decyzji musiały interweniować służby porządkowe, gdyż niezadowoleni kibice chcieli sami wymierzyć sprawiedliwość u arbitra tego spotkania. Gracze jednak wrócili na parkiet. Sytuacja Suns jednak fatalna. Punkt straty, 2 sekundy do końca, piłka pod swoim koszem. Co robi Paul Westphal? Sygnalizuje wzięcie przerwy na żądanie, a że Suns nie mieli już takiej możliwości dostaje przewinienie techniczne a Celtics mają rzut osobisty. Po co to zrobił spytacie. Jego zdaniem 2 sekundy to było zbyt mało czasu żeby przetransportować piłkę spod jednego kosza pod drugi i oddać celny rzut, zaś w przypadku technika Suns grę rozpoczynali od środka parkietu. Osobistego trafił JoJo White a cuda działy się dalej. Piłkę z boku wznowił Perry zagraniem do Hearda ten oddał rzut będąc dobrze bronionym przez Dona Nelsona i … trafił! Coś niesamowitego.

Do trzeciej dogrywki drużyna Celtics przystępowała osłabiona brakiem Cowensa, Scotta i Silasa, którzy wylecieli za faule, stało się więc jasne, że ciężar wyniku będzie spoczywał na barkach doświadczonych Havlicka i White’a. Było jednak inaczej. Główną rolę odegrał skrzydłowy Glenn McDonald, dla którego był to dopiero 2 sezon w lidze. Przez dwie pierwsze dogrywki zdobył on tylko dwa punkty, ale później w kluczowym momencie trzecich dodatkowych pięciu minut dołożył sześć jak się okazało kluczowych punktów dla „Koniczynek”. W ostatnich sekundach „Słońca” znów potrafiły odrabiać straty, ale tym razem brakło im czasu. Ostateczny wynik 128:126. Dzięki temu zwycięstwu Celtics objęli prowadzenie w serii 3:2! Po tym spotkaniu z powodu wyczerpania do szpitala trafił coach Celtics Tom Heinsohn. Wrócił on jednak na ławkę dwa dni później na spotkanie numer 6 po którym mógł cieszyć się ze zdobycia mistrzostwa NBA! MVP tamtych finałów został JoJo White.

p.s. (Timi) Tym oto wpisem witamy w redakcji starego-nowego członka, którego seria „Celtycka Opowieść” będzie skupiała się na pięknej historii najbardziej utytułowanego klubu NBA.

p.s.2. (KZ) Jak napisał Timi wracam na stronę po długiej nieobecności. Tym razem jednak w nieco innej roli. Chciałbym w ramach swojej serii przybliżyć Wam historie drużyny, której wszyscy kibicujemy, której los nie jest nam obojętny. Historie wspaniałą, gdyż były momenty wielkich wzlotów, ale także tę nieco gorszą, gdyż nawet w takiej organizacji jaką są Celtics przytrafiają się upadki. W moim cyklu będę opisywał pojedyncze spotkania, całe serie a także biografie byłych zawodników Celtics. Postaram się, żeby kolejne odcinki pojawiały się chociaż raz w tygodniu, ale zapewne nie zawsze mi się to uda. Mam również nadzieję, że przypadną Wam one do gustu. #I am Celtic!