Boston Celtics zagrali fatalne spotkanie i dali się zdominować w Waszyngtonie. Wynik spotkania zakrawał o blowout, a mogło być jeszcze gorzej, gdyby Wizards nie zdecydowali się ogrywać swoich etatowych rezerwowych w ostatniej kwarcie meczu. Jedynym zawodnikiem zasługującym na wyróżnienie na przestrzeni całego spotkania jest Jared Sullinger, zdobywca 25 oczek. Celtowie wylegitymowali się fatalną skutecznością zza łuku – 12,5%.. Zostali pokonani na deskach, notowali mniej asyst, grali zdecydowanie gorzej w obronie. Od początku do końca wynik spotkania nie był zagrożony.

 

  BOXSCORE | GALERIA

 

1 kwarta

Spotkanie rozpoczęło się od trafień Gortata i Bassa. Wizards szybko zaliczyli kilka udanych akcji z rzędu i Brad Stevens zdecydował się wziąć czas. Na niewiele jednak się to zdało, gdyż już za chwilę prowadzenie zawodników ze stolicy wzrosło do stanu 19-4. Doskonale grę prowadził Wall, dzielnie wspierany przez Gortata i Arizę. Jedyny pozytyw to widoczna poprawa w wykańczaniu akcji pod koszem przez Rondo, gdyż już na początku spotkania zaliczył kilka takich zagrań. To co raziło w grze Celtics to straty. Do końca pierwszej odsłony spotkania popełnili ich aż sześć i z taką grą cięzko było o sukces w tym spotkaniu. Na przerwę czarodzieje schodzili z blisko dwucyfrową przewagą.

 

2 kwarta

Dobrą zmianę dla Waszyngtonu dał duet Miller-Gooden. W szeregach Zielonych z kolei ciągle szalał Rondo, którego penetracje nadal były skuteczne. Na boisku pojawił się nawet Joel Anthony, aka „Szafa vol.2”. Niestety jego największym i jedynym highlithem był jumpball wywalczony po rubasznych zapasach w parterze. Skutecznością błyszczał Beal, a Celtowie grali niechlujnie i pozwalali sobie na sporo błędów i niedokładności w grze. Tragicznie również rzucali zza łuku i nie trafili żadnej (!) z jedenastu prób w pierwszej połowie. Kontra Walla z Arizą zakończyła pierwszą połowę spotkania, zdecydowanie nieudanego dla zawodników z Beantown.

 

wizards2

 

3 kwarta

Niestety im dalej w las tym nie było lepiej. Błędy 24 sekund i air-balle, na które Waszyngton odpowiadał skuteczną i zbilansowaną ofensywą. Ze snu zimowego obudził się Humphries, który dostał więcej minut niż w pierwszej połowie i całkiem przyzwoicie je wykorzystywał. Celtics dopiero w tym momencie trafili swoje pierwsze dwie trójki. Takich problemów nie miał Wall z kolegami, którzy rzucali na dużo lepszym procencie. Na ławce trenerskiej również widać było dysproporcje. Wittman umiejętnie reagował na wydarzenia na boisku, podczas gdy Brad Stevens wydawał się być bierny i wręcz dawał ciche przyzwolenie na tankowanie. Wizards złapali istny wiatr w żagle i dali pokaz zarówno gry ofensywnej jak i defensywnej.

 

4 kwarta

Po wyraźnie przegranej (32-16) trzeciej kwarcie, Boston wszedł w ostatnią fazę spotkania ze stratą 27 punktów. Sprawiło to, że mecz już właściwie w tym momencie był w zamrażarce. Dodatkowo ambicja zawodników z Massachusetts była zerowa. Trener Wittman postanowił wprowadzić swoich rezerwowych i podarować im trochę minut gry. Trochę swojego talentu pokazał Potter, pozytywnie wyróżnił się także Harrington. Niemniej jednak dla przebiegu spotkania nie wydarzyło się już nic ważnego i zakończyło się ono tak, jak zakończyć się musiało. Wizards po długiej przerwie zagościli w PO, a Stevens pewnie dzisiaj nie zaśnie zbyt szybko. Tankowanie, tankowaniem, ale tak bezbarwnie i słabo grający zespół dobrze nie wróży.

 

HOT: Bradley Beal zdobył dzisiaj 19 punktów, ale spudłował tylko jeden jedyny rzut na przestrzeni całego spotkania (7-8FG, 1-1 3PT, 4-4FT). Beal zagrał bardzo dojrzale i jego grała mogła robić wrażenie.

NOT: Tercet Green-Bayless-Johnson zaceglił, uwaga, 21 z 27 swoich prób z gry i to wystarczy za cały komentarz.

5 rzeczy, które zobaczyliśmy:

  1. Świetne spotkanie Marcina Gortata. Miło się ogląda naszego rodaka w tak dobrej formie. Życzymy dalszych równie udanych występów, sukcesów w PO i wywalczenia sporego kontraktu.
  2. Festiwal strat Rajona Rondo. RR9 częściej gubił piłkę (7 strat) niż asystował (jedynie 6 kluczowych podań). Ogólnie Rondo, poza momentami dobrej gry w aspekcie punktowym, zaprezentował się dzisiaj gorzej. Nie kreował gry tak dobrze jak miał w zwyczaju, podejmował też nieprzemyślane decyzje.
  3. Żałosną skuteczność Celtics z dystansu. Tego nawet nie da się dodatkowo spuentować, wystarczy spojrzeć w statystyki.
  4. Na przeciwnym biegunie leży świetna ofensywa Wizards. Czarodzieje rozgrywali doskonale zawody, a ich poczynaniami sprawnie dyrygował John Wall.
  5. Kolejną porażkę. Po tym jak ostatecznie przekreśliliśmy nasze matematyczne szanse na PO, chyba już nie ma żadnych osób twierdzących, że porażki się nie opłacają. Pozostaje kontynuować ten trend, modlić się o szczęście w losowaniu i o Parkera przystępującego do daraftu.

Następne spotkanie to powrót do TD Garden, gdzie gościć będziemy Philadelphię 76ers. Wesoła zbieranina ogórków dostarczy rozrywki na najwyższym poziomie, dlatego mamy nadzieję, że będziecie nam towarzyszyć.