Bostończycy zagrali naprawdę niezłe zawody i w pełni zasłużenie pokonali Detroit Pistons.  Praktycznie wszyscy nasi zawodnicy zagrali dobre zawody i byli wyraźnie lepsi od gości. C’s celniej rzucali (niemal 50% FG), zacieklej bronili (więcej bloków i przechwytów, odpowiednio 6 i 8), popełniali mniej strat (jedyne 5 przy 16 stratach Pistons!) i przede wszystkim o niebo lepiej dzielili się piłką (robiące wrażenie 38 asyst przy 47 trafieniach z gry). Oprócz dobrego wrażenia, jakie zostawili po sobie zawodnicy z Beantown, warto podkreślić bardzo nierówną, a wręcz słabą grę Tłoków. Zamiast rasowego silnika twin turbo, wyglądali raczej jak zapchana kartoflem, tania rura wydechowa.

 BOXSCORE | GALERIA

1 kwarta
Mecz otworzył celny rzut Singlera. Następne minuty zdawały się zapowiadać, że ten mecz to będzie pojedynek na cegły Smitha z Greenem. Dunka przestrzelił Bass, a w poczynania obu ekip wkradło się sporo chaosu. Pierwszego lay-upa wykończył Rondo, ale drugi zatrzymał się na efektownym bloku Singlera. Kolejne bloki dorzucili Humphries i Smith i w tym momencie akcje przypominały bardziej partyjkę w Angry Birds, niżli mecz NBA. Dobre zawody kontynuował Humphries, który trafiał z półdystansu napędzany asystami Rajona Rondo. Współpraca tej dwójki przebiegała w tej odsłonie naprawdę doskonale i praktycznie sami trzymali cały zespół w grze. Końcówka kwarty to festiwal fauli Olynyka i circus-shot 2+1 Sullingera.
2 kwarta
Bayless pokazał, że z jego podzielnością uwagi miałby problem z chodzeniem i żuciem gumy jednocześnie, nie było to bowiem jego pierwsze w życiu przetrzymanie piłki ponad 24 sekundy. Dobrze prezentowali się nasi podkoszowi, którzy weszli z ławki – duet Olynyk-Sullinger trafiał swoje rzuty i udanie współpracował ze sobą. Nieźle grą dyrygował Pressey i dzięki naszym zmiennikom Celtics wyszli na wyraźne prowadzenie (bench points w tym momencie wynosiło bagatela 18-3!). Pistons za to mnożyli straty i pozwalali Celtom na seryjne zdobywanie punktów w kontrze. Na twarzach naszych zawodników widać było od dawna nieobecne uśmiechy. Pytanie tylko czy równie szeroko uśmiechał się Danny, który czuł oddech Lakers na swoim „czwartym” picku. Akcją godną top3 popisał się Rondo z Greenem, a na ekranie pojawiła się kolejna wymowna statystyka – 15-3 w asystach na korzyść Bostonu. Z taką grą Pistons nie mieli zbyt wielu obiecujących perspektyw na drugą połowę.
Pistons

3 kwarta
Po raz kolejny mogliśmy obserwować dobrą współpracę Rondo z Humphriesem, a sam Rajon dodatkowo dołożył celną trójkę. Trójką odpowiedział jednak również Josh Smith, co zdziwiło mnie nie bardziej niż jego samego. Po słabym początku spotkania na dobre rozegrał się Green, który trafiał zza łuku raz za razem. Pistons jednak nie dawali za wygraną i pomimo świetnej gry Celtics ciągle desperacko trzymali się w okolicach 10 punktów straty. Na tablicach dominował Drummond, ale i Smith z Monroe mieli dwucyfrowe liczby zbiórek już na tym etapie gry. Po wymianie ciosów i kolejnych seriami zdobywanych trójkach, trzecią odsłonę zamknął blok Greena.

4 kwarta
Detroit zredukowało prowadzenie Celtics do 7 punktów, a Olynyk popadł w poważne problemy z faulami. Na odsiecz przybył Humphries, trafiając swojego jumpera, a także solidnie pracując w obronie. Kłopoty ze skutecznością miał Bayless, ale to co nie udało mu się wcześniej udało mu się teraz. Akcja 2+1 po kontrze sprawiła, że kibice zielonych znowu mieli powody do radości, a Celtowie zachowali bezpieczną przewagę. Swoje pierwsze punkty zdobył Babb, który od początku miał wyraźne problemy ze skutecznością i ze znalezieniem sobie miejsca na boisku. Na parkiet wrócił za to Rajon Rondo i od razu popisał się asystą przez całe boisko. Kiedy akcję pod koszem wykończył Sullinger i odskoczyliśmy na kilkanaście punktów, już wiadomo było, że tego spotkania nie da się przegrać. Systematyczne punktowanie i na kilka minut przed końcem mecz wylądował w zamrażarce.

HOT: Kris Humphries (9-13FG) pokazał dzisiaj kawał skutecznego basketu. Warto dodać, że większość tych rzutów oddał z półdystansu. Do jego występu nawiązał rónież Kelly Olynyk (7-10FG, 1-1 3PT), który w 18 minut zdobył 18 punktów!

NOT: Rajon Rondo spudłował 10 ze swoich 15 prób z gry. Trafił też tylko 1 rzut zza łuku (przy 6 próbach).

5 rzeczy, które zobaczyliśmy:

  1. Bardzo dobry występ ławki rezerwowych. Wreszcie! Zwłaszcza duet Olynyk-Sullinger zasłużył na wyróżnienie, gdyż sami zebrali 32 oczka
  2. Rzucającego Jeffa Greena. Po słabym początku spotkania Green odnalazł swój rytm, by na dobre odpalić w trzeciej kwarcie.
  3. Osiemnaście asyst Rajona Rondo. RR9 tym razem zagrał na gorszej skuteczności, ale doskonale prowadził grę i był prawdziwym generałem. Warto też podkreślić, że to już kolejny występ Rondo, kiedy notuje sporo przechwytów i jest bardzo aktywny w defensywie. Czy to nareszcie stanie się regułą? Tak czy siak 18 asyst i 0 strat to na pewno coś wyjątkowego.
  4. Double-double Krisa Humphriesa. Był on również bodaj naszym najlepszym obrońcą. Blokował i był prawdziwym postrachem pomalowanego. Co prawda Detroit zdobyło sporo punktów z trumny, ale lwia ich część padła gdy Humphries odpoczywał na ławce. Bardzo dobry występ Krisa.
  5. Zwycięstwo. Jednych ono ucieszy, innych niekoniecznie. Pewnym pocieszeniem jest to, że Lakers wygrali dzisiaj swoje spotkanie i obie drużyny zachowały status quo w wyścigu po Parkera.

Kolejne spotkanie już pojutrze, równo o północy. Celtics polecą do Indianapolis, aby podjąć tamtejszych Pacers. Do obejrzenia!