Rivalry – jedyna taka na całą Amerykę

Rok 1959. Po jednej stronie Bill Russell, po drugiej Elgin Baylor. Dwie legendy NBA. Kto by wtedy pomyślał, że 4 kwietnia tego roku rozpocznie się największa rywalizacja w historii National Basketball Association, ba, być może w historii Stanów Zjednoczonych?

Przeszło pół wieku temu w sezonie regularnym Celtowie osiągnęli bilans 52-20, co dało im przewagę własnego parkietu w playoffach. W finale znajdują się także, wtedy jeszcze, Minneapolis Lakers. Wszystkie cztery mecze to totalna dominacja Celtów – szybkie 4-0 i kolejne mistrzostwo dla Celtów. Bill Russell z 118 zbiórkami na koncie zakończył serię, co jak do tej pory jest rekordem w 4-meczowej serii. Wszystkie cztery mecze rozegrano w przeciągu 5 dni. Najlepsze średnie punktowe mieli Rookie of the Year tamtego sezonu Elgin Baylor (22.8) i Tom Heinsohn (24.5). Celtics zaczynają wtedy drogę do chwały – był to pierwszy z 8 z rzędu wygranych finałów NBA w późniejszych latach. Wtedy zaczyna się także wielka walka pomiędzy Lakers a Celtics!

Kolejne spotkanie pomiędzy Celtics a Lakers w finale miało miejsce w 1962 roku. Wtedy to po bardzo zaciętym boju wygrali Celtowie. W siódmym, decydującym o zwycięstwie, pojedynku potrzebna była dogrywka – Celtics wygrali 110-107. Gdy do końca meczu zostały 3 sekundy piłkę meczową miał Frank Selvy, jednak nie trafił on z czystej pozycji. A w dogrywce rządził Sam Jones, który zdobył 5 z 10 punktów Celtics w overtime, no i co najważniejsze trafił game-winnera! Podczas finałów zostało ustanowione kilka rekordów – w meczu numer pięć Baylor zdobył 61 „oczek”, co do tej pory jest najwyższym wynikiem w historii Finałów NBA. Natomiast Bill Russell poprawił rekord w ilości zbiórek we wszystkich meczach – w siedmiu spotkaniach aż 189 razy zbierał piłkę z tablicy oraz wyrównał swój własny rekord w ilości zbiórek w jednym spotkaniu – w finałowym, siódmym meczu zebrał 44 piłek i dołożył 30 punktów!

Rok później po raz trzeci doszło do takiego spotkania. I po raz kolejny to C’s byli górą w tym starciu. Wygrali 4-2 i był to szósty tytuł w karierze Boba Cousy’ego, który przed sezonem ogłosił, że to jego ostatni. Cousy swój ostatni mecz w domowej hali przegrał, jednak odbił to sobie w ostatnim meczu kariery rozgrywanym w Mieście Aniołów. Boston prowadził 92-83, gdy Cousy doznał kontuzji kolana – kiedy powrócił przewaga zmalała do jednego punktu. Mimo tak małej przewagi Celtom udało się wygrać, a Cousy bardzo hucznie świętował zakończenie swej kariery. Świetne finały rozegrali Elgin Baylor i kolejna legenda NBA Jerry West jednak po raz kolejny nie zdobyli mistrzostwa, które było na wyciągnięcie ręki.

Na następne finały Lakers-Celtics kibice musieli czekać dwa lata – w roku 1965 Koniczynki zdobyły swój siódmy tytuł z rzędu pokonując Lakers 4-1. Jednak do finału dostali się mając wielkie szczęście – w finale konferencji przeciwko Philadelphii w siódmym spotkaniu wygrali jednym punktem. W pierwszym meczu Celtics notują największą ilość punktów w playoffach – 142 i największą w drugiej połowie – 78. W drugim meczu mimo świetnej postawy Jerry’ego Westa (46 punktów) Celtics znów wygrali, dzięki świetnej grze całego zespołu – 5 graczy miało powyżej 20 punktów. W trzecim spotkaniu nastąpiło przełamanie – w końcu wsparcie w kolegach miał West (43 punkty). Jednak wygrana w trzecim meczu to wszystko na co było stać Lakers. Kolejne mecze wygrywali Celtowie i ponownie świętowali zdobycie mistrzowskiego tytułu. W meczu numer 4 po raz pierwszy w historii gier Celtics-Lakers, gracze z LA zdobyli mniej niż 100 punktów, bo 99. W kolejnym meczu także zanotowali mniej niż setkę – 96.

Rok 1966, kolejny finał Boston – Los Angeles. I po raz kolejny wygrana Celtów. To był już ósmy z rzędu tytuł dla Bostończyków. Żaden, podkreślam – ŻADEN inny zespół nie zdobył 8 mistrzostw z rzędu w amerykańskich konkurencjach. Był to ostatni sezon dla Reda Auerbacha. Ogłosił on, że po sezonie kończy karierę trenerską. Celtics sprawili mu bardzo miłe pożegnanie, choć nie obyło się bez emocji. Już w pierwszym meczu potrzebna była dogrywka. Ciekawostką jest fakt, że na 30 sekund przed końcem kroki odgwizdano Russellowi – była to bardzo kontrowersyjna decyzja sędziego Mendy’ego Rudolpha i po meczu Auerbach twierdził, że to sędzia dał wygrać Lakersom ten mecz. Jednak Celtics nie załamali się porażką – wygrali kolejne 3 mecze. Odpowiedź Lakers była podobna – dwie wygrane i remis 3-3. Ostatni mecz był rozgrywany w Bostonie. Bardzo ciekawy jest fakt, że Lakers nie wykorzystali straty K.C. Jonesa spowodowanej napojem pomarańczowym wrzuconym na parkiet – Jones poślizgnął się i stracił piłkę. Mimo tego Celtics dowieźli skromne, bo dwupunktowe prowadzenie do końca i Auerbach, podobnie jak wcześniej Cousy, hucznie świętował swoją emeryturę.

Celtics nie wygrali 9 tytułu z rzędu, jednak już rok później znów byli w finale. Tam czekali na nich Lakers, którzy we wcześniejszych fazach łatwo pokonali najpierw Chicago, a potem San Francisco. Celtowie po raz kolejny sprowadzili na ziemię Lakers mówiąc im, że to jeszcze nie teraz. Wygrali w serii 4-2, a po raz pierwszy w finałach w roli grającego trenera wystąpił Bill Russel. Pierwsze cztery mecze były wygrywane na przemian – Celtics, Lakers, Celtics, Lakers. W meczu numer pięć do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka – C’s w ostatniej kwarcie prowadzili nawet 14 punktami, mimo tego Lakers udało się dogonić Celtów i zachować nadzieję na tryumf. Jednak do gry wkroczył Don Nelson i to dzięki niemu ostateczne zwycięstwo odnieśli Celtowie. Ostatni mecz był tylko czystą formalnością (już 70-50 do przerwy) i Koniczynki świętowały 9 tytuł zdobyty w ciągu ostatniej dekady! Co ciekawe we wszystkich meczach najlepszym strzelcem w drużynie z Los Angeles był Jerry West – zdobywał kolejno 25, 35, 33, 38, 35 i 22 punkty, a serię zakończył kontuzją kolana.

Kolejny rok i znów dominacja drużyn z Bostonu i Miasta Aniołów. W 1969 po raz pierwszy rozdano statuetkę MVP. Dostał ją Jerry West i był to jak do tej pory jedyny przypadek w historii NBA, żeby MVP zgarnął zawodnik drużyny, która przegrała. Tak, tak – Lakers ponownie przegrali. Ponownie do szczęścia zabrakło im jednego zwycięstwa. W dodatku przegrali ostatni mecz u siebie. Jest to także jedyny taki przypadek w historii, by gospodarz meczu numer siedem go przegrał. Warto dodać, że w barwach Lakers w tamtym sezonie oprócz genialnych Westa i Baylora grał jeden z najlepszych koszykarzy wszech czasów Wilt „Szczudło” Chamberlain, a mimo to C’s poradzili sobie z LA. Mecz numer siedem miał być rozgrywany w Forum w LA ze względu na lepszy bilans Lakers (55-27) po sezonie zasadniczym. Właściciel Lakersów, Jack Kent Cooke, bardzo mocno oczekiwał na upragnione zwycięstwo. Bardzo starannie zaplanował ceremonię, obchody i wielki marsz po wygranej. Ozdobił też halę tysiącami baloników. Jednak ten pokaz arogancji dał dodatkową motywację dla Celtów i mocno rozgniewał Westa. Od początku meczy to Celtics prowadzili. W czwartej kwarcie kontuzji doznał West i na parkiet powrócił lekko kulejąc. Szczęścia nie miał też Wilt Chamberlain – nadciągnął mięśnie w kolanie i zastąpił go Mel Counts. West razem z Countsem odrobił straty – na tablicy widniał wynik 103-102 dla Bostonu. Na boisko chciał wrócić też Chamberlain, jednak trener Lakers, Bill Van Breda Kolff nie pozwolił mu wejść. W ostatnich minutach ani Boston, ani LA nie mogli trafić. Aż do momentu, gdy rzucał Don Nelson. Rzucił on tak, że piłka odbiła się od tyłu obręczy i spadła pionowo wprost do kosza. Wynik ustaliły perfekcyjnie wykonywane wolne przez Celtów i to oni mogli się cieszyć z kolejnego tytułu! W latach 60s aż 9 razy byli w finale i wszystkie wygrali. Mecz ten był ostatnim finałem pomiędzy Lakers i Celtics w tamtych latach. MVP Jerry West w całej serii notował średnio 38 punktów, a w samym meczu numer siedem zanotował triple-double – 42 punkty, 13 zbiórek i 12 asyst. Mecz numer siedem miał też duży wpływ na stosunki między trenerem Lakers Van Breda Kolffem i centrem Lakers – Wiltem Chamberlainem.

Na kolejne spotkanie kibice Bostonu i Los Angeles musieli czekać aż 15 lat. Jednak doczekali się magicznego zjawiska, które wtedy zwane było „Showtime”. To głównie za sprawą Johnsona i Birda fani powrócili do hal i ponownie zaczęli dopingować swoich ulubieńców. Na nowo narodziła się rywalizacja pomiędzy LA i Bostonem. Głównym bohaterem sezonu 1983/84 był Larry Bird, który zdobył statuetkę MVP za sezon regularny, a także za same finały. Celtics po raz kolejny wygrali z Lakersami, jednak znów nie zabrakło emocji, gdyż potrzebne było 7 meczy. Na finały czekano z niecierpliwością. W końcu w nich spotkali się Magic Johnson i Larry Bird, którzy do ligi weszli w 1979 roku. Lakers rozpoczęli z wysokiego C wygrywając pierwszy mecz w Bostonie. Drugi mecz to popis Cedrica Maxwella – 61 punktów i 36 zbiórek! Do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka – w tej na 14 sekund przed końcem Celtów na prowadzenie wyprowadził Scott Wedman – C’s wygrali ostatecznie 124-121 i wyrównali stan serii. Prawdziwy Showtime w meczu numer 3 pokazali Lakers – mieli aż 51 ataków typu „fast-break” w ciągu 48 minut. Drugą kwartę zaczęli od 18 zdobytych punktów z rzędu, bez odpowiedzi ze strony Celtów, a aż 47 punktów zdobyli w trzeciej kwarcie, co jest rekordem finałów. Przegrana Celtów była ich najgorszym meczem w całej historii playoffów. Świetny mecz rozegrał Magic Johnson, który zdobył triple-double – 14 punktów, 11 zbiórek i aż 21 asyst co także jest rekordem Finałów. Kolejny mecz był bardzo ciekawym widowiskiem, w którym po raz kolejny po dogrywce górą byli Celtics. Do dogrywki doszło przez złe podanie Magic Johnsona do Roberta Parisha, po którym kibice Koniczyn zaczęli nazywać Johnsona „Tragic Johnson”. W dodatkowym czasie zwyciężyli Bostończycy, a zwycięstwo na 16 sekund przed końcem zapewnił Larry Bird. Piąty mecz rozgrywany był w Bostonie. Nieklimatyzowana wtedy jeszcze hala TD Garden była wypełniona po brzegi kibicami. Temperatura w środku osiągnęła nieco ponad 36°C! Pierwsza połowa przebiegała jeszcze dość normalnie, jednak w drugiej obu zespołom z powodu ciepła zabrakło już sił. Jednak to Celtics byli odporniejsi i zakończyli mecz runem 21-7. W meczu numer 5 w Forum górą byli Lakers, prowadzenie przez Kareema Abdul-Jabbara, który mimo migreny, zdobył 30 punktów, 10 zbiórek i 5 asyst. I znów o zwycięstwie miał zadecydować mecz numer 7. Dzięki lepszemu bilansowi (62-20) w sezonie zasadniczym był rozgrywany w Bostonie. Celtics po raz kolejny mogli powiedzieć Lakersom „Chłopaki, jeszcze nie teraz!” wygrywając w domowej hali 111-102. MVP Finałów został Larry Bird, który notował średnio 27.4 punktów, 14 zbiórek i 3.6 asyst na mecz. Co ciekawe, Los Angeles wygrało wszystkie trzy mecz, które rozgrywane były w niedzielne popołudnia, natomiast Boston wygrywał w wieczornych meczach we wtorek, środę, czwartek i piątek.

Kolejne spotkanie z cyklu Celtics-Lakers rok później przyniosło jakże oczekiwane w Los Angeles zwycięstwo LA nad Bostonem. Stało się tak, mimo tego, że to Boston miał przewagę własnej hali dzięki jednemu zwycięstwie więcej od Lakersów. Jednak po raz pierwszy w historii format serii wyglądał 2-3-2. To efekt rozmowy komisarza NBA, Davida Sterna, z Redem Auerbachem. Pierwszy mecz nie zapowiadał, że Celtics po raz pierwszy w historii przegrają w finałach z Lakersami. Wysoko, bo 148-111, pokonali LAL, a rezerwowy w tamtym meczu Scott Wedman skończył ze stuprocentową skutecznością rzutów (11/11), co było rekordem finałów. Jednak w kolejnych meczach nie do zatrzymania był Kareem Abdul-Jabbar, który został MVP, notując średnio 25.7 punktów, 9 zbiórek i 5.2 asyst na mecz. Tym samym stał się najstarszym zawodnikiem uhonorowanym tą nagrodą – miał 38 lat, 1 miesiąc i 24 dni. Zwycięstwo Lakers w Bostonie było jedynym w historii Celtów kiedy goście świętowali wygranie mistrzostwa w hali TD Garden.

Lakersom nie udało się obronić wywalczonego tytułu. Rok później tytuł odebrali im… Celtics. Jednak już kolejnego lata Los Angeles dostało szansę na rewanż. I ten udał im się w pełni. Mieli oni przewagę własnej hali i już po pierwszych dwóch meczach było wiadomo, że Celtom bardzo trudno będzie obronić tytuł. Mieli co prawda szansę na dogonienie Lakersów, jednak w czwartym meczu Lakers minimalne, jednym punktem, wygrali. A wszystko to za sprawą genialnego rzutu Johnsona, nazywanego przez niego „junior sky hook„. Rzut ten został sklasyfikowany na 8 miejscu w rankingu 60 najwspanialszych momentów playoffs. Także w szóstym meczu w Mieście Aniołów mieli szansę na odwrócenie sytuacji (do przerwy +5), jednak Lakers dzięki runowi 8-0 na początku drugiej połowy wyszli na prowadzenie, którego do końca nie oddali. Mogli więc świętować 4 tytuł w tej dekadzie i 10 w całej historii. Po raz trzeci w swej karierze MVP został Magic Johnson. Magic notował średnio 26.2 punktów, 8.0 zbiórek, 13 asyst i 2.3 przechwytów na mecz. Było to ostatnie spotkanie pomiędzy Lakers a Celtics w XX. wieku, a także ostatni finał Celtów w tym stuleciu.

Walka pomiędzy Lakers a Celtics to walka między najbardziej utytułowanymi klubami w NBA, które zdobyły 32 mistrzostwa z 66 w całej historii NBA (Celtics  17, Lakers 16). To właśnie dzięki tym pojedynkom każdy kibic zna bardzo popularne „BEAT LA!” (wymyślone przez kibiców Philadelphii 76ers, co nie każdy wie), które często usłyszeć można podczas pojedynków z udziałem drużyny z Miasta Aniołów. Po 21 latach przerwy, w 2008 roku, wydaje się, że rywalizacja rodzi się na nowo. Zapowiedzią tego są ekscytujące Finals 2008, do których po wielkim sezonie i jednocześnie 22. latach przerwy, dotarli Celtics, no i również Lakers. Oba zespoły spotkają się ponownie także dwa lata później i jak na razie (obecnie koniec roku 2012) jest to ostatnie spotkanie tych dwóch wielkich organizacji – historia wciąż ta sama, ale rozdziały już zupełnie inne. Większość kibiców obu drużyn ma jednak nadzieje, że rywalizacja będzie kontynuowana i ponownie osiągnie takie rozmiary, jak choćby w czasach Birda i Johnsona, by za kilkadziesiąt lat mogli oni opowiadać o tym kolejnym pokoleniom, tak jak opowiadano o tym im.

Autor: Tomek Kordylewski (Timi)