Bill Russell

Jeden z najwybitniejszych graczy w historii NBA. Wielce utytułowany, ikona bostońskich Celtów. W swojej trzynastoletniej karierze zdobył aż jedenaście tytułów. Po prostu Bill Russell.

Akt 1. Przedstawienie postaci

William Felton „Bill” Russell urodził się 12 lutego 1934 roku. Wychowywał się w podzielonym West Monroe (Louisiana). Często musiał walczyć z rasizmem. Raz jego ojcu odmówiono obsługi na stacji benzynowej, dopóki nie obsłużą białych klientów. Gdy Charles Russell próbował opuścić stację i znaleźć inną, pracownik przystawił mu pistolet do twarzy i zagroził zabiciem, chyba, że zostanie i grzecznie poczeka na swoją kolej. Innym razem matkę Russella, Katie, zaczepił policjant, który kazał jej iść do domu i zdjąć sukienkę, ponieważ według niego była to suknia dla białej kobiety. Z powodu coraz większej ilości czarnych w Oakland, w Kalifornii, ojciec Billa zdecydował opuścić West Monroe w czasie II wojny światowej i w poszukiwaniu pracy przenieść się właśnie do Oakland. Mały Bill miał wtedy 8 lat. Charlie Russell opisywany był jako surowy, twardy człowiek. Początkowo pracował w fabryce papieru, ale gdy wybuchła II wojna światowa przesiadł się do tira. Będąc bliżej z matką, niż z ojcem, Bill otrzymał cios prosto w serce, gdy jego matka nagle zmarła. Miał wtedy 12 lat. Ojciec od razu zrezygnował z jeżdżenia tirem by być bliżej pół-osieroconych dzieci. Russell powiedział później, że jego ojciec był dla niego bohaterem z dzieciństwa (kolejnym stał się George Mikan, którego poznał będąc w szkole średniej).

W młodości Bill starał się rozwijać swoje umiejętności koszykarskie. Mimo, że Russell był szybki, skoczny i miał bardzo duże ręce to po prostu nie rozumiał gry – dlatego został wyrzucony z drużyny jako junior w high-school. W drugim roku omal nie stało się to samo, jednak trener George Powles widział u Russella spory potencjał i zachęcił go do pracy nad podstawami. Russell, który często był obiektem rasizmu był bardzo szczęśliwy, że usłyszał tak ciepłe słowa od białego trenera. Ciężko pracował, by stać się lepszym koszykarzem, a fakt, że ciągle rósł tylko mu sprzyjał. Jednak dopiero po dwóch latach w McClymonds High School zaczął przewyższać wzrostem innych. Szybko stał się znany z niezwykłego stylu bronienia.

Akt 2. Pierwsze kroki

Russell był ignorowany przez większość college’ów w kraju, nie dostając żadnego, nawet najmniejszego wyrazu zainteresowania. Aż do meczu, w którym zauważył go Hal DeJulio z University of San Francisco (USF). DeJulio nie był pod wrażeniem skromnego dorobku punktów, ale czuł, że młody center miał niezwykły instynkt do gry, szczególnie w sytuacjach clutch (czyli w końcówkach spotkań). Kiedy Dejulio zaoferował Billowi stypendium, ten zaakceptował ofertę. Dziennikarz sportowy John Taylor określił tę sytuację jako punkt zwrotny w życiu Russella, ponieważ Russell zdał sobie sprawę, że koszykówka to jego jedyna szans na ucieczkę od ubóstwa i rasizmu.

Na USF Russell stał się nowym startującym centrem trenera Phila Woolperta. Dla Woolperta ważna była przede wszystkim gra obronna czyli to, w czym Russell był najlepszy. Dla trenera Uniwersytetu San Francisco nie miało znaczenia jakiego koloru skóry są gracze. W 1954 został pierwszym trenerem koszykówki college’u, który wystawiał skład z trzema czarnoskórymi zawodnikami – Russellem, K.C. Jonesem oraz Halem Perrym. W latach grania na USF Russell miał niepowtarzalny styl obrony: zamiast po prostu pilnować centra przeciwnej drużyny, wykorzystywał swoją szybkość i przyspieszenie by skupić się na obronie przeciwnych skrzydłowych i agresywnie wymuszać zmianę rzutu. Połączenie wzrostu i umiejętności blokowania centra z prędkością obrońcy sprawiło, że Russell stał się głównym graczem USF, a zespół szybko stał się silnym na poziomie high-school.

Jednakże większość meczów była trudna dla drużyny USF. Russell i jego koledzy Afroamerykanie prawie na każdym kroku byli obiektami rasistowskich drwin, szczególnie na wyjazdach. W jednym z poważniejszych incydentów hotel w Oklahoma City nie zgodził się by Russell i inni czarni gracze w nim zamieszkali. Wszystko działo się, gdy USF byli tam na All-College Tournament w 1954 roku. Na znak protestu cały zespół zdecydował się na obóz w zamkniętym akademiku uczelni. Zamknięcie się w akademiku nazwano ważnym doświadczeniem w procesie scalania drużyny. Kilkadziesiąt lat później Russell powiedział, że jego doświadczenia utwierdziły go przed wszelkiego rodzaju nadużyciami. „Nigdy nie pozwoliłem sobie być ofiarą.”.

Jednak to dzięki rasizmowi Bill zrozumiał, że najważniejsza jest drużyna. „Wtedy nie do przyjęcia było, aby czarny gracz był najlepszy. To się nie zdarzało… Jako junior w college’u myślałem, że był to jeden z najlepszych sezonów kiedykolwiek. Wygraliśmy 28 z 29 meczów. Zdobyliśmy mistrzostwo kraju. Byłem MVP Final Four. I w pierwszej drużynie All-American. Notowałem ponad 20 punktów, 20 zbiórek i byłem jedynym graczem, który blokował rzuty. A kiedy sezon się skończył, był bankiet Northern California, i wybrali innego centra jako Player of the Year w Północnej Kalifornii. Cóż, to dało mi do zrozumienia, że gdybym przyjął te decyzje jako podsumowanie mojej kariery to umarłbym jako gorzki, stary mężczyzna.”. Russell podjął więc świadomą decyzję: zespół przede wszystkim, i że nie będzie martwić się o indywidualne osiągnięcia.

Na parkiecie jego doświadczenia były o wiele przyjemniejsze. Poprowadził USF do mistrzostw NCAA w 1955 i 1956 roku, zwyciężając przy okazji 55 razy z rzędu. Stał się znany z silnej obrony i umiejętności blokowania, w jednym meczu blokując nawet 13 rzutów! Trener UCLA, John Wooden nazwał Russella „najwspanialszym obrońcą jakiego kiedykolwiek widział”. Podczas kariery w college’u Russel notował średnio 20.7 punktów i 20.3 zbiórek na mecz. Oprócz koszykówki bardzo dobrze także biegał. 440 jardów (402 metry) przebiegał w 49.6 sekund. Dał się poznać także jako dobry skoczek wzwyż – Track & Field News umieścił go na siódmym miejsce w rankingu najlepszych skoczków świata w 1956 roku! W tamtym roku zdobył on tytuły Central California AAU, Pacific AAU i West Coast Relays. Jeden z najwyższych skoków jakie oddał był na wysokość 206 cm czyli mniej-więcej wzrostu Russella.

Po latach na USF, Harlem Globetrotters zaprosili Russella, aby ten dołączył do ich składu. Russell, który był wrażliwy na wszelakie przejawy rasizmu, był rozwścieczony, że właściciel Trotters, Abe Saperstein, rozmawiał tylko z Woolpertem, a nie z nim. Bill był wściekły takim zlekceważeniem i odrzucił ofertę. Zamiast tego Russell zgłosił się do Draftu 1956.

Akt 3. Początek

W tym drafcie postawił na niego trener Boston Celtics, Red Auerbach, któremu był potrzebny właśnie ktoś taki jak Russell – wytrzymały, sprawny, dobrze zbierający – by wzmocnić obronę Celtów. Russell był brakującym elementem układanki. Z perspektywy czasu, myśli Auerbacha były niekonwencjonalne. W tamtym czasie, graczy podkoszowych sądzono najpierw po ofensywie, na drugim miejscu stawiając defensywę. Szanse Bostonu na wybranie Russella były niewielkie. Skończyli sezon jako drugi najgorszy zespół, ale mieli zbyt niski wybór by pozyskać Russella. Ponadto Auerbach wykorzystał już pick terytorialny pozyskując w ten sposób Toma Heinsohna. Ale Auerbach wiedział, że Rochester Royals, którzy mieli pierwszy pick, mieli już porządnego zbierającego w osobie Maurice Stokesa i szukali rzucającego obrońcy, poza tym nie chcieli płacić Russellowi bonusu w postaci $25,000 dolarów, którego żądał. Wybrali go St. Louis Hawks, z drugim pickiem, ale od Russella woleli sześciokrotnego All-Stara, centra Celtics, Eda Macauley’a, który miał korzenie w St. Louis. Auerbach zgodził się na transfer Macauley’a, który wcześniej poprosił o trade do St. Louis by być z chorym synem, gdy Hawks zrezygnowali z Russella. Jednak właściciel Hawks zadzwonił później do Reda i zażądał większego trade’u. Chciał nie tylko Macauleya, ale także Cliffa Hagana, który od trzech lat służył w wojsku i nie zagrał jeszcze w Bostonie. Po wielu dyskusjach Auerbach zgodził się zrezygnować z Hagana i transfer się udał. W tym samym drafcie Boston wybrał kolegę Russella z USF, KC Jonesa. Tak więc jednej nocy Celtics pozyskali trzech przyszłych Hall of Famers: Heinsohna, Russella i KC Jonesa. Trade, w którym Celtics pozyskali Russella z Hawks nazwano później jednym z najważniejszych transferów w historii sportów Ameryki Północnej.

Jednak zanim jeszcze Russell rozegrał choćby jeden mecz w NBA razem z reprezentacja USA zdobył Mistrzostwo Olimpijskie na IO w Australii. Amerykanie potwierdzili ówczesną dominację, w finale wygrywając z ZSRR 89-55. Nie obyło się bez kontrowersji – Avery Brundage, szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, twierdził, że Russell podpisał profesjonalny kontrakt i tym samym nie jest już amatorem, ale Russell bardzo zdeterminowany by zagrać, zwyciężył w tym sporze. Zdobywając średnio 14.1 punktów na mecz był najlepszym strzelcem ekipy USA.

Co ciekawe przez Igrzyska Olimpijskie Russell mógł zadebiutować w NBA dopiero 22 grudnia 1956 roku – w pierwszym meczu spotkał drużynę St. Louis Hawks, których wielką gwiazdą był w owym czasie skrzydłowy Bob Pettit. Auerbach przykazał Russellowi, by spróbował ograniczyć Pettita – Russell zrobił wielkie wrażenie na bostońskiej publiczności swoją świetną defensywą jeden-na-jednego oraz blokowaniem, a Celtics wygrali 95-93.

Akt 4. Dynastia

W poprzednich sezonach Celtics byli wysoko w klasyfikacjach zdobywanych punktów, ale brakowało dobrej i twardej defensywy by zamknąć ciężkie spotkania. Z kimś takim jak Russell drużyna wydawała się kompletna, a jego gra w obronie okazała się kluczem do pierwszej dynastii. Zespół wykorzystał silne, obronne podejście do gry, zmuszając przeciwnika do popełniania wielu strat, co przynosiło łatwe i szybkie punkty w kontrach. Debiutancki sezon Russell zakończył ze średnimi na poziomie 14.7 punktów oraz league-high 19.6 zbiórek w każdym spotkaniu (łącznie 48 gier). Celtics zakończyli sezon z bilansem 44-28, drugim najlepszym w lidze i oczywiście zapewnionymi playoffami.

Jednakże w pierwszym sezonie nie wszystko wyglądało tak dobrze – Russell miał także kilka negatywnych „wejść”. Podczas jednego meczu, center Ray Felix z Knicks, non-stop prowokował Billa. Ten poskarżył się Auerbachowi, a Red kazał wziąć sprawy w swoje ręce. Kolejna prowokacja zakończyła się utratą przytomności Felixa oraz karą dla Russella. Iskrzyło także we własnym zespole – mimo serdecznych stosunków z większością zawodników, był jeden wyjątek. Tym wyjątkiem był Tom Heinsohn. Uważał on, że Russell, ma mu za złe, że to on, a nie Bill zdobył nagrodę dla najlepszego pierwszoroczniaka. Wielu właśnie w Russellu upatrywało Rookie of the Year, jednak przez to, że rozegrał tylko pół sezonu, nagroda przypadła Heinsohnowi. Russell zignorował także prośbę Heinsohna o autograf dla kuzyna i otwarcie powiedział, że jemu należy się połowa z 300-dolarowego czeku za wyróżnienie. Relację pomiędzy pierwszoroczniakami pozostały oziębłe. Najlepszy stosunek Russell miał z ulubieńcem kibiców, świetnym playmakerem – Bobem Cousym – z którym szybko znalazł wspólny język mimo różnego koloru skóry.

Celtics, jako najlepszy zespół sezonu, zaczynali playoffy dopiero od… Eastern Division Finals (czyli dzisiejszych Finałów Konferencji), gdzie spotkali Syracuse Nationals, prowadzonych przez Dolpha Schayesa. W pierwszym playoffowym meczu Russell zanotował 16 punktów i 31 zebranych piłek, podano także że 7-krotnie blokował (w tamtych czasach bloki nie były w oficjalnych statystykach, więc nie jest to informacja potwierdzona). Celtics szybko rozprawili się z Nationals w trzech meczach i po raz pierwszy w historii organizacji zagrali w Finałach Ligi. Tam mieli się zmierzyć z St. Louis Hawks, czyli zespołem, który wybrał Russella w Drafcie, a w którym grał były Celt, Ed Macauley, dzięki któremu Russell grał w Bostonie. Zespoły podzieliły między sobą pierwszych sześć spotkań. W najważniejszym, 7 spotkaniu, Russell jak tylko mógł, starał się spowolnić Pettita. Jednak to dzięki Heinsohnowi, który zdobył 37 punktów, Celtics utrzymywali się „przy życiu”. Przy stanie 103-102, Russel zanotował bardzo ważny blok, znany potem jako „Coleman Play” – Bill zablokował jego rzut mimo, że gdy Jack Coleman go oddawał, Russel stał na własnej linii końcowej. Mecz miał dwie dogrywki – podczas drugiej oba zespoły miały niemałe problemy z faulami – wyfaulowany został m.in. Heinsohn, a Jastrzębiom pozostało 7 graczy. Przy stanie 125-123 dla Celtów, Hawks mieli jeszcze szanse na zwycięstwo, jednak dobitka Pettita nie znalazła drogi do kosza. Celtics zdobyli swój pierwszy tytuł w swojej historii, a Bill był mistrzem NBA w swoim pierwszym sezonie w lidze.

W sezonie 1957/58 młody center Celtów wyrastał na najlepszego w całej lidze. Notował średnio 16,6 punktów oraz ponownie najwięcej w lidze, 22.7 zbiórek w każdym spotkaniu. Russell otrzymał więc statuetkę MVP, jednak znalazł się dopiero w All-NBA Second Team… Liga uznała, że byli inni gracze bardziej wszechstronni od Russella, ale żaden nie był tak cenny dla własnej drużyny, jak Bill dla Celtics. Koniczynki wygrały 49 spotkań osiągając najlepszy wynik w lidze, a potem łatwo dostali się do drugich z rzędu Finałów. Tam ponownie spotkali się z St. Louis Hawks. Przy stanie 1-1, w meczu numer 3, Russell doznał kontuzji stopy, która wyeliminowała go z dalszych rozgrywek. Celtics niespodziewanie wygrali mecz numer 4, ale kolejne padły łupem graczy z St. Louis – w decydującym, jak się okazało, spotkaniu numer 6, Bob Pettit zdobył 50 punktów, a Hawks cieszyli się z pierwszego i jak do tej pory jedynego mistrzostwa NBA.

Russell po kontuzji stopy wrócił do świetnej gry i w kolejnym roku znów notował przeciętnie świetne 16.7 punktów i 23 zbiórki na mecz. Celtics wygrali aż 52 spotkania, co ówcześnie było nowym najlepszym wynikiem i prowadzeni, w głównej mierze, przez Russella znów zagościli w Finals. Tam łatwo zasweepowali Minneapolis Lakers, wygrywając 4-0. Russell zakończył serię ze 118 zbiórkami na koncie, co do tej pory jest rekordem w czteromeczowej serii. Trener Lakers, John Kundla, mocno chwalił Russella, stwierdzając: „Nie boimy się Celtics bez Billa Russella. Wyprowadź go i możemy ich pokonać… On jest facetem, który bije nas psychologicznie.”. To właśnie wtedy rozpoczęła się wielka rywalizacja, która trwa do dziś – rywalizacja między Celtics a Lakers.

Rok później NBA była już zupełnie inna. Do ligi przyszedł 216-centymetrowy, legendarny center, Wilt Chamberlain. Gracz Philadelphia Warriors notując niebywałe 37.6 punktów oraz 27 zbiórek jako pierwszy w historii rookie zdobył nagrodę MVP. Do pierwszego starcia Russella i Chamberlaina doszło 7 listopada 1959 roku. Pojedynek ten przez wielu okrzyknięty został „The Big Collision” czy „Battle of the Titans”, a według sporej części znawców był to matchup między najlepszy defensywnym (Bill) i najlepszym ofensywnym (Wilt) centrem. Celtics wygrali 115-106, Chamberlain zdobył 30 punktów przy 22 ze strony Russella, a mecz ten został okrzyknięty „nowym początkiem koszykówki”. Pojedynki między najlepszymi – defensywnym i ofensywnym – centrami w historii NBA przez kilka kolejnych lat tworzyły jedną z największych rywalizacji NBA. W tamtym sezonie Celtics ponownie poprawili rekord wygranych spotkań w jednym sezonie – wygrali 59 spotkań (wliczając wyrównany wówczas rekord 17 victorii z rzędu) i w Finałach Eastern Division spotkali właśnie Warriors pod wodzą Wilta. Chamberlain zdobył aż 81 punktów więcej w całej serii niż Russell, ale to Celtics cieszyli się ze zwycięstwa 4-2 w serii. W Finals 1960 ponownie wygrali z Hawks, po bardzo zaciętych bojach 4-3 i zdobyli trzecie mistrzostwo w ciągu czterech lat. W Game 2 Russell zaliczył aż 40 zbiórek, co po dziś dzień jest rekordem NBA Finals. W decydującym, siódmym meczu, rozegrał kapitalne zawody, notując 22 punkty i 35 zbiórek, a C’s wygrali 122-103.

W sezonie 1960/61, Russell notował średnio 16,9 punktów i 23,9 zbiórek na mecz, prowadząc swój zespół do bilansu 57-22. Celtics łatwo pokonali Syracuse Nationals w Finale Dywizji Wschodniej i wykorzystali duże zmęczenie St. Louis Hawks, którzy dopiero po 7 meczach z Los Angeles Lakers awansowali do Finałów. Koniczyny łatwo zwyciężyły w pięciu meczach i świętowały kolejny tytuł, znów kosztem Jastrzębi. Finał ten był ostatnim w dotychczasowej historii Hawks i tym samym zakończył „małą rywalizację” pomiędzy Hawks a Celtics, którzy na przestrzeni pięciu sezonów czterokrotnie spotykali się w decydującej fazie rozgrywek (bilans takich serii to 3-1 dla Bostończyków).

Kolejny rok przyniósł Russellowi carrer-high 18.9 punktów na mecz. W każdym meczu Russell dodawał także średnio 23.6 zbiórek. A wszystko to, gdy jego wielki rywal – Wilt Chamberlain – notował sezon ze średnią na poziomie 50.4 punktów oraz słynny mecz, w którym zdobył 100 „oczek”. Jednak to dobre wyniki drużyny z Beantown szły w parze z dobrą grą Russella – ekipa z Bostonu jako pierwsza w historii wygrała 60 spotkań w sezonie i głównie dlatego to Bill otrzymał statuetkę MVP. W post-season Celtics spotkali się właśnie z Warriors Chamberlaina. Russell robił wszystko, co mógł by choć trochę utrudnić życie najlepszemu strzelcu NBA. Obie drużyny toczyły zacięte boje i o wszystkim musiał rozstrzygnąć mecz numer 7. Na dwie sekundy przed końcem, kiedy na tablicy wyników był remis, zimną krew zachował Sam Jones i clutch-rzutem zapewnił Celtom zwycięstwo w całej serii. W 1962 NBA Finals zmierzyły się więc ekipy z Bostonu i Los Angeles. Lakers, prowadzeni prze dwie wielkie gwiazdy, skrzydłowego Elgina Baylora i obrońce Jerry’ego Westa, musieli jednak uznać wyższość Celtów. W siódmym, decydującym o zwycięstwie, pojedynku potrzebna była dogrywka – Celtics wygrali 110-107. Gdy do końca meczu zostały 3 sekundy piłkę meczową miał Frank Selvy, jednak nie trafił on z czystej pozycji. W dogrywce rządził Sam Jones, który zdobył 5 z 10 punktów Celtics w overtime, no i co najważniejsze, znów trafił game-winnera! Russell zakończył mecz z 30 punktami oraz 40 zbiórkami (wyrównując własny rekord) na koncie.

Celtics, znów prowadzeni przez Russella (16.8 punktów oraz 23.6 zbieranych piłek) – który czwarty raz został MVP sezonu, a także został Najlepszym Graczem All-Star Game, za występ na poziomie 19 punktów i 24 zbiórek – zdobyli tytuł w roku 1963, w sześciu meczach pokonując Lakers. Jak się okazało był to ostatni tytuł w bogatej karierze Boba Cousy’ego, który przed sezonem ogłosił, że to jego ostatni. Celtics zabezpieczyli się przed utratą swojego playmakera, w Drafcie wybierając Johna Havlicka.

W następnym sezonie, Celtics już bez Cousy’ego, ale nadal na szczycie ligi z bilansem 58-22. Russell w sezonie zasadniczym, po raz pierwszy od przyjścia Chamberlaina, prowadził pod względem średniej zbiórek – średnio 24.7 w każdym spotkaniu. Boston łatwo, 4-1, pokonał Cincinnati Royals i znów stanął przed szansą zdobycia mistrzostwa. Udało się – Celtics wygrali, także 4-1, z San Francisco Warriors, czyli nowym klubem… Chamberlaina. To był szósty z rzędu i siódmy w ostatnich ośmiu latach (od przybycia Russella) tytuł Celtów. To było coś, co wydawało się nieosiągalne w każdej z zawodowych lig w Stanach. Russell nazwał później, ówczesną obronę Celtów, „najlepszą wszech czasów”.

Kolejne dwa lata to odpowiednio siódmy i ósmy tytuł z rzędu. W sezonie 1964/65 Celtowie wygrali 62 spotkań, co oczywiście było najlepszym bilansem ligi, a Russell zdobywając średnio 14.1 punktów i 24.1 zbiórek po raz drugi z rzędu był najlepiej zbierającym, a przy okazji zdobył piątą i ostatnią w karierze statuetkę MVP. W playoffach los znów chciał, by naprzeciw siebie stanęli Celtics Russella oraz nowa drużyna Wilta Chamberlaina, Philadelphia 76ers. W najlepszym swoim meczu numer 5, Russell zanotował aż 28 zbiórek, 10 bloków, 7 asyst oraz 6 przechwytów! Jednak serię zakończył dramatyczny mecz numer 7 – 76ers przegrywali 109-110, ale na pięć sekund przed końcem stanęli przed szansą kolejnej udanej akcji, po stracie Billa. Piłkę z boku podawał Hal Greer, jednak John Havlicek zdołał ją przechwycić i za sprawą tego czynu oraz okrzyków legendarnego Johny Mosta („Havlicek stole the ball! It’s all over! Johnny Havlicek stole the ball!”) stał się pierwszym oficjalnym stealerem w historii ligi. Po Finałach Dywizji było już o wiele łatwej, bo w kolejnych finałach Celtics szybko rozprawili się z Los Angeles Lakers. W następnym sezonie Celtics znów pokonali zespół Chamberlaina (4-1 vs 76ers) i znów zdobyli tytuł kosztem Los Angeles Lakers (mocno emocjonujące 4-3). Pierwszy raz od siedmiu lat Russell nie zakończył sezonu ze średnią na poziomie… 23 zbiórek (22.8).

Przed sezonem 1966/67, legendarny trener Celtics, Red Auerbach, zapowiedział przejście na emeryturę. Początkowo chciał aby nowym coachem został jego były podopieczny – Frank Ramsey. Gdy ten pomysł upadł, chciał przekazać pałeczkę Cousy’emu, ale ten nie chciał trenować byłych kolegów. Trzeci wybór, Tom Heinsohn, także odmówił, ze względu na stosunki z Russellem. Jednak to właśnie Heinsohn zaproponował, żeby to Russell objął funkcję trenera, będąc jednocześnie graczem. Kiedy Auerbach spytał o to swojego centra, ten przystał na taką propozycję. Tym samym stał się pierwszym czarnoskórym trenerem w historii ligi. Niestety dla Celtów sezon ten zakończył trwającą 8 lat dominację na parkietach NBA. W końcu, Russella zdołał pokonać Wilt Chamberlain, który poprowadził 76ers do 68 zwycięstw w sezonie, co ówcześnie było najlepszym wynikiem w historii. W Eastern Finals zespół z Filadelfii łatwo pokonał Celtów, 4-1. Mimo porażki Russell zebrał dobre recenzje, jednak była to dla niego pierwsza, tak wielka porażka w karierze. Po ostatnim meczu Russell zabrał do szatni swojego dziadka – w pewnym momencie zobaczyli białego Johna Havlicka oraz czarnego Sama Jonesa, którzy biorąc prysznic omawiali mecz. Dziadek Russella zaczął płakać – spytany przez Billa co jest nie tak, ten powiedział jak dumny jest z niego – stał się trenerem organizacji, gdzie biali i czarni żyją w harmonii.

W przedostatnim sezonie Russella, (1967/68), statystyki powoli spadały, ale i tak robiły wrażenie – w wieku 34 Bill nadal osiągał średnio 12.5 punktów i 18.6 zbiórek na mecz. Celtics dotarli do Eastern Division Finals, pokonując po drodze Detroit Pistons (4-2), gdzie ponownie spotkali się z Sixers. Jednak tym razem to Phialdelphia miała przewagę parkietu. Dzień przed rozpoczęciem serii, 4 kwietnia 1968 roku, zamordowany został Martin Luther King – cały kraj był w wielkim szoku. Mimo to nie było opcji, by przerwać rozgrywki. W pierwszej grze, która nazywana była „pozbawioną emocji” Celtics niespodziewanie zwyciężyli. Jednak kolejne trzy mecze na swoją korzyść rozstrzygnęły Siedemdziesiątki Szóstki – wydawało się, że Celtics już są poza burtą playoffs. Co ciekawe w większości spotkań przeciwko Chamberlainowi bronił nie Russell, ale rezerwowy środkowy – Wayne Embry – to spowodowało, że prasa zaczęła spekulować o „wypaleniu się” Russella. Nic bardziej mylnego – Celtics wygrali kolejne trzy spotkania i jako pierwsza drużyna w historii odrobiła straty z 1-3 na 4-3! W ostatnim meczu serii, 15202 fanów Sixers, oglądało jak ich drużyna przegrywa, mogłoby się wydawać, wygraną serię. Russell ograniczył Chamberlaina do zaledwie dwóch oddanych rzutów w drugiej połowie. Do niego należała także końcówka spotkania – Celtics prowadzili 97-95 na 34 sekundy przed końcem – a Russell zaserwował kilka clutch-plays. Trafił wolny, zablokował rzut Cheta Walkera, zebrał piłkę po niecelnym rzucie Hala Greera i w końcu zaliczył asystę przy akcji Sama Jonesa, którego punkty przypieczętowały zwycięstwo Celtów. Następnie Celtics znów ograli Los Angeles Lakers (4-2) w Finałach i świętowali 10 tytuł w ciągu 12 roku. Po piątej z rzędu przegranej z Celtami Russella, obrońca Lakers Jerry West, który rozegrał fenomenalną serię, powiedział: „Jeśli miałbym wybierać któregokolwiek z zawodników w lidze, moim numerem 1 będzie Bill Russell. Bill Russell nigdy nie przestaje mnie zadziwiać.”.

Jednak w sezonie 1968/69 zdawało się, że Russell osiągnął punkt kulminacyjny. Zszokowany kolejnym zabójstwem (ofiarą został ówczesny prezydent USA – Robert F. Kennedy), rozczarowany wojną w Wietnamie oraz z problemami we własnym małżeństwie był przekonany, że w tak skorumpowanym państwie jak USA grając w coś tak powierzchownego jak koszykówka, marnuje swój czas. Miał ponad 15 kilogramów nadwagi, opuszczał obowiązkowe spotkania trenerów i nie było w nim widać żadnej energii. Mimo to Russell zebrał się w sobie i nadal potrafił notować mecze na poziomie prawie 10 punktów i 19.3 zbiórek. Jednak tym razem Celtics w sezonie regularnym grali słabo – bilans 48-34, choć jest marzeniem wielu klubów, był najgorszym od sezonu 1955/56. Koniczynki weszły do playoffs jako czwarty zespół na Wschodzie. I właśnie z pozycji underdoga pokonali kolejno 76ers oraz Knicks. W Finałach znów spotkali się z (cóż za niespodzianka!)… Los Angeles Lakers, których szeregi przed sezonem wzmocnił (kolejna niespodzianka)… Wilt Chamberlain. Pierwsze dwa mecze to dominacja jednego gracza – Jerry’ego Westa. 53 punkty w Game 1 oraz 41 w Game 2. Celtowie wrócili do Bostonu i wygrali trzecie spotkanie. W meczu numer 4 Celtics przegrywali punktem na 7 sekund przed końcem i to Lakers byli w posiadaniu piłki. Wymarzona sytuacja, wystarczy tylko skończyć ten mecz, będzie 3-1 i wracamy do Los Angeles. Upragnione 3-1 w serii z Celtami. Stało się jednak inaczej – Baylor stracił piłkę wychodząc na aut, a Sam Jones wykorzystał potrójną zasłonę (Bailey Howell, Larry Siegfried, John Havlicek) i trafił buzzer-beatera. Kolejne dwa spotkania padły łupem gospodarzy i ponownie doszło do siódmego starcia, które – tym razem – rozgrywane było w Los Angeles. Celtowie rozgniewani, zmotywowani i bardziej zdeterminowani postępowaniem właściciela Lakers, Jacka Kenta Cooke’a, który już wyprawiał ceremonię zwycięstwa, wygrali to spotkanie. Na pięć minut przed końcem goście z Bostonu prowadzili 9 punktami. Ponadto Jerry West mocno kulał po kontuzji w meczu numer 5, a boisko z powodu urazu nogi opuścił Chamberlain. Mimo bólu West zdobył dwa kosze back-to-back, a Chamberlain chciał wrócić do gry. Jednak trener Lakers, Bill van Breda Kolff, nie pozwolił mu wejść już do końca spotkania, twierdząc, że chciał pozostać odpowiedzialny. W ostatnich minutach ani Boston, ani LA nie mogli trafić. Aż do momentu, gdy rzucał Don Nelson. Rzucił on tak, że piłka odbiła się od tyłu obręczy i spadła pionowo wprost do kosza. Wynik ustaliły perfekcyjnie wykonywane wolne przez Celtów i to oni mogli się cieszyć z kolejnego, jedenastego i ostatniego tytułu w karierze Russella. Mecz numer 7 był także ostatnim meczem w wielkiej karierze Wielkiego Gracza. 35-letni Bill zdobył w nim 21 zbiórek. Po meczu Russell podszedł do zrozpaczonego Westa – który zdobył 42 punkty i został wybrany pierwszym MVP finałów NBA, na dodatek jako jedyny w historii, mimo porażki swojej drużyny – podał mu rękę i próbował go pocieszyć. Kilka dni później, 30 tys. fanów Celtics entuzjastycznie witało swoich bohaterów, jednak Russella nie było z zawodnikami. Russell odciął wszystkie swoje powiązania z Celtics.

C’s pomimo zdobytego mistrzostwa nie czuli jednak radości. Czuli się wręcz przeciwnie – oszukani. Oszukani przez swojego najlepszego gracza. Russell pozostawił Boston bez trenera i klasowego centra. Zaskoczony tym odejściem był nawet Red Auerbach, który w drafcie zamiast centra wybrał guarda Jo Jo White’a. Co prawda White do dziś uważany jest za jedną z legend Celtics, ale bez centra na poziomie All-Star Celtics w kolejnym sezonie, zakończonym z bilansem 34-38 nie znaleźli się nawet w playoffach. Po raz pierwszy od 1950 roku! Na dodatek Russell sprzedał swoją historię o przejściu na emeryturę Sports Ilustrated za $10,000 dolarów.

Akt 5. Post-dynastia

Celtics nie zapomnieli jednak, że to Russell był głównym powodem ich zwycięstw. Koszulka z numerem 6 już w roku 1972 zawisła pod dachem Boston Garden. Trzy lata później Russell został wprowadzony do Hall of Fame. Z powodu trudnych relacji z mediami Russella nie było na żadnym z tych wydarzeń. Jednak w roku 1999, gdy Celtics przenieśli się do nowej hali, zorganizowano kolejną ceremonię zastrzeżenia koszulki – Russell wyraził na to zgodę i pojawił się na uroczystości. Fani zgotowali mu długą owację na stojąco, a Bill nie krył swojego wielkiego wzruszenia. W ceremonii brali także udział Larry Bird, Kareem Abdul-Jabbar oraz Wilt Chamberlain. Russel był wyraźnie wstrząśnięty takim przyjęciem. Podziękował Chamberlainowi za to, że „dzięki niemu był lepszym graczem”, a kibicom za to, że „mógł być częścią ich życia”. Niestety Chamberlain zmarł z powodu choroby serca w październiku tego samego roku. Choć po zakończeniu kariery zawodnika Russell pozostawał w dość „zimnych” stosunkach z Bostonem, to w ostatnich latach uległo to znaczącej poprawie. W maju 2011 roku ogłoszono, że w Mieście Fasoli stanie pomnik Russella.

Po zakończeniu kariery zawodnika Russell nie przestał być trenerem. W latach 1973-1977 zasiadał na ławce trenerskiej Seattle Supersonics, którzy pod jego wodzą po raz pierwszy w swojej historii awansowali do playoffs. Pomimo tego okres pracy Russella z Sonics nie jest wspominany dobrze – jego taktyka (nacisk na obronę) niezbyt wpasowywała się w drużynę. Ogólny wynik trenerski Russella jako coacha ekipy z Seattle to 162-166. Co ciekawe dwa lata po odejściu Billa ze stanowiska, Sonics zdobyli mistrzostwo. W sezonie 1979 do tytułu poprowadził ich Lenny Wilkens, który – podobnie jak Russell – był bardziej defensywnym trenerem. Russell spróbował jeszcze raz, rozpoczynając sezon 1987/88 z zespołem Sacramento Kings, jednak po 58 meczach (17-41) zrezygnował. Tym samym zakończyła się kariera Russella na parkietach NBA.

Po zakończeniu kariery trenerskiej Russell pozostał blisko najlepszej ligi świata. Pracował jako komentator, pisał książki (m.in. „Russell’s Rules” – „Zasady Russella” z 2001 roku). W 1996 roku został wybrany do grona 50 Najlepszych Graczy w Historii NBA. W 2006 roku, Bill – dwukrotny zwycięzca NCAA – został włączony do HOF ligi akademickiej. Russell oraz John Wooden, Oscar Robertson, Dean Smith i James Naismith byli pierwszymi, którzy dostąpili tego zaszczytu. Podczas Weekendu All-Star 2009 w Phoenix komisarz ligi, David Stern, ogłosił, że nagroda MVP Finals od tej pory będzie nazywała się na cześć Russella. Tego samego dnia, podczas przerwy, Paul Pierce, Ray Allen oraz Kevin Garnett, czyli trójka Celtów, która brała udział w All-Star Game, zrobiła małą niespodziankę dla Russella. Niespodzianką był urodzinowy tort dla obchodzącego dwa dni wcześniej 75. urodziny Russella.

Akt 6. Podsumowanie

Bill Russell to jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w historii północnoamerykańskich lig sportowych. 12-krotny uczestnik All-Star Game, 5-krotny zdobywca nagrody MVP. Jedynie Henri Richard z Montreal Canadiens (NHL) może się z nim równać (dosłownie) w liczbie zdobytych tytułów. Jeden z czwórki graczy (pozostali to Henry Bibby, Magic Johnson i Billy Thompson), który zdobył tytuł mistrza NBA sezon po zdobyciu mistrzostwa NCAA (ogółem mistrzostw akademickich zdobył dwa). Złoty medalista olimpijski z roku 1956. Russell uważany jest za jednego z najlepszych w historii NBA. Jego niesamowite umiejętności blokowania oraz zmysł do obrony to główne powody wielkich sukcesów Celtics.

Nie zapominajmy jednak o jego niebywałym talencie do zbierania piłek. Obok Wilta Chamberlaina (55) jedyny gracz, który zebrał więcej niż 50 piłek w spotkaniu NBA (51). Co ciekawe Russell nadal jest rekordzistą jeśli chodzi o zebrane piłki w jednej połowie (32). To również Chamberlain wyprzeda Russella na liście graczy z największą ilością zbiórek w sezonie regularnym (21620) oraz na liście graczy z najlepszą średnią zbiórek w karierze (22.5). Russell jest jednak liderem w tych samych kategoriach, jeśli chodzi o playoffs – zebrał najwięcej piłek (4104) i ma najwyższą średnią (24.9). To nie jedyne rekordy Russella związane ze zbiórkami, Russell posiada również rekordy jeśli chodzi o zebranie największej ilości piłek w meczu finałowym (dwukrotnie 40) czy w jednej kwarcie meczu Finals (19). Co ciekawe z Russellem w drużynie nigdy nie mogłeś przegrać meczu decydującego o losach serii. Bill brał udział w 11 takich spotkaniach (10-krotnie w Game7 oraz raz w Game5) i bilans tych spotkań to… 11-0.

Jednak największym sukcesem Russella nie były wszystkie tytuły czy nagrody jakie zdobył. Swoje największe zwycięstwo odniósł w walce z rasizmem. Wiele razy doświadczał tego przykrego zjawiska, ale nie ustawał w ciągłej walce. Był odporny i wytrzymały. Jak sam mówi: „Wytrzymałość jest częścią tego, co czyni sportowca wybitnym.”. Doczekał czasów, gdzie biali i czarni żyją w pełnej harmonii. Co więcej – gdzie Afroamerykanów jest w NBA zdecydowanie więcej niż białych. A przecież to właśnie Bill Russell był jednym z pierwszych czarnoskórych graczy w lidze, był pierwszą prawdziwą czarnoskórą supergwiazdą NBA. Został także pierwszym w historii czarnym trenerem, nie tylko w NBA, ale pierwszym we wszystkich amerykańskich ligach. Bill Russell dał niesamowity przykład, że nie zważając na kolor skóry można zostać naprawdę kimś. I to pewnie dzięki temu możemy go dziś nazwać „The Greatest”.