#376 Bostoński Tygodnik

Niedziela, czyli czas na Bostoński Tygodnik, gdzie porozmawiamy nie tylko o Bostonie, ale o NBA. Dziś kolejny odcinek, w którym porozmawiamy o naszej drużynie. Jak zawsze będzie to zbiór myśli ważnych, mniej ważnych, kompletnie nieistotnych. Zawsze dobrze jest pogadać, poplotkować i zostawić coś po sobie. Taki bonusik od nas dla was – bo „Dzień Święty należy Święcić”.

[Adrian] 0,2 sekundy – o tyle przegraliśmy G4. Ależ zabolało, bo ten mecz był na wyciągniecie reki i to dwa razy. Ten mecz nam nie wyszedł, a  wystarczyło wykorzystać jedną z dwóch szans na zgaszenie świateł. W tym meczu prawie cały czas goniliśmy. W tym meczu kosz tyle razy wypluł nam piłkę, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. A mimo to – zabrakło nam  0,2 sekundy do wygranej.

[Timi] Bardzo boli ta porażka, tym bardziej że udało nam się pokazać naprawdę fajny charakter w drugiej połowie. Tym razem nie było tak, że to my oddaliśmy jakąś wielką przewagę, tylko wreszcie nastąpiło przebudzenie po słabiutkiej pierwszej połowie i gdy trzeba było gonić, to udało nam się fantastycznie odrobić straty. Tym większa szkoda, że ostatecznie tak niewiele nam zabrakło.

[Adrian] Na plus – 4 kwarta i to bezapelacyjnie. Zamordowaliśmy ich wtedy na deskach i na łuku. Tylko w 4 kwarcie zablokowaliśmy ich pięć razy – PIĘĆ!!  Z czego 3 razy blok na pysk dostał Embiid. W 4 kwarcie byliśmy królami i zabrakło naprawdę niewiele. To chyba boli najbardziej, że nie zamknęliśmy tej kwarty – tak, jak na to zasługiwaliśmy. Tak jak zasłużyła na to drużyna, która zrobiła z Sixers wiatrak. Na plus zabieganie Embiida w trzech kwartach.

[Timi] Ta czwarta kwarta to coś, co pięknie przeżywaliśmy na spotkaniu kibiców w Poznaniu. Fantastyczne emocje, znakomity doping i świetna gra Celtów. Zabrakło tylko trafienia Smarta na koniec, abyśmy tam wybuchli wszyscy z ekstazy.

[Adrian] Na minus – ofensywa w pierwszej połowie w wykonaniu Tatuma i Horforda. Pierwszy zaliczył 1 z 9, a drugi 1 z 6. Na szczęscie się obudzili, ale jednak niesmak pozostał. Kilka błędów w obronie – jak np Brown, który w ostatniej akcji Sixers postanowił wybrać piłkę Embiidowi, ale zostawił Hardena. Jak powszechnie wiadomo, 2 punkty to mniej niż 3 i gdyby nawet Embiid trafił, to byłby to tylko rzut na drugą dogrywkę. Matematyka ma przyszłość.

[Timi] O pierwszej połowie nie ma nawet co wspominać, bo to był fatalny nasz występ, a i tak dobrze, że ten nasz dołek nie był aż tak duży, żebyśmy się nie mogli z niego wydostać. Natomiast już do Browna można mieć naprawdę spore pretensje, gdyż był to błąd żółtodzioba, tym bardziej że założenie było takie, by Embiida nie podwajać! Trafi, to trafi – będzie remis i w sumie gramy dalej z szansą na zwycięstwo.

[Adrian] Uwag kilka – ależ się po meczu dostałao Mazzulli. Moim zdaniem zupełnie niesłusznie. Nie brał czasu, bo i po co. Akcja na koniec 4 kwarty, rozegrana doskonale – Smart na czystej pozycji – nie trafił, zdarza się. Akcja na koniec dogrywki – to samo, tym razem trafił, ale ułamki sekundy za późno. Czy jakby wziął czas to coś by to dało? No to, że Sixers mogliby się lepiej ustawić do obrony, a dodatkowo Embiid dostałby sporo czasu na złapanie tlenu, bo przecież on w końcówce oddychał już dupskiem. Kompletnie nie mam pretensji do Joe po tym meczu, nie zawsze wszystko wychodzi.

[Timi] Z jednej strony tak i czasami taki brak czasu wychodzi na dobre. Gdy rok temu Udoka nie brał czasu w końcówce G1 przeciwko Nets, a Tatum zapewnił nam zwycięstwo, to wszystko było super. Tutaj gdyby Smart zmieścił się w czasie – wystarczyło odrobinę wcześniej rozpocząć tę finałową akcję – to pewnie też nikt do nikogo nie miałby pretensji. Ale nasze statystyki w takich sytuacjach w RS jednoznacznie wskazują na to, że dużo lepiej szło nam w przygotowanych setach. Może więc można było dać sobie nieco większą szansę i tę akcję przygotować, tym bardziej że już raz 76ers w tym roku w ten właśnie sposób ukuliśmy.

[Adrian] W G5 to nas po prostu zmietli z parkietu, ale tak to jest, jak się nie gra na 100%, bo że podstawowy skład na 100% nie zagrał, to pokazały rezerwy, które wyszły w 4 kwarcie i zaczęły odrabiać stratę. Agresywna obrona, szybki atak – rozrzucenie piłki i okazało się, że można.

[Timi] Po co te wszystkie przedmeczowe zapowiedzi naszych? Skoro potem wychodzą na parkiet i grają w taki sposób. To był moim zdaniem najgorszy nasz mecz w tym sezonie. Za wolno, za słabo. Za dużo strachu, za dużo przestrzelonych trójek. 76ers nie zagrali wcale super, ale trzeba im oddać, że są dla Celtów naprawdę trudnym rywalem i jak już poczuli krew, to rozegrali to naprawdę dobrze. No a Doc Rivers na razie ma swój moment satysfakcji.

[Adrian] Jak się nie chce dawać z siebie 100% to trudnym. Naszym największym problemem jest mental. Wydawało się, że Mazzulla ogarnął to na początku sezonu tymi zamkami, które dzień w dzień budowali od nowa. No to coś ostatnio to przestało działać. Tatum pokazuje cała gamę zagrań Kobasa, szkoda że Mamaba Menatlity nadal nie dojechało.

[Timi] Trochę nie jestem w stanie pojąć, co się dzieje z Tatumem w pierwszych połowach ostatnich spotkań. Przecież to nie jest tak, że wcześniej miał tego typu kłopoty z dobrym wejściem w mecz. Oby jak najszybciej się z tego otrząsnął.

[Adrian] Na plus – Pritchard, który wszedł i zaczął robić gnój. Robił z nimi, to co z nami robił Maxey – szybko i do przodu. Bo czasami wystarczy, że się chce grać.

[Timi] Kiedyś po jednym z takich meczów napisałeś, że plusem jest, że nikt nie doznał kontuzji. Ja bym to w tym przypadku powtórzył. Chciałbym też, żebyśmy za kilka dni spojrzeli na ten mecz i powiedzieli sobie, że to był jakiś taki nasz najgorszy moment, który udało się przekuć w coś dobrego. Że dało nam to motywację i pokazało, jak nie grać. Tylko że taką nadzieję wyrażałem już w tym sezonie kilka razy, a pisanie o niej kolejny raz to dowód na to, w jak toksycznym związku z naszą ulubioną drużyną przyszło nam w tym sezonie żyć.

[Adrian] Na minus – nie chce mi się rozwodzić, analizować, wyszczególniać – jestem już tym zmęczony, bo nic nowego nie napisze. To krótko – na stojąco nie da się wygrać w PO. No nie da się – jak się drepcze w miejscu, jak się gra na 70-80%, to się nie da. A my tak gramy w większości spotkań.

[Timi] Bolesną weryfikację przeszliśmy w tym meczu jako zespół. Liderzy nie dojechali, a reszta składu zapewniła tak naprawdę minimalne tylko wsparcie. Horford bez celnego rzutu z dystansu. Brogdon fatalnie w obronie. White totalnie nam zniknął. Nagle okazuje się, że tam, gdzie miała być nasza przewaga w starciu z 76ers, to jest czarna dziura.

[Adrian] Uwag kilka – mecz w nocy z czwartku na piątek, to już mecz o życie. Czy Celtics go wygrają? Jeśli chce żyć to musi, a że umie takie mecze wygrywać, to pokazali np. w poprzednim sezonie. Tylko czy na pewno się uda – bo to jest tylko jeden mecz, tu nie ma marginesu błędu. Horford nie może kolejny raz zawalić wszystkich rzutów, a Tatum musi trafiać od pierwszej kwarty.

[Timi] Ostatni dzwonek dla tego zespołu. I to już taki naprawdę ostatni. Rok temu byliśmy w podobnej sytuacji i po rozczarowującej porażce w G5 przeciwko Bucks – gdzie oddaliśmy prowadzenie w końcówce – trzeba było jechać do hali drużyny broniącej tytułu mistrza i wyszarpać zwycięstwo, by przedłużyć sezon.

[Adrian] G6 i walczymy o życie. Gdy było +16 w połowie 2 kwarty, wydawało się że świat stoi przed nami otworem, a potem kilkanaście minut i jesteśmy 5 punktów w plecy. No fatalnie to wyglądało. Jednak drużyna się podniosła, zrobiła to w naprawdę dobry stylu. Mocna obrona i do gry przyszedł Tatum. Na szczęście przyszedł i ostatnie 5  minut na parkiecie było jego.

[Timi] To była prawdziwa walka o przeżycie. Mnóstwo wzlotów i upadków, ale na całe szczęście Tatum przejął mecz w ostatniej chwili. W wywiadzie po meczu podkreślił jednak, że ma obok siebie fantastycznych kolegów z drużyny, którzy nie tylko potrafią pociągnąć zespół, ale też dalej wierzyć w niego nawet w takim meczu. Jak dobrze, że udało się uniknąć tej rzeczywistości, w której Tatum się nie budzi, a my kończymy w Filadelfii sezon. Oby go to odblokowało, bo to tak naprawdę już trzeci kolejny mecz, w którym fatalnie zaczyna. Lider drużyny nie może sobie na to pozwolić, nawet jeśli w ostateczności się budzi.

[Adrian] Na plus – dobra obrona, nie licząc tych kilkunastu minut gdy nam się przysnęło i całą przewagę szlag trafił. Brogdon, Smart i Brown którzy ciągnęli grę w ataku przez większość meczu. TimeLord kontestował 11 rzutów Sixers, a Horford 12, razem 23 rzuty, a cała drużyna z Filadelfii 20 rzutów. Znowu zabiegaliśmy Embiida – gdy w ostatnich 6 minutach Tatum ich demolował, JoJo nie zdobył nawet 1 punktu.

[Timi] No ba, cały zespół 76ers zdobył tak naprawdę zaledwie jeden punkt w tych ostatnich minutach, jeśli nie liczyć trafienia w ostatniej minucie, gdy wynik spotkania był już rozstrzygnięty. Fantastyczny występ Smarta – jeden z najlepszych meczów w jego karierze. No i znakomita przez większość meczu obrona. 86 punktów rywala to nasz najlepszy wynik w calutkim sezonie!

[Adrian] Na minus – w takich meczach widać, że brakuje na wartościowego skrzydłowego na ławce. Graliśmy w 7 osobowej rotacji i trochę ciężko to ustawić tak, żeby równocześnie przez cały mecz było na parkiecie dwóch skrzydłowych, bo Horford skrzydłowym nie jest. Skuteczność Horforda i Tatuma w pierwszych połowach trzech ostatnich spotkań – lepiej przemilczeć. Albo nie – Tatum w 3 ostatnich meczach miał w pierwszej połowie skuteczność 13% a Horford 7%. Nawet jakby ich zsumować, to jest to katastrofa.

[Timi] Katastrofa to jest mało powiedziane. Tym większe brawa dla reszty drużyny, że w Filadelfii po 24 minutach mieliśmy siedem punktów przewagi. Co do skrzydłowego, to pełna zgoda i tutaj idealnie mógłby wejść ktoś taki jak Gallo. Szkoda, że ani w okienku transferowym, ani w okresie buy-outów nie udało się pozyskać nikogo wartościowego. Tak sobie teraz myślę, że może jednak trzeba było handlować Pritchardem, choć też jego moment w tych playoffs może jeszcze nadejść.

[Adrian] Uwag kilka – no i czeka nas G7. Najpiękniejsze dwa słowa w koszykówce – GAME SEVEN. Miejmy nadzieję, ze Doc Rivers nic nie odczaruje i wygramy w niedzielę. Byleby tylko wyjść na 100%, nie przespać pierwszej połowy, znowu zabiegać Embiida. Po prostu zagrać swoje. Wiemy jak ich pokonać, potrzebujemy tylko pewności siebie i zapierdalania przez 48 minut – nic więcej.

[Timi] Dokładnie tak, ale wydaję mi się, że tutaj już nikomu nie będzie trzeba tego mówić. Dla naszych graczy nie jest to pierwsze takie rodeo. Smart i Brown mają bilans 5-1 w meczach numer siedem, a Tatum ma bilans 4-1. Ta jedyna porażka to przeciwko Cavs w 2018 roku.

[Adrian] W poprzednim Tygodniku poruszyliśmy sprawę artykułu z The Athletic, który opisywał, że w najgorszym momencie poprzedniego sezonu to Mazzulla był tym, któremu najwięcej zawdzięczali sami zawodnicy i sami o tym mówili. Po tym arcie, ja trochę zmieniłem optykę na zwolnienie Udoki. Nawet pogrzebałem w starych tweetach z sierpnia i września, żeby sprawdzić czy mam rację. No i chyba mam. Gdy Hardy został zatrudniony w Utah, to warto pamiętać, że Mazzulla też był tam na rozmowach. W sierpniu Larry Brown mówił, że Joe został najważniejszym asystentem i przed nim świetlana przyszłość w Bostonie. Na początku września właśnie u Browna, Adrian Wojnarowski powiedział, że Mazzulla może kiedyś zastąpić Udokę, jeśli ten odszedłby z Bostonu. 23 września Udoka został zawieszony, a Mazzulla został trenerem tymczasowym. W międzyczasie Mazzulla też przewijał się w kilku plotkach, o byciu kandydatem na trenera w innych organizacjach. Gdy Udoka został zatrudniony w Houston, to NBA wydało oświadczenie, że śledztwo wykazało iż nie ma przeciwwskazań do zatrudnienia Ime jako trenera. Na dobrą sprawę wiemy tylko o związku z kobietą, głupich komentarzach i smsach Udoki. Złamanie regulaminu owszem, ale żadne przestępstwo. Ja zaczynam podejrzewać, że to był tylko pretest do pozbycia się Udoki, równie dobrze mógł dostać kare finansową, dwutygodniowy urlop i skierowanie na jakieś zajęcia terapeutyczne. Stevens i Grousbeck doszli do wniosku, że za sukcesami stoi tak naprawdę Hardy i Mazzulla – jeden to niesamowity taktyk, a drugi potrafi dotrzeć do zawodników. Jednego już stracili, a drugi może lada chwila odlecieć. No i zastosowali ucieczkę do przodu – nagłe zawieszenie Udoki, awans Mazzulli.

[Timi] Jakieś kropki da się tu połączyć, ale trochę tego nie widzę, tym bardziej że Celtics mieli Mazzullę u siebie od lat i mogli go mianować pierwszym trenerem już w 2021 roku, gdy to stanowisko obejmował Udoka. I też trudno uwierzyć w to, że władze klubu miałyby zdecydować się na takie działania, które w rezultacie doprowadziły do tego, że nasz sztab stracił tak naprawdę dwie najważniejsze osoby. To już bardziej bym uwierzył chyba w te plotki, że Udoka miał romansować z partnerką któregoś z właścicieli i dlatego nie było szans, aby Ime miał dalej pracować w Bostonie.

[Adrian] Tylko na początku poprzedniego sezonu, to nie wydarzyła się jeszcze ta zapaść, z której drużynę najbardziej wyciągał właśnie Mazzulla. Dlaczego dwie najważniejsze osoby? Hardy odszedł kilka miesięcy przed wylotem Udoki. Tu raczej mogło chodzić o zatrzymanie Mazzulli i pozbycie się Udoki bez odprawy. Bo finalnie Udoka odszedł bez złamanego grosza za ten sezon i kolejne, to kwota ok 15-18 mln dolarów która zaoszczędziła organizacja. Ja dam sobie rękę odciąć, że gdyby Stevens mógł cofnąć czas, to pierwszym trenerem zostałby Hardy a jego asystentem Udoka. Tylko wtedy była ta aferka o zbyt dużą ilość białych trenerów w lidze.  Te plotki o romansie z partnerką jednego z właścicieli, to raczej wymysł brukowców. Najmłodszą żonę ma Wyc, tylko ona zaraz będzie miała 60 lat – jeśli sie nie mylę to 14  więcej niż Udoka. Grupa właścicieli Celtics to starsi panowie w przedziale wiekowy 61-88 lat, ich żony są w podobnym wieku. Jak przejmowali zespół, to byli piękni i młodzi, ale to było ponad 20 lat temu.

[Timi] Odejście Udoki bez odprawy było też jednak na rękę jemu samemu, bo dzięki temu mógł sobie poszukać po prostu nowego miejsca w lidze. Podpisał zresztą sporych rozmiarów kontrakt w Houston, bo tam właściciel jest na tyle bogaty, że w ogóle nie musi się takimi rzeczami przejmować. Natomiast jak było naprawdę z tą całą aferą i awansem dla Mazzulli, to się pewnie nigdy nie dowiemy. Zastanawiające jest jednak to, że nawet po takim czasie nadal nie wypłynęły dosłownie żadne szczegóły tej sprawy. Wydaje się, że przynajmniej na razie wszyscy zamknęli już za sobą drzwi. Może ktoś zdecyduje się je otworzyć za kilka dekad przy okazji pisania autobiografii.

[Adrian] Jaylen Brown w 2-nd All NBA team – jest to o tyle ważne, że teraz może od Celtics dostać supermaxa, czyli w tym przypadku 295 mln za 5 lat. Jayson Tatum w 1-st All NBA Team – czego się spodziewaliśmy. No a Derrick White w 2-nd NBA All- Defensive Team. Sypnęło nagrodami mocno – teraz tylko nie spierdolić tego sezonu w 2 rundzie.

[Timi] Nagrody są za sezon zasadniczy i tutaj rzeczywiście nie było wątpliwości, że każdy z tej trójki zasłużył na wyróżnienie. Szkoda tylko, że w fazie play-off jak na razie troszeczkę inaczej to wygląda. Natomiast oczywiście w przypadku Jayów te wybory do All-NBA mają także duże przełożenie na przyszłość klubu, bo teraz obaj mogą podpisać supermaxy – Brown już tego lata, a Tatum za rok.

[Adrian] Jak to Brown powiedział w wywiadzie – jak zostanę doceniony to zostanę. No to dostanie 295 milionów zielonych powodów żeby zostać. Inne organizacje będą mogły mu zaoferować o ok 100 milionów powodów mniej. Stevens zaciera łapki, bo to naprawdę ułatwiło mu zadanie przedłużenia Jayów w Bostonie.

[Timi] Jedyna kwestia jest taka, czy jemu rzeczywiście chodzi przede wszystkim o docenienie pieniężne. Nie da się jednak ukryć, że te dodatkowe miliony rzeczywiście ułatwiają sprawę, tym bardziej że poprzedni kontrakt JB nie był maksem, więc teraz najprawdopodobniej mocno zależeć mu będzie na tym, by podpisać możliwie największą umowę.

[Adrian] Jimmy Butler wrócił do składu i nie było żadnych wątpliwości, która drużyna jest lepsza. Miami trafiło zaledwie 7 rzutów zza łuku, ale Knicks tylko 8 i przegrali 19 punktami. Chyba wszyscy będą kosmicznie zdziwieni, jeśli Miami nie awansuje do ECF. NYK doprowadził do G6, co ciekawe w piątym meczu Brunson rozegrał pełniutkie 48 minut.

[Timi] Po dwóch zwycięstwach Heat w Miami wydawało się, że stać ich na zamknięcie tej serii w piątym meczu, ale tym razem większy impuls dał Brunson, który na parkiecie spędził tyle minut także ze względu na problemy z faulami Josha Harta. To jednak cały czas Knicks nie mają żadnego marginesu błędu, chociaż ja nie miałbym nic przeciwko, żeby ta seria rozstrzygnęła się w starym dobrym stylu w meczu numer siedem w Madison Square Garden.

[Adrian] To lecimy na inne parkiety. Lakers demolują w G3 GSW i wychodzą na prowadzenie 2-1. Zaskakuje tu tylko łatwość, z jaką LOLki rozbiły aktualnych jeszcze mistrzów NBA. Czyżby w kolejny meczy James wyszedł an 3-1 i miał już te serię pod kontrolą? GSW wygrywają u siebie i zobaczymy czy LAL to zamkną u siebie.

[Timi] Niespodziewanym bohaterem Lakers w G4 okazał się Lonnie Walker IV, ale faza play-off to też właśnie takie historie, gdzie nagle katem broniących tytułu mistrzów okazuje się ktoś, kto jeszcze kilka dni wcześniej nie był nawet w rotacji. Warriors uratowali się w G5 i przedłużyli jeszcze sobie sezon, ale w tej chwili najważniejsze będzie to, co ze zdrowiem Davisa, który w czwartej kwarcie środowego meczu otrzymał cios w głowę i spotkania nie dokończył.

[Adrian] Słońca doprowadziły do stanu 2-2. Podczas meczu Jokić miał spięcie z nowym właścicielem zespołu z Arizony. To niewiarygodne, że kibic (bo gość podczas meczu jest tylko i wyłącznie kibicem) może zabierać z rąk zawodnika piłkę i nie zostanie wyrzucony z hali. No sorki – ale NBA tutaj powinna być bezwzględna. Właściciel czy nie, za taką głupotę powinna być kara. Jokić pewnie za łokcia zostanie ukarany, mam nadzieje że tylko finansowo. No i dokładnie tak było, a Denver jest już 3-2 i brakuje jednej wygranej.

[Timi] Jokić nawet żartował po meczu, że to Ishbia powinien zapłacić jego karę. Fakt faktem, że obaj zachowali się w tej sytuacji nieodpowiednio, bo ani Jokić nie powinien używać łokcia w stosunku do kibica, ani też kibic – w tym przypadku obojętnie czy to właściciel, czy nie – nie powinien w ten sposób postępować.

[Adrian] Durant znowu bez pierścienia, jak nie ma obok siebie Splash Brothers. CP3 to tradycyjnie – postawili w Arizonie wszytko na jedna kartę i zostali z niczym. Zobaczymy co sie tam wydarzy latem, bo chyba formuła z CP3 to sie wyczerpała przez jego urazy.

[Timi] Pytanie tylko, co teraz Suns zamierzają począć z 38-letnim Paulem. Ściągniecie Duranta przy jednoczesnym braku innych wzmocnień spowodowało zresztą, że KD w tej serii z Nuggets pod koniec to już nóg nie czuł, siódme poty z siebie wylewając. A przecież w jego przypadku to nie powinno mieć miejsca, tym bardziej przy jego problemach zdrowotnych. Booker też zniknął w najważniejszym momencie – po raz kolejny zresztą. Za to Lakers grają dalej. Udało im się w miarę łatwo zatrzymać Warriors i choć na pierwszy rzut oka nie będą faworytem serii z Nuggets, to jednak znów nie można ich przekreślać. Mają naprawdę dużo argumentów, by jednak się w wielkim finale zameldować.

[Adrian] Loteria draftu, to bardzo ważny dzień nie tylko dla najwyżej rozstawionych zespołów. Ten dzień zadecyduje o kolejności wielu picków, a co za tym idzie – jedni je stracą, a inni zyskają. Loteria za dwa dni, a w Detroit, Houston, San Antonio, Charlotte i Portland emocje sięgnęły zenitu. Każdy ma nadzieję na pierwszy pick i zdolnego Francuza. Sam Draft też może być mega ciekawy – bo istnieje olbrzymia szansa, że w Top5 będzie tylko jeden zawodnik z NCAA i wcale nie dlatego, że topka to Europejczycy, poza Francuzem nikt do tak wysokiego wyboru nie aspiruje.

[Timi] Wemby na spokojnie obejrzy sobie całe to szaleństwo we Francji, bo sezon ligi francuskiej jeszcze się nie skończył, a wciąż chyba pewne jest, że to właśnie Wembanyama będzie numerem jeden draftu. Naprawdę nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, aby zwycięzca loterii dokonał innej decyzji.