Smart z nadziejami na G4

Przed rozpoczęciem serii wiadomo było, że obie drużyny – Milwaukee Bucks i Boston Celtics – będą musiały przynajmniej na początku radzić sobie bez dwóch ważnych zawodników. Wtedy jednak zdawało się, że to Malcolm Brogdon powinien wrócić na parkiet jako pierwszy. Teraz okazuje się, że bliższy powrotu do gry jest Marcus Smart, który w niedzielę powiedział dziennikarzom, że ma nadzieję zagrać w poniedziałek. Obrońca wrócił bowiem do treningów na pełnym kontakcie i w weekend wszystko wyglądało całkiem dobrze, natomiast występ Smarta zależy przede wszystkim od tego jak się będzie czuł na godziny przed meczem. Jego powrót z pewnością byłby pozytywnym zastrzykiem energii dla Celtics, którzy przegrywają w serii 1-2.

W niedzielę minęły dokładnie cztery tygodnie od kontuzji Smarta. Prognoza mówił o czterech do sześciu tygodni odpoczynku, lecz trener Brad Stevens od początku przestrzegał, że te cztery tygodnie to bardzo optymistyczne założenie. Jak zwykle jednak 25-latek znów na przekór prognozom rzeczywiście ma szansę wrócić do gry po czterech tygodniach i jak sam mówi, bardzo chciałby zagrać już w poniedziałkowym meczu numer cztery w Bostonie. Podekscytowana powrotem tak ważnego zawodnika jest też cała drużyna, o czym mówił Kyrie Irving:

„Jest naprawdę ważną częścią naszego zespołu. Zdejmuje z nas sporo presji i czyni moje życie znacznie łatwiejszym.”

Celtom brakuje przede wszystkim tych małych rzeczy, z których znany jest Smart, choć taki Irving na pewno tęskni też za możliwością gry ze Smartem, która otwiera mu więcej posiadań bez piłki. Pytanie, czy 25-letni zawodnik tak szybko po powrocie będzie w stanie dać z siebie sto procent. Wracamy pamięcią do zeszłego roku, kiedy powrót Smarta w G5 serii z Bucks dodał Celtom wiatru w żagle. Miejmy więc nadzieję, że jeśli do powrotu w poniedziałek naprawdę dojdzie to będzie podobnie jak w zeszłym roku. Tymczasem w G4 na pewno nie zagra Brogdon.