Justin Dentmon jest piątym zawodnikiem w tym sezonie, któremu udało się osiągnąć granicę 40 pts w starciu przeciwko Maine Red Claws (8-7). To właśnie doświadczony rozgrywający poprowadził ekipę Texas Legends (7-7) do zdecydowanego zwycięstwa w Portland Expo Building nad afiliacją Boston Celtics, która w pierwszej połowie posiadała inicjatywę, ale po zmianie stron została zdominowana przez gości. Szanse na skuteczny comeback ostatecznie przekreśliły wydarzenia z drugiej minuty czwartej kwarty, kiedy szósty faul popełnił Kadeem Allen, a za zbyt gwałtowne protesty w kierunku sędziego z gry wykluczony został Jabari Bird, który wcześniej miał świetny dzień i zdobył 29 pts.

BOXSCORE

Pierwsza połowa była bardzo wyrównania i aż czternastokrotnie drużyny zabierały sobie prowadzenie. Od początku był to mecz, w którym główne role odgrywali na parkiecie Justin Dentmon i Jabari Bird, a ich korespondencyjny pojedynek strzelecki mógł robić duże wrażenie. Lider gości z Frisco, który przez kilka lat występował poza Stanami Zjadnocoznymi, m.in. na europejskich parkietach w barwach Żalgirisu Kowno, Olimpii Mediolan, czy Galatasaray Stambuł, do przerwy miał 22 pts (7/12 FG). Z kolei gracz na umowie two-way z Celtics uzbierał 17 pts (7/10 FG i 8 reb).

Po początkowych problemach Red Claws przejęli kontrolę na spotkaniem i przez długi czas w 1st half byli na plusie. Świetne wsparcie z ławki dawał rezerwowy backcourt gospodarzy – Trey Davis i L.J. Peak. Goście wyszli na prowadzenie dopiero w ostatniej minucie pierwszej połowy i jak się okazało, nie oddali już inicjatywy do końca spotkania.

Po zmianie stron podopieczni Brandona Bailey’a zaczęli seryjnie pudłować, a dodatkowo mieli olbrzymie problemy ze skuteczną obroną strefy podkoszowej i punktowaniem właśnie z tego obszaru goście zaczęli budować solidną przewagę, która w pewnym momencie wyniosła ponad trzydzieści punktów. Świetnie zaczął grać Kyle Collinsworth, któremu ostatecznie do triple-double zabrakło ledwie jednej asysty (21 pts – 14 reb – 9 ast), a duet podkoszowych Brandon Ashley (20 pts) i Jameel Warney (18 pts) bez najmniejszych problemów radził sobie z Devinem Williamsem oraz Joshem Adeyeye. Bird starał się jak mógł trzymać Red Claws w grze, jednak był w tym osamotniony, bowiem nikt z jego partnerów nie był w stanie zapewnić jakości w grze ofensywnej i punktów do wspólnej puli.

Nadzieje na skuteczną pogoń prysły kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu czwartej odsłony, kiedy sędziowie odgwizdali Kadeemowi Allenowi charging foul, który był zarazem jego szóstym przewinieniem indywidualnym i 24-latek musiał zakończyć swój udział w meczu. Z decyzją arbitrów nie mógł pogodzić się Bird, któremu wyraźnie puściły nerwy i w ciągu zaledwie kilku sekund za agresywne zachowanie został ukarany dwoma faulami technicznymi i wykluczony z dalszej gry. Emocje wzięły górę również nad Bailey’em, który widząc bezradność swoich podopiecznych, nie wytrzymał po kolejnej trójce Dentmona (finalnie 43 pts, 14/23 FG, 6/12 zza łuku) i postanowił swoje buzujące emocje wyładować na arbitrach.

W zespole Maine Red Claws, poza Birdem, zabrakło graczy, którzy gwarantowaliby grę na stabilnym poziomie przez całe spotkanie. Każdy miał swoje dobre fragmenty, po których jego występ przepadał gdzieś w zapomnienie. Daniel Dixon miał w czwartej kwarcie 12 pts i wykorzystał swoją szansę z ławki, ale nie mogło to mimo wszystko wpłynąć na losy spotkania. Warto też odnotować, że w pierwszej połowie w barwach afiliacji Celtics zadebiutował DeAndre Daniels, który w 2014 roku został wybrany na początku drugiej rundy draftu przez Toronto Raptors, jednak nigdy w NBA nie zagrał.

Gracze z Portland w stanie Maine wciąż nie mogą złapać rytmu i grają w kratkę. Nadal zajmują trzecie miejsce w tabeli Atlantic Division i do prowadzącej ekipy Westchester Knicks tracą już 2,5 meczu.