Po bardzo wyrównanym spotkaniu afiliacja Boston Celtics pokonała na własnym parkiecie w hali Portland Expo Building zespół Grand Rapids Drive wynikiem 99:96. Podopieczni Brandona Bailey’a odnieśli czwartą wygraną w sezonie i z bilansem 4-1 przewodzą stawce w Atlantic Division. Gracze Maine Red Claws dobrze rozpoczęli rozgrywki 2017/18, choć styl gry w starciu z Drive pozostawiał wiele do życzenia. Najlepszymi zawodnikami MRC byli Jabari Bird oraz L.J. Peak, którzy zgodnie zdobyli po 23pts, ale wiele dobrego w drugiej połowie zrobił również rezerwowy Trey Davis. Zaledwie dziesięć minut zagrał Kadeem Allen, który najprawdopodobniej narzekał na drobny uraz.

BOXSCORE

To nie był przyjemny dla oka mecz – oba zespoły popełniły łącznie aż 39TO i momentami serwowały kibicom długie sekwencje chaotycznej koszykówki. Spotkanie było bardzo wyrównane o czym świadczą statystyki zapisane w protokole – niemal identyczna skuteczność z gry i w próbach obwodowych, a do tego podobna suma zebranych piłek, błędów i asyst.

W pierwszej połowie gospodarze grali zbyt nerwowo w ataku, preferując szybkie posiadania, co wielokrotnie kończyło się startą lub próbą z nieprzygotowanej pozycji. Aktywny był jedynie Kadeem Allen, który penetrował pomalowane i kreował partnerów na obwodzie, choć jego akcje również kończyły się z różnym skutkiem. Stylem swojej gry bardzo przypomina Demetriusa Jacksona – to również zawodnik, który preferuje szybkie tempo, przez co można czasem odnieść wrażenie, że jest koszykarskim „jeźdźcem bez głowy”. Gospodarze długo też nie mogli wstrzelić się zza łuku, rozpoczynając spotkanie od spudłowania siedmiu prób dystansowych. W defensywie Red Claws wyraźnie gubili się przy przekazaniach i co ciekawe wynikało to głównie z braku odpowiedniej komunikacji, przez co obaj obrońcy biegli w kierunku kosza za rolującym przeciwnikiem, w konsekwencji niemal darując w prezencie celne trójki m.in. Derekowi Willisowi. Szczególnie w pierwszych fragmentach spotkania zawodnicy MRC byli zbyt agresywni pod własnym koszem i kilkakrotnie w zupełnie niepotrzebnych sytuacjach kosztowało to ich akcje „and one”. Najbardziej dotknęło to Jonathana Holmesa, który już po dwóch minutach drugiej ćwiartki złapał trzecie przewinienie i wpadł w foul trouble. Wszystkie błędy w połączeniu z przeciętną skutecznością sprawiły, że przyjezdni przeprowadzili w 2Q run 11:0 i odskoczyli na bezpieczny dystans kilku posiadań. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do miejscowych. Świetną zmianę dał L.J. Peak, który w tym fragmencie zdobył 11pts, będąc 4/7 FG. Mocno wspierał go Jabari Bird i dzięki temu Red Claws na przerwę schodzili z +3 po swojej stronie.

Afiliacja C’s bardzo dobrze rozpoczęła drugą połowę i powiększyła przewagę. Wydawało się, że gospodarze na dobre przejęli inicjatywę, jednak w odpowiedzi przyjezdni zrobili run 15:0 i sprawili, że ten mecz był zacięty do ostatnich sekund i właściwie wszystko toczyło się punkt za punkt. Na swoich podopiecznych wściekał się Brandon Bailey, który zagotował się w trakcie serii punktowej Drive i otrzymał techniczny faul. Świetnie wyglądał Trey Davis, który zdobył w drugiej połowie 16pts, będąc 6/9FG, trafiając trzy z czterech prób z dystansu i rozdając trzy asysty. Bohaterem spotkania był jednak duet Bird-Peak. Ten pierwszy był clutch i w ostatniej minucie spotkania zdobył 5pts, wyprowadzając miejscowych na niespełna pół minuty przed końcem na wydawałoby się dystans gwarantujący wygraną. Jednak goście nie zamierzali składać broni i doprowadzili do stanu -1. Decydujący stempel na zwycięstwie przybił Peak, który wytrzymał presję i wykorzystał oba rzuty osobiste. Goście aż trzykrotnie próbowali trafić z dystansu na dogrywkę, jednak żadna z ich prób nie była skuteczna.

Najlepszy na parkiecie był bez wątpienia Bird, który wykorzystywał swoje warunki fizyczne i świetnie radził sobie w akcjach penetrujących pomalowane przeciwnika. 23-latek w trudnych momentach potrafił wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Tak było w drugiej kwarcie, kiedy Red Claws mieli problemy w ofensywie, a ten na przełamanie trafił dwukrotnie zza łuku. No i oczywiście końcówka, w której miał dwa wielkie rzuty, dając miejscowym komfort w ostatnich posiadaniach. Warto na poniższym highlights zwrócić uwagę na jego genialny powrót do obrony. Ostatecznie Bird miał 23pts (8/16 FG).

Duże problemy ze skutecznością mieli wysocy gracze MRC – Andrew White, Daniel Ochefu, Devin Williams i Josh Adeyeye, którzy łącznie byli 6/26 FG, ale dawali dobre wsparcie w defensywie.

Red Claws są obecnie 4-1 i przewodzą stawce w Atlantic Division. Kolejny mecz afiliacja Celtics rozegra już dziś w nocy o godzinie 2:00 czasu polskiego. Rywalem afiliacja Milwaukee Bucks – Wisconsin Herd, która ma identyczny bilans jak MRC. Standardowo bezpłatna transmisja będzie dostępna na oficjalnym profilu G-League na Facebooku.