Błysk Irvinga daje wygraną

To nie był dobry mecz w wykonaniu Celtics w nieco opustoszałej American Airlines Arena. Podopieczni Brada Stevensa od początku mieli widoczne problemy z konstruowaniem akcji ofensywnych i właściwie do końca nie mogli złapać rytmu po atakowanej stronie parkietu. Cenną wygraną z Heat 96:90 do bostońskiej walizki spakował Kyrie Irving, który zdobył dziewięć z jedenastu ostatnich punktów C’s. Ale prawdziwymi bohaterami spotkania na Florydzie są Jayson Tatum, Aron Baynes i Marcus Smart, którzy prowadzili zespół w trudnych momentach i trzymali nam ten mecz w rękach. Przed Celtami bardzo trudny tydzień, w którym na rozkładzie m.in. wizyta Spurs oraz wyjazdy do Thunder i Magic.

BOXSCORE

Sam nie wiem, czy to my wygraliśmy ten mecz, czy Heat go przegrali. Brak kontuzjowanego Hassana Whiteside’a miał umożliwić nam dominację w strefie podkoszowej, a tymczasem gra w paint była bardzo wyrównana (remis po 44 w punktach z pomalowanego oraz 48:49 w zbiórkach) i momentami pozwalaliśmy gospodarzom na zbyt wiele, nawet na polatanie nad obręczą Bamowi Adebayo.

Zwycięstwo możemy zawdzięczać naszej niezawodnej defensywie i długim fragmentom niefrasobliwej gry Heat, którzy w całym meczu popełnili aż 19 strat, co w konsekwencji umożliwiło nam w ostatecznym rozrachunku zdobycie 21pts. I to był klucz do meczu, bo nasza gra w ataku pozostawiała wiele do życzenia – mało było ruchu piłki, kreowania pozycji na mid-range po twardych zasłonach i najczęściej punktowaliśmy po indywidualnych akcjach. To nie była nasza koszykówka, o czym świadczy najniższy w sezonie wskaźnik 15 asyst. Na poniższej próbce widać, że nawet w 4Q graliśmy basket ograniczony do dwóch elementów – gry pod koszem i rzutów z dystansu – kompletnie odpuszczając półdystans.

Ten mecz przypominał, szczególnie w pierwszej połowie, bokserską wymianę ciosów. Na dwukrotny run 13:2 w wykonaniu Celtics, gospodarze odpowiadali seriami 15:4 i 9:0. Kiedy na starcie 3Q to my przyspieszyliśmy i uzyskaliśmy bezpieczną przewagę +11, wydawało się, że scenariusz tego spotkania rysuje się po myśli bostońskiej drużyny. Po tym jak zaczęliśmy czwartą kwartę 1/6 FG, forsując schematyczną grę po lewej stronie parkietu, a Goran Dragić do spółki z Jamesem Johnsonem zaczęli odrabiać starty i trzymać Heat na powierzchni, Eric Spoelstra zaczął z nadzieją poprawiać marynarkę, jakby przeczuwając, że dla miejscowych ten mecz nie jest jeszcze stracony. Ale wtedy w odpowiedzi Kyrie Irving pokazał swoją najlepszą wersję i w ciągu niespełna stu sekund zdobył 9 pts, dając Celtom to, czego potrzebowali – spokój i efektywność w crunchtime, a finalnie również wygraną. Sam Kyrie długo szukał swojego miejsca w tym meczu i w pierwszej połowie był ledwie 4/13 z gry. Na szczęście w przerwie przeszedł przemianę i po zmianie stron był już 6/10 FG. Ostatecznie 25-latek uzyskał game-high w postaci 24pts, dokładając do tego 4 reb, 3 ast i 3 stl.

Wszyscy powinniśmy dziękować Danny’emu za przejęcie w drafcie takiej perły, która gdzieś w tym całym zamieszaniu wokół Markelle Fultza i Lonzo Balla była niezauważalna dla innych! Jayson Tatum gra kapitalnie, równo, stabilnie, a w trudnych momentach, których w dzisiejszym meczu mieliśmy kilka, domagał się piłki niczym gość, który z racji swojego ligowego doświadczenia przewodzi drużynie. Na Florydzie 19-latek po raz drugi w sezonie zdobył co najmniej 20pts, grając ponownie na świetnej skuteczności z gry (6/9 FG). W jego grze imponuje nie tylko pewność siebie, odpowiedzialność za piłkę, ale również spokój, dzięki któremu już potrafi w prostej sytuacji wyczekać rywala, wymusić przewinienie i pokusić się o akcję „and one”. Ale tych elementów w grze naszego rookie, które zasługują na uwypuklenie jest znacznie więcej – dziś był bezbłędny z dystansu (2/2 3p FG), szybkie wjazdy pod kosz dały mu kilka wizyt na linii osobistych (6/7 FT), kapitalnie walczył o pozycję z Joshem Richardsonem na atakowanej desce, potrafił w końcowej fazie layupu zmienić rękę i błysnął grą w post-up. Czuję nosem, że w Bostonie pojawił się gracz wielkiego formatu.

Formę po przerwie spowodowanej kontuzją kostki odnajduje również Marcus Smart, który w pierwszej połowie, kiedy mieliśmy przestoje, był motorem napędowym naszej drużyny i ostatecznie w boxscore widnieje przy jego nazwisku 16 pts (6/12 FG). Dzisiejszy mecz dał też chyba jasną odpowiedź Stevensowi kto, przynajmniej do czasu powrotu do pełni zdrowia i formy Marcusa Morissa, powinien mieć miejsce w starting line-up. Aron Baynes jest graczem, którego w Bostonie potrzebowaliśmy – waleczny, ambitny, nadrabiający swoje braki koszykarskim IQ. Australijczyk ponownie znakomicie wywiązywał się z zadań defensywnych i był także skuteczny, jako ostatnia opcja w ataku (6 pts, 2/3 FG, 5 reb i imponujące 4 blk). Z kolei Daniel Theis po słabszym występie w Milwaukee potwierdził, że zdecydowanie lepiej czuje się jak rezerwowy, w rywalizacji przeciwko graczom z drugiego unitu rywala.

Al Horford był nierówny, miał swoje momenty, ale ostatecznie jego występ można uznać za przeciętny. Dobre fragmenty w obronie przeplatał ze słabszymi, a w ataku brakowało mu skuteczności (3/9 FG) i płynności (zasłużony flagrant 1 na Richardsonie po dość mocnym faulu ofensywnym). Ostatecznie Dominikanin miał linijkę 12/9/3, która na pewno nie spełnia przedmeczowych oczekiwań, tym bardziej w kontekście braku na parkiecie Whiteside’a. Kilkakrotnie zaskoczył go również Kelly Olynyk, który wykorzystując zapewne swoją wiedzę na temat zagrań byłego kolei z drużyny, dobrze spisywał się przeciwko niemu w obronie i skutecznie wytrącał go z rytmu. Z ciężkim serduchem patrzyło się na Kanadyjczyka w jersey’u Heat. Przypominały się te piękne momenty, które zapisał w swojej karcie w Bostonie. Były gracz Celtics zagrał fajny mecz – 14 pts, 9 reb, choć nie trafił żadnej z trzech oddanych prób zza łuku.

Po słabszym meczu z Bucks, przyszedł kolejny – Jaylen Brown i Terry Rozier ponownie mieli widoczne problemy z odnalezieniem skuteczności i ostatecznie wspólnie byli 3/16 FG. Co więcej, Terry nie rozdał w ciągu ponad 25 minut gry żadnej asysty, co mnie osobiście zszokowało najbardziej. Stevens musi też popracować nad wspólną grą piątki Rozier-Smart-Ojeleye-Tatum-Theis, która w pierwszej połowie oddała Heat pole i tylko świetna postawa strzelecka Smarta spowodowała, że gospodarze nie odskoczyli na dystans kilku posiadań.

W ciągu najbliższych siedmiu dni Celtowie rozegrają cztery mecze i co najmniej dwa z nich będą pierwszymi poważnymi testami dla podopiecznych Stevensa w kontekście usytuowania drużyny w walce o najwyższe cele w tym sezonie. Już jutro do Ogródka przyjadą San Antonio Spurs, a w piątek czeka nas wyjazd do Oklahomy. Takich meczów wcale nie trzeba zapowiadać. Będzie się działo! Ponadto do Bostonu zawitają Kings, a na zakończenie tygodnia ponownie udamy się na Florydę, tym razem na pojedynek z rewelacyjnie spisującymi się na razie Magic.

Więcej materiałów ze spotkania z Heat możecie zobaczyć tutaj.