Clippers za mocni dla Celtów

Al Horford pozostaje poza grą, a powrót Avery’ego Bradleya po jednym meczu absencji na niewiele się zdał, kiedy Boston Celtics oddali aż 43 punkty w ostatnich kilkunastu minutach meczu i Los Angeles Clippers spokojnie mogli dopisać sobie kolejne zwycięstwo do rubryki wygranych. Dziwne były w tym meczu rotacje Brada Stevensa, który jednak był bardzo ograniczony, jeśli chodzi o wybór podkoszowych. Z powodu przeziębienia nie grał też bowiem Jonas Jerebko, a Celtowie od początku poszli w small-ball i do pewnego momentu to nawet działało, póki Jamal Crawford nie przejął tego meczu gdzieś pod koniec trzeciej kwarty. Najlepszym strzelcem bostońskiego zespołu bez zaskoczenia Isaiah Thomas, a więc zdobywca 32 punktów.

BOXSCORE

Thomas kwestionował po meczu eksperymenty Stevensa w trzeciej kwarcie tego spotkania. Celtics prowadzili bowiem nawet 67-54, ale kwartę kończyli ustawieniem Rozier-Smart-Brown-Young-Mickey, dla którego były to pierwsze wspólne minuty w tym sezonie. Wtedy to też rozpoczęła się katastrofa, bo Clippers prowadzeni przez nagle gorącego Crawforda łatwo odrobili straty i w ciągu kolejnych minut zrobili run 43-14, trafiając 21/26 z gry oraz 7/10 zza łuku. Z prowadzenia Celtów nie zostało nic, podobnie jak z nadziei na wygranie w Los Angeles.

Nie powiodło się też granie Jae Crowderem na centrze, bo DeAndre Jordan świetnie wykorzystywał podwojenia i skakał po głowach Celtów. Trudno jednak winić Stevensa za granie niskim składem, gdy niezdolni do gry byli Horford oraz Jerebko. Druga z rzędu porażka oznacza jednak, że Celtics mają już tyle samo przegranych co Washington Wizards. Nie udaje się też wykorzystać słabszej formy Cavs, którzy to cały czas mają ponad dwa mecze przewagi nad Bostończykami. Do zakończenia sezonu regularnego dla Celtics pozostało już tylko 18 spotkań.

Czas na oceny:

  • Isaiah Thomas (32 punkty, 10/18 FG, 4/8 3PT, 8/9 FT, 5 asyst, 3 przechwyty): 5

Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia co do gry Thomasa przeciwko Clippers. Był skuteczny, miał pięć asyst i trzy przechwyty, a do tego wrócił do trafiania wielkich rzutów, zdobywając ostatecznie 32 punkty, a więc powyżej swojej średniej. Szkoda tylko, że i tym razem jego wyczyny nie przyniosły Bostończykom zwycięstwa.

W poniedziałek miał 23. urodziny i zabrakło tylko dwóch oczek, aby zdobyć punkt za każdy rok. Tak czy siak, gdyby tylko nie te trójki (1/5 w tym starciu i 5/28 w ostatnich ośmiu spotkaniach) to byłby to bardzo dobry mecz Smarta, który pozostaje jedną z najgroźniejszych broni Celtów w grze tyłem do kosza. A tak jest piątka z minusem.

  • Avery Bradley (14 punktów, 5/12 FG): 4

14 punktów dla Bradleya, który absencją w meczu z Suns potwierdził tylko, że z tym urazem trzeba być bardzo ostrożnym. Powoli wraca do swojego rytmu, choć przyzwyczaił nas do lepszych występów w tym sezonie – miejmy więc nadzieję, że niedługo do takich wystepów wróci na stałe. No ale wsad miał bardzo fajny.

  • Jaylen Brown (8 punktów, 3/5 FG, 5 zbiórek, 4 asysty): 4

Czwórka także dla Browna, który znów zagrał w pierwszej piątce, ale tym razem zdobył tylko osiem punktów. Trafił trójkę, miał dwie dobre akcje w paint, a do tego zaliczył także cztery asysty. Solidny występ, choć z nim na parkiecie Celtowie byli -10, co było zdecydowanie najgorszym wynikiem wśród starterów.

Tylko trzech graczy Celtics miało 10 lub więcej punktów. Zniknął nam gdzieś Kelly Olynyk, który prezentuje się ostatnio po prostu słabo. Tyler Zeller w meczu, w którym Boston potrzebował prezencji pod koszem, zagrał sześć minut. Jae Crowder znów blisko double-double, ale trafił tylko trzy z 13 swoich prób. No a biedny Jordan Mickey w 2:33, jakie spędził na parkiecie, był aż -14. Druga porażka z rzędu stała się faktem, a przed Celtami dwa trudne mecze – w środę w Golden State i w piątek w Kolorado, gdzie Nuggets zawsze sprawiają sporo problemów.