Bardzo smutne wiadomości napłynęły do nas zza Oceanu w sobotę późnym wieczorem. Nie żyje Fab Melo, były zawodnik Boston Celtics, wybrany przez nich w drafcie w 2012 roku. Przyczyną śmierci był najprawdopodobniej zawał serca, jakiego Melo doznał w nocy z piątku na sobotę – poszedł spać i niestety już się nie obudził. Miał zaledwie 26 lat i jeszcze spory kawał życia przed nim. Melo zmarł we własnym domu, w Brazylii, a jego śmierć wstrząsnęła światem NBA, bo choć podkoszowy nie odniósł w lidze sukcesu to jednak został zapamiętany. Wyrazy ubolewania i współczucia rodzinie złożyli m.in. Jared Sullinger oraz generalny menedżer Danny Ainge, jak również uniwersytet Syracuse, którego Melo był absolwentem.

Melo po zakończeniu swojej przygody z NBA grał w Porto Rico oraz w Brazylii, a więc w swoim rodzimym kraju. W barwach Boston Celtics spędził jeden sezon, w czasie którego większość meczów rozegrał w D-League, gdzie był jednym z wyróżniających się graczy, notując kilka znakomitych spotkań jak m.in. triple-double z 14 blokami na koncie. Dla bostońskiego klubu zagrał w sześciu meczach, łącznie zdobył siedem punktów. Po zakończeniu sezonu 2012/13 został wytransferowany do Memphis Grizzlies, ale więcej w lidze nie zagrał.

Warto przypomnieć, że Melo został wybrany z 22. numerem w drafcie w 2012 roku, a więc zaraz za Jaredem Sullingerem i miał być upragnionym w Bostonie rim-protectorem, którym był także na uniwerku Syracuse, gdzie przez dwa lata odgrywał bardzo ważną rolę w systemie Jima Boeheima. Wszyscy zgodnie podkreślają, że Melo był dobrym dzieciakiem z wielkim sercem, któremu w NBA po prostu nie wyszło. Na wieści o śmierci Faba zareagowali na twitterze m.in. Jared Sullinger, Paul Pierce czy Danny Ainge.