#10 What’s up guys?

Niektórych żegnaliśmy ze łzami w oczach, z innymi rozstawaliśmy się bez żalu, zaś o wielu już dawno zapomnieliśmy. Każdy z nich dołożył swoją przysłowiową cegiełkę do budowy projektu o nazwie Boston Celtics, a kilku najwybitniejszych przyjęło rolę koszykarskich artystów i łamiąc sobie język, dumnie może cytować słowa pieśni Horacego – „Exegi monumentum aere perennius”. Mowa o byłych Celtach, którzy kontynuują swoje sportowe kariery w różnych, czasami zaskakujących zakątkach światowego basketu. Warto o nich pamiętać i doceniać ich wkład w niemal 70-letnią historię bostońskiej organizacji. W związku z tym co tydzień będziemy podglądać jak nasi byli zawodnicy radzą sobie w swoich aktualnych zespołach.

To był wyjątkowy tydzień, w którym każdemu z fanów Celtics zakręciła się łza w oku. Po raz ostatni do TD Garden wrócił Paul Pierce. Legenda, koszykarski arcymistrz, Prawda. Wiele napisano o jego pożegnaniu, które miało niezwykły charakter i przebieg. Od początku do końca. Pocałunek logo z Leprechaunem na start i czyściutka trójka na koniec. Taki scenariusz mogło napisać jedynie basketowe życie. Życie, które nigdy już nie będzie takie samo dla fanów C’s. Kończy się piękna era. Era, bo słowa tj. etap czy okres nie oddają niczego, co Pierce zrobił dla naszej organizacji, dla ligi, dla sportu. Ale miejmy świadomość, że w Bostonie kiełkuje nowa era, którą tworzą następcy, zafascynowani taką postacią jak #34! Z trudem żegnamy dziś Pierce’a, aby kiedyś móc żegnać innych. Show must go on – to właśnie Prawda.

Wizytację ex-Celtów zaczynamy od Azji, gdzie nieco słabiej w poprzednim tygodniu w barwach Liaoning Leopards spisywał się duet Lester Hudson – Shavlik Randolph. Co prawda wicemistrzowie Chin wygrali z Bayi Rockets 96:77 i z bilansem 25-7 awansowali na 3. miejsce w tabeli CBA, jednak byli zawodnicy C’s zagrali zdecydowanie poniżej oczekiwań. Hudson zdobył słabiutkie jak na niego 18 pts przy skuteczności na poziomie 8/26 FG, a to wszystko w ponad czterdzieści minut, zaś Randolph zakończył mecz z kompromitującą wręcz linijką 3 pts, 1/3 FG, 2 reb. Zdecydowanie lepsze występy indywidualne zanotowali MarShon Brooks i Stephon Marbury. Pierwszy zaszalał w barwach Jiangsu Dragons i mógł się pochwalić występem na poziomie 42 pts, 15/27 FG, 6 reb i 5 ast, zaś drugi był liderem Beijing Ducks, ostatecznie kończąc starcie z Guangdong z rządkiem o wskaźnikach 34 min, 32 pts, 5/17 FG, 16/18 FT  – nieźle jak na 39-latka.

Na Tajwanie zadomowił się Patrick O’Bryant. Ten doświadczony center wybrany przez Golden State Warriors z #9 pickiem w drafcie 2006, od czterech lat gra na wyspie u wschodnich wybrzeży Chin. Aktualnie były Celt reprezentuje barwy trzeciego w klasyfikacji SBL – Fubon Braves i w poprzednim tygodniu w starciu z niżej notowanym Yulon Luxgen zaliczył double-double 16 pts – 13 reb. Faktem wartym odnotowania jest również przedłużenie kontraktu przez Seana Williamsa z irańskim Tabriz oraz przejście Bruno Sundova do ekipy Al Shaab Sharjah ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, która przerażającą nazwą starszy jedynie na papierze i w poprzednim tygodniu wygrała pierwsze spotkanie w sezonie, a z bilansem 1-9 zamyka stawkę United Arab Emirates D1.

W ostatnich dniach w Ameryce Południowej wiało nudą. Oczywiście w kontekście koszykarskich ex-Celtów, bo akurat tam karnawał trwa w najlepsze. Większość byłych naszych graczy albo leczy kontuzje albo skutecznie zaszyła się w nieokiełznanych zakamarkach południowoamerykańskiego basketu i nikomu nie chce zdradzić swojej aktualnej lokalizacji. Ale jest kilku, którzy są bardziej zdrowi lub odważni. Swoją koszykarską podróż po kontynencie kontynuuje J. R. Giddens. Ten 31-latek, który został wybrany przez Celtics z 30 pickiem w 2008 roku, zaś dwa lata później wywalczył mistrzostwo Polski w barwach Asseco Prokomu Gdynia, był jednym z najlepszych zawodników biegających w sezonie 2015/16 po parkietach argentyńskiej Liga Nacional de Básquet, a jeszcze kilka tygodni temu biegał w koszulce dominikańskiego Leones de Santo Domingo. Aktualnie Giddens jest gwiazdą urugwajskiego Club Trouville Montevideo, które zalicza fatalny początek sezonu i zamyka stawkę Uruguay LUB. Sam Giddens również jeszcze się nie rozkręcił, choć pierwsze oznaki jego potencjału można było zobaczyć w przegranym 83:92 starcu z Defensor – 21 pts, 8/15 FG, 3/6 3p FG.

Szpiegowski peryskop odnotował, że na uwagę zasługuje również 37-letni Carlos Arroyo, który powoli zbliża się do podjęcia decyzji o zawieszeniu koszykarskich butów na kołku. Ten doświadczony i uznany rozgrywający postanowił odejść z FC Barcelona Lassa i ostatnie chwile swojej kariery spędzić w ojczyźnie, w barwach najbardziej utytułowanego klubu w Portoryko – Leones de Ponce. W najbliższy weekend startują tegoroczne rozgrywki Baloncesto Superior Nacional, a były zawodnik C’s, Raptors, Nuggets, Magic, Pistons i Heat, który w NBA rozegrał ponad 600 spotkań, ma poprowadzić swój zespół do dwunastego tytułu w historii.

W D-League zaroiło się w ostatnim czasie od graczy, którzy w swoich życiorysach mogą pochwalić się występami w TD Garden. Po udanych sezonach w Chinach do USA postanowił wrócić Jordan Crawford, który w poprzednim tygodniu poprowadził afiliację Detroit Pistons – Grand Rapids Drive do czterech wygranych z rzędu. 28-latek chce chyba spróbować przekonać do siebie środowisko NBA i ponownie zagrać na parkietach najlepszej ligi świata. I trzeba przyznać, że póki co realizuje swój plan, gdyż w obecnym sezonie notuje średno 23,3 PPG i w klasyfikacji najskuteczniejszych graczy plasuje się na 4. miejscu. Jedno niżej niż Vander Blue, który kolejny rok zadziwia w barwach najlepszej obecnie ekipy na zapleczu NBA – Los Angeles D-Fenders. 24-latek ponownie został wybrany do startowej piątki Western Conference na All-Star Game, tym razem w Nowym Orleanie. O fakcie, że Blue jest prawdziwą gwiazdą D-League niech świadczy fakt, że znalazł się na grafice zapowiadającej mecz gwiazd. Ale jeśli właściwie co mecz gra się na takim poziomie, to nikogo nie powinno to dziwić.

Nasz stary znajomy Phil Pressey wciąż jest zbyt słaby na NBA i zbyt dobry na D-League. Trudno mu ustabilizować formę i na stałe osiągnąć poziom, który pozwoliłby mu na dłużej zagościć w roster któregoś z klubów z najlepszej ligi świata. Aktualnie 25-letni rozgrywający występuje w barwach Santa Cruz Warriors, a w minionym tygodniu stać było go na występ na poziomie 20 pts – 10 ast, lecz nie wystarczyło to do wygranej nad Iowa Energy. Muszę też wspomnieć o RJ’u Hunterze, który nie zdołał się przebić w roster Chicago Bulls i wylądował w afiliacji Brooklyn Nets – Long Islands Nets. W poprzednim tygodniu co do zasady grał przeciętnie, ale zdarzył mu się jeden świetny mecz. W starciu z Greensboro uzbierał 27 pts, 7/8 FG, 5/6 3p FG, 4 ast, +24 PER. Wato zerknąć na highlights i znowu zobaczyć jego pewną rękę na dystansie.

Osobiście tęsknię za Hunterem, bo ten chłopak miał moim zdaniem mocne papiery na solidną grę i do teraz nie rozumiem decyzji o pozostawieniu w kadrze Demetriusa Jacksona. Być może przemawia za mną również sentyment, bo muszę takowym darzyć gracza, który podczas wizyty w Mediolanie w ramach NBA Globar Game w 2015 roku, znalazł chwilę, aby maznąć mi kilka kresek na przygotowanej przeze mnie wcześniej fotce.

hunter

Do grona ex-Celtów na parkietach D-League dołączyli w ostatnim czasie również Henry Walker, który wrócił z chorwackiej Cedevity Zagrzeb i podpisał kontrakt z aktualnym mistrzem ligi – Sioux Falls Skyforce (24 pts, 7/14 3p FG vs Oklahoma City Blue oraz 27 pts, 7/13 3p FG vs Rio Grande VV) oraz Chris Johnson, który po raz drugi w karierze zawitał do Rio Grande Valley Vipers. Ponadto, bardzo możliwe, że już niedługo zobaczymy Nate’a Robinsona, który powrócił do Stanów po niezbyt udanym epizodzie w Izraelu, zaś w Canton Charge obok fenomenalnego Quinna Cooka znów bryluje John Holland (25 pts, 11/19 FG, 7 reb vs Grand Rapids Drive), który pod koniec ubiegłego sezonu podpisał z nami dziesięciodniówkę i podczas przygody w barwach C’s zagrał zaledwie minutę w starciu z Hawks.

I dotarliśmy do Europy, w której swoje miejsce odnalazł Coty Clarke. Podobnie jak wyżej wymieniony Holland, również on miał przed rokiemepizod w barwach C’s. Obecnie były lider naszej afiliacji – Maine Red Claws występuje w UNICS Kazań, choć w minionym tygodniu zagrał bardzo słabo w lidze VTB i w konsekwencji stracił miejsce w pierwszej piątce na pojedynek z Olympiacosem Pireus w Eurolidze. Ale jeszcze na początku sezonu 23-latek zachwycał, również na międzynarodowym polu.

Bardzo solidnie w minionym tygodniu grali ex-Celtowie, którzy na co dzień występują we włoskiej Serie A i co ciekawe każdy z nich zanotował game-high w swoich meczach. DJ White był kluczową postacią Auxilium Torino w wygranym meczu przeciwko Beteland – 23 pts, 7/12 FG, 9 reb, Marcus Landry z 16 pts poprowadził Brescię do triumfu nad Dinamo Banco di Sassari, zaś JaJuan Johnson dwoił się i troił (23 pts, 9 reb, 3 blk), ale nie uchronił Acqua Vitasnella Cantu od przegranej z VL Pesaro. Jednak najlepszym indywidualnym występem mógł pochwalić się Allan Ray. Co prawda na zapleczu włoskiej ekstraklasy, jednak 30 pts w meczu jego Udine APU z Roseto i tak może robić wrażenie.

W Hiszpanii za pozytywne można uznać występy Vitora Faveraniego z FC Barcelona Lassa, który nie pomógł swojemu zespołowi będącemu w najpoważniejszym kryzysie od wielu lat zarówno w ACB, jak i Eurolidze, choć dał w dwóch meczach solidne 10,0 PPG z ławki. Na Półwyspie Iberyjskim formy wciąż szukają m.in. kolega Adama Waczyńskiego z Unicaja Malaga – Oliver Lafayette oraz Ryan Hollins, który na kontynuację koszykarskiej kariery po zeszłorocznych występach w D-League oraz Wizards i Grizzlies, wybrał słoneczną Gran Canarię.

Najwięcej powodów do zadowolenia z europejskich ex-Celtów mają Luigi Datome oraz Chris Babb. Pierwszy jest solidnym wsparciem z ławki dla starterów Fenerbahce Stambuł, zaś drugi jest bezsprzecznym liderem Ratiopharmu Ulm, który z imponującym bilansem 19-0 wyrasta na najpoważniejszego kandydata do wygrania Bundesligi.

I dotarliśmy do NBA, w której w minionym tygodniu kilku z byłych graczy C’s grało dobry basket. Do Bostonu w barwach Toronto Raptos wrócili Jared Sullinger oraz Lucas Nogueira. Pierwszy cieszy się z każdej minuty spędzonej na parkiecie po kilkumiesięcznym urazie i widać, że jest głodny gry. W TD Garden grał naprawdę przyzwoicie, kończąc mecz z byłymi kolegami na poziomie 13 pts, 5/8 FG, 6 reb. Drugi po dobrych występach w D-League w sezonie 2015/16, świetnie wykorzystał swoją szansę i na stałe został włączony przez Dwane’a Casey’a do roster ekipy z Kanady. Ba, jest bardzo ważnym zmiennikiem i udowadnia, że warto dawać mu jeszcze więcej minut. W Salt Lake City swoją wartość udowodnił przed tygodniem Joe Johnson – 18 pts, 7/12 FG, 4/5 3p FG, 6 reb, 4 ast vs Hornets oraz 14 pts, 5/9 FG, 4/5 3p FG, 6 reb, 5 ast vs Bucks, a w Indianapolis coraz lepiej czuje się Al Jefferson, który w trzech meczach notował średnio 11,3 PPG.

Mnie osobiście cieszy, iż w ekipie z Portland odnajduje się wreszcie Evan Turner, który w przegranym starciu z Mavs zanotował 24 pts, 10/17 FG, 4 reb, 3 ast. Widać, że po początkowych kłopotach Turner zaaklimatyzował się obok Lillarda i McColluma, a przede wszystkim służy mu gra w starting line-up.

Warte odnotowania występy indywidualne zaliczyli Dwight Powell z Mavs (14 pts, 8 reb vs Cavaliers), E’Twaun Moore z New Orleans Pelicans (17 pts, 5/7 3p FG, 6 reb vs Raptors), David Lee z San Antonio Spurt (12 pts, 9 reb vs 76ers) oraz Courtney Lee z New York Knicks (17 pts vs Cavaliers)

Na koniec trochę krytyki, a może raczej wyrażenie swojego rozczarowania. Rozczarowania o personaliach Rajona Rondo. Co się z tym chłopakiem dzieje, to jest zagadka chyba nie tylko dla mnie. RR9 stracił miejsce w staring line-up Chicago Bulls i gra po prostu fatalnie. Na potwierdzenie jego cyferki – 6,4 PPG, 5,3 RPG, 6,6 APG. Przy zawodniku, który jeszcze przed rokiem wykręcał triple-double w barwach Kings, to on nawet nie stał.