Bradley wrócił za szybko?

Avery Bradley pauzował przez cztery spotkania z powodu problemów z Achillesem, ale fani Boston Celtics odetchnęli z ulgą, gdy zawodnik wrócił do gry na poniedziałkowe starcie z Charlotte Hornets. Wydawało się więc, że Bradley czuje się już na tyle dobrze, że jest w stanie grać, ale na kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem środowego meczu z New York Knicks okazało się, że 26-latek na parkiet nie wybiegnie. Było to o tyle zaskakujące, że np. Al Horford w zasadzie aż do przedmeczowej rozgrzewki myślał, że Bradley rozpocznie spotkanie od pierwszej minuty. Wszystko przez uraz Achillesa, który najwidoczniej cały czas dokucza bostońskiemu zawodnikowi na tyle, że konieczna jest przerwa w grze.

Brad Stevens w rozmowie z dziennikarzami po meczu z Knicks powiedział, że istnieje duża możliwość, iż Bradley opuści przez tę kontuzję jeszcze kilka spotkań. Celtowie w ciągu najbliższych dni grają tylko dwa spotkania (w sobotę u siebie z Portland Trail Blazers, a potem we wtorek w Waszyngtonie), dlatego też absencja Bradleya nie musi być wcale taka trudna dla Bostończyków, ale też pozostaje pytanie, czy przypadkiem nie wrócił on parkiet zbyt szybko. Tak czy siak, miejmy nadzieję, że Avery szybko dojdzie do stuprocentowego zdrowia.