Horford przedstawiony jako Celt

Al Horford kilka razy podkreślił swoje rozmowy z Kellym Olynykiem, wielokrotnie wspomniał o ciężkiej pracy i nie mógł nachwalić się, jak świetną organizacją są Boston Celtics. Tak w wielkim skrócie wyglądała piątkowa konferencja prasowa, na której 30-letni podkoszowy został przedstawiony jako najnowszy nabytek bostońskiej drużyny, siedząc w towarzystwie Brada Stevensa, Danny’ego Ainge’a i Wyca Grousbecka. Jak się później okazało, od przyszłego sezonu grać będzie z numerem #42, który ostatnio nosili m.in. David Lee, Shavlik Randolph czy Tony Allen. Co ciekawe, podczas konferencji oficjalnie Horford wciąż nie miał podpisanej umowy, choć jak tłumaczył Grousbeck – to tylko formalności.

Konferencja zaczęła się z lekkim opóźnieniem, ale gdy w końcu na podium pojawili się Horford wraz z „obozem” Celtics to mieliśmy okazję usłyszeć kilka fajnych wypowiedzi. I tak, Brad Stevens mówił na przykład, że Horford to zdecydowanie jest wzmocnienie dla bostońskiego zespołu, będąc graczem, który zna się na wygrywaniu, wygrywał już nawet w koledżu i dzięki temu jest zawodnikiem, który ułatwia życie swoim kolegom. Coach wskazał również na to, że 30-latek będzie dobrym fitem do zespołu, który często gra przez wysokich.

Stevens bardzo dobrze zauważył też, że Horford to zawodnik wszechstronny, który może zarówno grać blisko kosza, jak i z powodzeniem wyjść nieco dalej, na obwód. O tym mówił także sam zainteresowany, który zapytany o to, na jakiej pozycji czuje się najlepiej, odpowiedział, że może być zarówno czwórką, jak i piątką, co jest jego siłą w dzisiejszej lidze. Zapowiedział, że zrobi cokolwiek będzie wymagał od niego trener i postara się polepszyć nie tylko każdego zawodnika indywidualnie, ale też pozytywnie wpłynąć na grę zespołu.

Podkreślił, że znacznie łatwiej będzie mu się broniło, gdy na obwodzie grać będą tacy zawodnicy jak Crowder, Bradley czy Smart, ale obiecał też swoją ciężką prace i bycie liderem zarówno na boisku, jak i poza nim – tym bardziej, że przechodząc do Bostonu staje się najbardziej chyba doświadczonym graczem w zespole. Warto wspomnieć, że doskonale przecież pamięta serię play-off z 2008 roku, kiedy to Big Three w drodze po mistrzowski tytuł napotkało bardzo silny opór Atlanta Hawks z młodziutkim wtedy Horfordem w składzie.

Horford przywołał te wspomnienia przy okazji wypowiedzi na temat bostońskich fanów, podkreślając, że ci od zawsze byli niesamowici i od zawsze kibicują swojej drużynie z wielką pasją, o czym podkoszowy miał okazje wielokrotnie się przekonać podczas starć Celtics z Hawks w fazie posezonowej (nie tylko 2008 rok, bo także 2012 i ostatnio 2016). Najbardziej podekscytowany Horford był jednak wizją przyszłości, jaką Celtowie przedstawili mu na spotkaniu z nim. Pomocne były też rozmowy m.in. z Thomasem, Crowderem czy Olynykiem.

Co ciekawe, Horford zaczął myśleć o Bostonie jako o potencjalnym nowym miejscu życia około dwa tygodnie po zakończeniu swojego sezonu i przyznał, że rozmawiał o tym z m.in. Davidem Ortizem z Boston Red Sox. Zdradził nam także, że po osiągnięciu porozumienia z Celtami rozmawiał z Kevinem Durantem i ten miał zdecydowanie rozważać przenosiny do Bostonu, co zdaniem Horforda świadczy o tym, jak ceniona jest organizacja, fani czy bostoński coach przez samego KD, który jednak ostatecznie wybrał Golden State Warriors.

Ale najnowszy nabytek C’s twierdzi, że jego dołączenie do bostońskiej drużyny spowoduje, że otworzą się drzwi dla innych wolnych agentów, by ci także przenieśli się do Bostonu – czyli do miejsca, które Horford określa mianem „wyjątkowego”. Warto przypomnieć, że 30-latek jest pierwszym wolnym agentem w historii Celtics, który podpisał z drużyną maksymalny kontrakt. Ainge zapowiedział jednak, że to jeszcze nie koniec ruchów tego lata, ale sam Horford – który idealnie powinien wpasować się w team Stevensa – to ogromne wzmocnienie.