Prof. Young ojcem wygranej

Po niezwykle zaciętym, stojącym na bardzo wysokim poziomie oraz rozstrzygniętym w samej końcówce meczu, ekipa Maine Red Claws pokonała 127-124 afiliację „Szóstek” z Filadelfii – Delaware 87ers. Było to ostatnie spotkanie podopiecznych Scotta Morrisona przed własną publicznością w sezonie zasadniczym 2015/16. Za kilka dni kibice w hali Portland Expo Building będą emocjonować się rywalizacją w Playoffs. Jeden z najlepszych występów w sezonie zaliczył James Young, który aż siedmiokrotnie trafił z dystansu na genialnej skuteczności 70% 3P FG. Nie zawiedli również pozostali najważniejsi gracze w rotacji MRC, czyli Coty Clarke oraz Levi Randolph, obaj notując solidne double-double.

BOXSCORE

Afiliacja Celtics od pierwszych sekund drugiej kwarty aż do połowy ostatniej odsłony musiała gonić wynik. Co prawda przewaga 87ers oscylowała zazwyczaj w granicach dwóch posiadań, jednak presja psychologiczna ciążyła na gospodarzach. Słowa uznania należą się przede wszystkim Jamesowi Youngowi (23 pts, 7/11 FG, 7/10 3P FG, 6 reb, 2 stl), bo to głównie on w tym fragmencie meczu brał na własne barki ciężar odpowiedzialności za grę Red Claws i skutecznie hamował zapędy przyjezdnych z Newark na zwiększenie dystansu. Młodziak, który ponownie został odesłany przez Brada Stevensa do gry w D-League, niczym niemal perfekcyjnie zaprogramowana maszyna o nazwie „Stephen Curry” trafiał zza łuku, ostatecznie kończąc spotkanie z siedmioma „trójkami” na koncie i przypominając kibicom o drzemiącym w nim potencjale na solidnego gracza NBA.

Podopieczni Scotta Morrisona odzyskali inicjatywę na siedem minut przed końcem meczu, kiedy to Marcus Thornton (18 pts, 6/11 FG, 4 reb, 4 ast) wykończył dwa agresywne wjazdy po kosz, zaś Omari Johnson (13 pts, 4/8 FG, 5 reb, 4 ast) trafił z dystansu. Wydawało się, że decydująca dla losów pojedynku będzie kolejna „trójka” Younga, dająca MRC bezpieczne siedem punktów przewagi na niespełna dwie minuty przed zakończeniem. Goście nie zamierzali się jednak poddać i dość niespodziewanie doprowadzili do crunchtime’u, w którym na szczęście Corey Walden (12 pts, 4/8 FG, 8 ast) wykorzystał dwa rzuty osobiste, a Ty Greene w ostatniej sekundzie spudłował zza łuku rzut na dogrywkę.

Oprócz fenomenalnego Younga, do wygranej walnie przyczynili się najlepsi w ostatnim czasie zawodnicy Red Claws – Coty Clarke (23 pts, 8/17 FG, 4/6 3P FG, 12 reb, 3 ast, 1 stl) oraz Levi Randolph (24 pts, 10/16 FG, 10 reb, 2 ast, 1 stl), którzy zanotowali wszechstronne i naprawdę miłe dla oka statystyki, w tym double-double. Na słowa uznania zasługuje jednak cały zespół, który osiągnął wysoki, bo aż 52% wskaźnik skuteczności z gry, zaś dzięki wygranej rywalizacji na tablicach, skutecznie stawił czoła rywalom w pomalowanym. Koszykarzom Red Claws należą się szczere słowa uznania za to, że nie pękli w trudnych momentach i konsekwentnie wierzyli w wygraną. Wygląda to wszystko zdecydowanie lepiej niż jeszcze dziesięć dni temu. Wrócił więc optymizm przez czekającą tuż za rogiem fazą Playoffs!