Przewodnik przed trade deadline

Rok temu było naprawdę gorąco, w tym roku może być podobnie. A może być zupełnie inaczej – tego nie wie nikt i taki jest urok ostatniego dnia okienka transferowego. W dniach poprzedzających jest oczywiście mnóstwo plotek, po których okazuje się, że Danny Ainge na jednej linii rozmawia z Atlanta Hawks, by na drugiej mieć Cleveland Cavaliers. Ano tak to już jest, jeśli Ainge określany jest jako ten najaktywniejszy. Adrian zrobił już kilka dni temu bardzo dobre rozeznanie na temat tego, czym bostoński GM dysponuje i kogo w Bostonie powinien zatrzymać, a z kim mógłby bez żalu się pożegnać. Ja natomiast chciałbym zwrócić jeszcze Waszą uwagę na kilka bardzo istotnych z punktu widzenia kibica C’s kwestii.

Niech będzie to taki przewodnik przed tym zbliżającym się wielkimi krokami trade deadline, abyście mogli z pewną wiedzą w ten czwartek 18 lutego wejść. Choć nie jest oczywiście powiedziane, że to wtedy wszystko się wydarzy – równie dobrze Ainge może dobijać targu w momencie, kiedy piszę te słowa. Niemniej jednak, to raczej właśnie w tych ostatnich godzinach najczęściej dobija się targu, a wcześniej jest po prostu czas na sondowanie, zbijanie ceny czy szukanie innych opcji. Sami zresztą wiecie już, jak Isaiah Thomas znalazł się w Bostonie.

No to przejdźmy do rzeczy, czyli kilka najważniejszych kwestii przed tegorocznym trade deadline:

  • Ainge może, ale Ainge nie musi

Boston Celtics zakończyli umowną pierwszą część sezonu z trzecim bilansem na Wschodzie, wygrywając 10 z 12 ostatnich spotkań. Wszystko w Bostonie wygląda naprawdę dobrze, choć oczywiście dystans do dziewiątego miejsca w Konferencji Wschodniej nie jest wcale taki daleki. Walka wciąż jest bardzo wyrównana, ale Celtowie zrobili swoje w tej pierwszej części sezonu. A jeśli utrzymają trend z zeszłego roku – kiedy to po przerwie na ASW byli jedną z najlepszych drużyn w lidze – to przewaga parkietu w pierwszej rundzie będzie pewna.

Taki stan rzeczy powoduje jednak pewne zakłopotanie przed trade deadline. Każe się bowiem zastanowić, czy przy tak dobrych wynikach a) warto mieszać cokolwiek w składzie, b) jeśli mieszać to czy za wszelką cenę postawić na poprawę talentu zespołu już teraz. Warto pamiętać, że obecna drużyna została zbudowana z myślą o przyszłości i gdyby Ainge chciał ulepszyć zespół to musiałby uczynić go trochę mniej elastycznym finansowo, a co za tym idzie uderzyć nieco w tą przyszłość. Czy warto? Można to zrobić, ale nie trzeba.

Cel pozostaje taki sam – w Bostonie chcą mistrzowskiego zespołu. I sam Ainge nieraz przyznawał, że obecnej drużynie brakuje jeszcze talentu. Wszystko zależeć będzie więc od tego, czy na rynku pojawi się ktoś, kto będzie wart ryzyka, szansy. W ubiegłym roku kimś takim był Thomas, niewykluczone więc, że i w tym roku Ainge będzie szukał swojej szansy i jeśli ta będzie jego zdaniem warta ruchu to GM ten ruch zrobi. Danny nic jednak nie musi, a najlepsze jest to, że z wartościowymi zawodnikami i arsenałem picków jest przygotowany na wszystko.

  • Ainge przepłaci, ale Ainge przepłaci za odpowiedniego zawodnika

Legendarne już cztery czy sześć wyborów w drafcie za Justise’a Winslowa (czy też może jednak Mylesa Turnera) spędza teraz sen z powiek generalnemu menedżerowi C’s. Wszyscy w lidze wiedzą bowiem, że ten nie będzie w stanie wykorzystać wszystkich nazbieranych picków, więc przy ewentualnych transferach będą prosić o więcej i więcej. Larry Bird kazał przekazać Danny’emu, że może mieć maksymalnie 15 zawodników w drużynie. W tegorocznym drafcie C’s będą mieli najprawdopodobniej aż osiem wyborów.

I w którymś momencie te wybory będą musiały zostać posłane gdzieś dalej, bo nie tylko jest to fizycznie niemożliwe, aby dodać do składu aż ośmiu zawodników, ale w Bostonie i tak mają już kilka młodych talentów, które nawet teraz nie grają z powodu braku minut w rotacji. Głównie dlatego GM-owie innych drużyn w negocjacjach będą wykorzystywać ten fakt, próbując zabrać z Bostonu jak najwięcej. Sęk w tym, że – raz jeszcze – Ainge może, ale nie musi. Kiedy nadarzy się okazja – będzie działał. Jeśli nie – cóż, był przygotowany.

I gdyby okazało się, że trzeba przepłacić, aby pozyskać odpowiedniego zawodnika, może nawet all-stara, to Ainge nie będzie miał oporów, aby to zrobić. Czasem tak po prostu trzeba, a też po coś ten arsenał picków był zbierany. W najgorszym scenariuszu Celtom nie uda się ich nigdzie przerzucić, choć będzie przecież jeszcze taka okazja w samą noc draftu, np. po to, aby przesunąć się w górę, a wtedy zawsze pozostaje opcja tzw. stashowania, czyli wyboru zawodnika i wysłania go do gry poza USA (patrz: Marcus Thornton).

  • Ainge jest w te klocki po prostu dobry

Ktoś kiedyś – zanim jeszcze Warriors wygrywali bez przerwy – napisał, że najdłuższy streak zwycięstw w NBA należał w pewnym momencie do Danny’ego Ainge’a. Powód jest prosty: w zasadzie każda wymiana w ostatnich latach była sukcesem bostońskiego GM-a. Streak ten trwa chyba od lipca 2013 roku, kiedy to ogołoceni z wyborów w drafcie zostali Brooklyn Nets.  A jak pozyskani zostali dwaj najlepsi obecni gracze C’s? Suns mogą pochwalić się pickiem pod koniec trzeciej dziesiątki draftu. Mavs cieszą się z rozwoju Dwighta Powella.

Transfery po Jae Crowdera (choć to raczej był transfer oddający Rajona Rondo) i Isaiaha Thomasa to małe majstersztyki, bo obaj są w tej chwili bardzo ważnymi ogniwami zespołu, który jest na trzecim miejscu w Konferencji Wschodniej i walczy o przewagę parkietu w fazie play-off. Jest to dowód na to, że czasami prócz szczęścia i dobrego nosa trzeba po prostu wiedzieć, kiedy pociągnąć za spust, zaryzykować, złapać się na okazję. Ainge nieraz udowodnił, że pod tym względem jest naprawdę jednym z lepszych GM-ów w lidze.

  • Tango można tańczyć z wrogiem

Był też jeszcze jeden transfer, który bezpośrednio przyczynił się do pozyskania Thomasa – latem 2014 roku Celtowie włączyli się w trójstronną wymianę z Nets i Cavs, wyciągając przy okazji dla siebie Tylera Zellera i wybór od Cavs, którym teraz „chwalą” się w Arizonie. Jest to nie tylko kolejny przykład na dobry deal, ale także potwierdzenie, że Ainge nie będzie stronił od tańczenia z wrogiem. Tamten transfer pozwolił Cavs wyczyścić miejsce i podpisać LeBrona, ale… zrobiliby to tak czy siak. Ainge mógł patrzeć albo wyciągnąć coś dla siebie.

  • Thomas lepszy już (chyba) nie będzie

Uwielbiam Isaiaha Thomas i uwielbiają go w Bostonie. Jest all-starem, jest dobrą duszą tego zespołu, jest najlepszym tak niskim zawodnikiem, jakiego widziałem. I choć jest graczem bardzo dobrym to jednak lepszy już nie będzie. Dlatego pojawia się pytanie, czy Celtowie nie powinni w tym momencie, kiedy wartość Thomasa wystrzeliła mocno w górę, próbować wytransferować go, gdy mogą wyciągnąć za niego najwięcej. Tym bardziej, gdyby w Bostonie pojawił się zawodnik z górnej półki, który także potrzebowałby piłki w swoich rękach.

Ale z drugiej strony, Thomas ma bardzo przyjazny kontrakt i jest głównym motorem napędowym ofensywy Celtics, podczas gdy w innych klubach tak wielkiego wpływu raczej by nie miał. Jest też w zasadzie jedynym graczem, który potrafi grać po koźle. Mankamentem bywa jego defensywa, która – choć lepsza niż w poprzednich sezonach – może zostać wykorzystana choćby w fazie play-off, gdzie drużyny bardziej skupiają się na takich niuansach, a Cavaliers pokazali w zeszłym sezonie, że zatrzymanie Thomasa w ataku daje naprawdę dużo.

Głównie dlatego można zrozumieć sugestie, że Celtowie mogliby spróbować wytransferować Thomasa, ale to jak zawsze zależy. No bo zależy od tego, czy byłoby gdzie i za kogo, ale też np. czy byłoby warto i czy nie osłabiłoby to bostońskiego zespołu. I jest to także dowód na to, że nie ma w Bostonie gracza nietykalnego, przy czym – raz jeszcze – to oczywiście wszystko zależy. Isaiah, mający przełomowy sezon Jae Crowder czy wciąż rozwijający się Kelly Olynyk – Ainge nie ma granic, no bo w tym biznesie po prostu nie ma miejsca na emocje.

No ok, trochę miejsca na emocje jest, przynajmniej dla kibiców, tym bardziej, kiedy widzi się tak bardzo uśmiechniętego Thomasa. Najlepszym rozwiązaniem byłoby więc sparowanie go z dwójką innych all-starów, ale o to próbuje zadbać już on sam, bo jak się okazuję w Toronto pytają 27-latka o Boston. No i jest też jeszcze Prezydent Brad Stevens (w prawyborach w stanie New Hampshire ktoś dopisał coacha C’s do karty głosowań i takie dopiski jak najbardziej się w Stanach  Zjednoczonych liczą, czyli Brad na prezydenta!).

  • Przegląd bostońskich wyborów w drafcie

Wspomniałem już, że Celtowie tylko w tegorocznym drafcie będą mieli najprawdopodobniej osiem picków. Więcej o tym wszystkim pisał już Adrian, ja natomiast zwrócę jeszcze tylko uwagę na dwie rzeczy, a w zasadzie to dwa wartościowe wybory w drafcie. Jest oczywiście tegoroczny pick od Nets, ale walka w tankathonie powinna się mocno zaostrzyć w drugiej części sezonu, przy czym już teraz Phoenix Suns zrównali się bilansem (14-40) z Brooklynem, a gdzieś w tyle i wcale niedaleko czai się nawet osiem innych drużyn.

Warto więc patrzeć też nieco szerzej i widzieć choćby kolejny wybór od Nets, tyle że w 2018 roku. To już za dwa lata, a przecież na Brooklynie wciąż nie mają perspektyw, ba – nie mają jeszcze nawet nowego GM-a. Tym drugim wyborem jest ten pozyskany od Grizzlies przy wymianie Jeffa Greena – niby niepozorny, do 2020 roku chroniony, a rok później już bez ochrony, który przy starzejących się Misiach może okazać się kolejnym złotym gemem w szerokiej przecież kolekcji wyborów uzbieranej przez bostońskiego generalnego menedżera.

  • Kilka innych, ale również ważnych kwestii

Celtowie są około $7 milionów pod progiem luxury tax i choć właściciele nie mają nic przeciwko płaceniu podatku w razie pozyskania gwiazdy to jednak zapewne nie będą też robili problemów, gdyby się okazało, że Celtics po prostu przejmą jakiś większy kontrakt, ale niekoniecznie będzie to kontrakt gwiazdy. Przy czym drużyna nie ma żadnych trade exceptions, więc trudno sobie wyobrazić, aby udało się skleić tego typu transfer.

Celtowie nie mogą nakładać ochrony na wybory pozyskane od Nets. To tak w razie, gdyby ktoś pytał – przepisy ligowe mówią bowiem, że jeśli wybór w drafcie jest transferowany to musi być transferowany taki, jaki został do klubu przesłany. Z innych rzeczy, których nie można: gdyby C’s chcieli transferować Davida Lee to nie mogą wysłać go do Golden State Warriors, skąd pozyskali go latem ubiegłego roku.

Tak jak już wspomniałem, tym razem w Bostonie nie posiadają żadnych trade exceptions. Przyjęli też już w tym sezonie (latem) ponad $3 miliony dolarów w transferach Perry’ego Jonesa III i Zorana Dragicia. Do osiągnięcia limitu pozostało im jeszcze $300 tys. dolarów. Sami mogą jeszcze za to wysłać $3.4 miliona dolarów w gotówce. W składzie mają 15 zawodników, ale najprawdopodobniej z zespołu odejdzie Lee.

Jeśli odejdzie teraz to albo w transferze po gwiazdę, albo jego kontrakt zostanie wykupiony. Ta druga opcja to po prostu chęć pomocy Lee, bo C’s tak czy siak musieliby płacić mu do końca sezonu, a latem z ksiąg zszedłby jego wielki kontrakt, który w połączeniu z niegwarantowanymi umowami Amira Johnsona oraz Jonasa Jerebko mógłby sprawić, że C’s stworzyliby sobie tyle cap space, że starczyłoby na dwa maksymalne kontrakty (a w razie czego mogliby jeszcze wytransferować któregoś z zawodników, który ma przyjazną umowę).

Z Lee, czy bez Lee i tak sporo cap space tego lata będzie (gdyby zrzekli się Johnsona i Jerebko mogłoby to być około $32 miliony dolarów, wliczając w to tzw. cap holds dla Tylera Zellera i Jareda Sullingera), no chyba że Celtowie przejmą teraz jakiegoś zawodnika z dłuższym i wysokim kontraktem. Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę wszystkie wybory w drafcie, młode talenty i osobę Brada Stevensa – bostońska organizacja będzie w naprawdę dobrej sytuacji wyjściowej. I kto wie, czy Danny Ainge nawet jej nie polepszy jeszcze przed trade deadline.