Gorzej znaczy lepiej?

Ostatnie występy Boston Celtics zdecydowanie nie napawają optymizmem. Porażki z ligowymi średniakami w postaci chimerycznych Mavericks i zdziesiątkowanych kontuzjami Timberwolves. Dwukrotne, zdecydowane przegrane z Knicks, wymęczone zwycięstwo z Cavaliers. Doliczmy do tego niedawne, bolesne spotkania z Bobcats i mamy obraz nędzy i rozpaczy. Były ambicje na czwarte miejsce w konferencji, aktualnie musimy walczyć, aby nie wylądować na ostatnim, premiowanym występem w PO.

Tak naprawdę ciężko znaleźć wiele pozytywów w grze Celtics. W dołku rzutowym znajduje się Avery Bradley (ostatni mecz przełamał ten trend, jednakże ciężko mówić tutaj o zażegnaniu problemu w skali długoterminowej). Na pomniejsze urazy narzekają/li Paul Pierce, Courtney Lee oraz Kevin Garnett. Właśnie brak KG i The Truth pokazał ile ta drużyna traci na jakości, kiedy nie ma do dyspozycji swoich weteranów. Brak przynajmniej jednego z nich jest już mocno odczuwalny. Ostatni mecz, którym był wyjazd do Minneapolis, był jednak czymś zupełnie nowym. W obliczu długotrwałej kontuzji Rondo, brak duetu Garnett-Pierce był pierwszym meczem Bostończyków, w którym nie zagrał nikt z mistrzowskiego składu. Pozwolę dłużej nie ciągnąć tematu nieuniknionej przebudowy drużyny w bliskiej przeszłości, skupię się jednak na tym, o czym ma traktować ten tekst. Na słabej grze naszych ulubieńców i… ewentualnych pozytywach z niej płynących.

Boston, dzięki kolejnym porażkom, przybliża się do coraz wyższego numeru w drafcie. 14 drużyn nie grających w play-offach oczywiście bierze udział w Draft Lottery. Miejsca 15-30 są zarezerwowane dla uczestników posezonowych zmagań, jednak już w kolejności od najniższego bilansu premiującego w nich udział. W chwili obecnej tylko Kozły z Milwaukee mają bilans gorszy od Celtów. Daje nam to potencjalnie względnie wysoki, szesnasty numer w drafcie. Skoro w zeszłym roku udało się z niższym numerem pozyskać Jareda Sullingera, a trzy lata wcześniej z podobnym  „poszedł” Avery Bradley, to nasz pick może okazać się całkiem cenny. Oczywiście nie musi, ale historia wiele razy pokazywała, że dobry scouting i odrobina szczęścia są w stanie przynieść naprawdę wartościowych młodzików nawet z późniejszymi numerami. Drugorundowego picka w tym roku nie posiadamy – poszedł on w rozliczeniu za Courtneya Lee.

Istnieje również szansa, ze ostatnie mecze (jak i zapewne nadchodzące spotkanie z Pistons) dadzą do myślenia Danny’emu na temat przyszłości naszego pomalowanego. To co Pekovic wyprawiał pod naszym koszem, zdecydowanie pokazało braki Bostończyków. Nawet z Kevinem na boisku wielokrotnie mieliśmy problemy przeciwko drużynom posiadającym duet dobrych podkoszowych. Być może jest to płonna nadzieja, ale pozostaje wierzyć w Danny’ego, bo kilkukrotnie pokazywał, że potrafi sprowadzić do drużyny brakujące ogniwo.

Na naszym chacie przytomnie zauważono również, że absencje kluczowych zawodników i gorsza gra drużyny paradoksalnie sprzyja Jeffowi Greenowi. Iron Man ostatnimi czasy notuje serię dobrych występów i nic nie wskazuje na to, że jest to tylko przejściowy okres (nie powinna mu nawet przeszkodzić lekka kontuzja, której nabawił się w wyjazdowym spotkaniu z Timberwolves, gdyż lekarze uznają ją za zupełnie niegroźną). Dobra dyspozycja Jeffa nie przeszła bez echa. Został w ubiegłym tygodniu po raz kolejny nominowany do Player of the Week Award. Kevin O’Connor napisał również ciekawy artykuł na temat regularnej gry Greena, a obszernym artykułem na naszej stronie zaszczycił nas Timi.

Wisienką na torcie (o ile słabe występy naszych ulubieńców można nazwać „tortem”) są wypowiedzi Paula Pierce’a. Wynika z nich jasno, jakoby Celtics chceli trafić na Knicks w pierwszej rundzie Play-Off  i to pomimo dwóch porażek z rzędu z zawodnikami z Nowego Jorku. Knicks notują ostatnio dobre występy po gorszej części sezonu. Jednak na naszym kapitanie nie robi to żadnego wrażenia.

Tak, nie boimy się Knicks. Chętnie podejmiemy rękawicę i zagramy z nimi w pierwszej rundzie PO, jeśli zajdzie taka potrzeba. Jeżeli chcesz wygrać mistrzostwo NBA, musisz wygrywać z każdym. Nie powiedziałbym, że stoimy na straconej pozycji. Ostatnie dwie porażki nie mają tutaj nic do rzeczy.

PaulPierce10212mov-2235569-5.576x324

Wielu z nas (w tym i mnie) ciężko jest uwierzyć w takie tłumaczenie oraz w fakt, że Celtics specjalnie obniżają loty, aby natrafić na Knicks w pierwszej rundzie PO. Niemniej jednak na papierze jest to jeden z wygodniejszych dla nas przeciwników, z puli tych możliwych do trafienia w pierwszej rundzie. Na Indianę w tym sezonie mieliśmy patent, ale nierozsądnie byłoby zakładać, że i tym razem uda się z „urzędu”. Miami Heat jest zdecydowanie najmocniejsze (są jednak i tacy, którzy chcą trafić na LBJ i jego kolegów wcześniej niż później). Rywalem w zasięgu zdecydowanie by był również ktoś z pozostałej trójki: Chicago Bulls, Brooklyn Nets i Atlanta Hawks. Jednak ułożenie tabeli umożliwiające zmierzenie się z kimś z nich już w pierwszej rundzie, jest aktualnie mało realne. Czy więc Doc, Danny i Paul kalkulują? Wątpliwe. Jednak dopóki zespół wejdzie w PO w pełni gotowy fizycznie i psychicznie, to i ewentualne kalkulacje nie są niczym złym.