Problemy z plecami Sullingera

Jared Sullinger zagrał w wygranym przez Celtics spotkaniu z Sacramento Kings ledwie 4 minuty i 8 sekund, po czym zmuszony był zejść z boiska – problemem okazały się być skurcze pleców, które niestety w przypadku Sullingera nie są zwykłą dolegliwością. To bowiem właśnie przez problemy z plecami i słyną już – wystawioną mu przez lekarzy – tzw. czerwoną flagę młody podkoszowy spadł w zeszłorocznym drafcie na dopiero 21. miejsce i tym samym było możliwe, aby swoją profesjonalną karierę rozpoczął właśnie w Bostonie. Doc Rivers, trener zespołu, zdradził jednak, że Sullinger już od kilku tygodni zmaga się ze skurczami pleców, ale dopiero wczoraj zmusiły go one do zaprzestania gry.

Sullinger zszedł z parkietu i powędrował do szatni już w pierwszej kwarcie – próbował jeszcze ochłodzić obolałe miejsce lodem, tak aby mógł powrócić na parkiet w późniejszej części meczu, ale lód nic nie dał, co było równoznaczne z pozostaniem poza grą już do końca spotkania z Kings. Jego status jest obecnie określany jako day-to-day. To pierwszy raz w tym sezonie, gdy plecy dają o sobie znać i uniemożliwiają Sullingerowi przebywanie na parkiecie – jak do tej pory pierwszoroczniak pojawił się we wszystkich spotkań Celtów. Jak się okazuje skurcze i bóle Sullingerowi dokuczają już od jakiegoś czasu, o czym mówił Doc Rivers:

„Szczerze mówiąc, wiem, że Eddie [Lacerte, jeden z trenerów] mówił coś tydzień, czy dwa tygodnie temu, niepokoiło go to. I myślę, że to jest to, co on [Sullinger] będzie miał. Będzie miał takie epizody. Musimy sprawić, aby przez to przeszedł. Miejmy nadzieję, że nie opuści przez to meczów. Ale jeśli opuści, no to opuści. Będzie zdrowiał i wróci.”

Problemy z plecami zaczęły Jaredowi dokuczać już na wcześniejszych etapach kariery, a w większości przypadków są to właśnie bóle lub też skurcze. Sullinger rozegrał już jednak 44 spotkania w tym sezonie, czyli trochę więcej, aniżeli grał w pojedynczym sezonie na Ohio State – oznacza to, że wytrzymał połowę sezonu, zagrał we wszystkich możliwych meczach i dopiero teraz pojawiają się problemy, które w przypadku Jareda po prostu musiały się pojawić. Miejmy nadzieję, że z czasem będą pojawiały się coraz rzadziej, a Jared nie będzie zmuszony opuszczać spotkań, ani też nie będzie się to odbijać na jego grze – tym bardziej teraz, gdy awansował do pierwszej piątki i daje zespołowi naprawdę wiele, a jego przerwa w grze – gdy przez absencję Rondo w rosterze aktywnych jest ledwie 11 zawodników (nie licząc Faba Melo) – byłaby sporym ciosem dla Bostończyków.