Rivers potwierdza: Lee i Sullinger nadal w pierwszej piątce

Doc Rivers potwierdził, że wobec kończącego sezon kontuzji Rajona Rondo, w pierwszej piątce nadal zastępować go będzie Courtney Lee. Trener Celtów potwierdził także, że od pierwszych minut w kolejnych meczach występować będzie też Jared Sullinger, który wyszedł w pierwszej piątce niedzielnego spotkania z Miami Heat. Oznacza to, że Celtics mają zamiar grać taką samą pierwszą piątką, jak w meczu w TD Garden wygranym po dwóch dogrywkach. Skład Lee-Bradley-Pierce-Sullinger-Garnett wystąpił w tamtym spotkaniu pierwszy raz kiedykolwiek i choć cała piątka przebywała na parkiecie łącznie 12 minut, to przez ten czas zaprezentowała się naprawdę dobrze.

Gospodarze przez ten okres zaliczyli bowiem 10/18 z gry (56%, 8 asyst!), 26 punktów i ofensywny rating na poziomie 117.1 punktów (na 100 posiadań). Jedynym poważniejszym minusem tamtego składu były problemy na tablicach (pamiętamy, jak łatwo Heat zbierali pod naszym koszem w pierwszej kwarcie). Z drugiej strony granie właśnie taką piątką zawodników od początku meczu oznacza też, że Bostończycy nie będą mieli w składzie prawdziwego nominalnego rozgrywającego – jeśli w pierwszej piątce nadal pojawiać się będzie Courtney Lee, stworzony bardziej do grania na dwójce, czy nawet jako niski skrzydłowy, co jednak wcale nie wydaje się być problemem dla trenera Riversa (te 8 asyst piątki CL-AB-PP-JS-KG przy 10 trafionych rzutach z gry są zresztą dobrym prognostykiem), który miał już okazję prowadzić drużyny bez point guarda. Mowa oczywiście o czasach, gdy Rivers zasiadał jeszcze na ławce trenerskiej w Orlando, a w jego składzie Magic brakowało nominalnych rozgrywających:

„To po prostu koszykówka. Nie ma rozgrywających. To gra zespołowa. Miałem kilka zespołów w Orlando – Darrell Armstrong był moim rozgrywającym, a jest on trochę jak Jet (Jason Terry). Czasem zajmował się tym Grant Hill. Mieliśmy rok, gdy w składzie byli Hill, Mike Miller, Armstrong, i ktokolwiek się tym zajmował, po prostu się tym zajmował.”

Doc dodaje też, iż w historii NBA wiele było przypadków, gdy zespół grał bez jedynki, natomiast piłka wprowadzana mogła być przez każdego, gracze grali zespołowo i nawet bez rozgrywającego potrafili radzić sobie w ofensywie. Trener Zielonych wspomniał choćby duet Dennis Johnson – Danny Ainge, który świetnie współpracował właśnie tutaj, w Bostonie, gdy z drużyny odszedł Tiny Archibald. Tym samym Rivers rzeczywiście nie stawia na tym zespole krzyżyka i on rzeczywiście nie pisze jeszcze nekrologu, pomimo że zrobiło to wielu kibiców. Celtics nadal planują więc trzymać się razem i poradzić sobie bez Rondo, a wydaje się, że niektórzy – jakkolwiek to brzmi – mogą na tym skorzystać. Jak choćby wspomniany Jason Terry, który musi mieć piłkę w rękach, aby być efektywnym (może zobaczymy więcej pick-and-rolls granych np. z Garnettem), czy Courtney Lee, o którym doniesiono ostatnio, iż jest niezadowolony w Bostonie, bo „cała ofensywa opiera się na trzymaniu piłki przez Rondo”. Trudno się z tym nie zgodzić, a potwierdzeniem mogą być tylko słowa Riversa, który na pytanie, co tracą Celtics wraz z kontuzją Rajona bez wahania odpowiedział:

„85% playbooka.”

Czyli inaczej można określić to tak, że w 85% zagrywek potrzebny był Rondo. Ainge odwalił jednak na tyle dobrą robotę, że Celtics mają naprawdę spore pole manewru na obwodzie – wiadomo, iż żaden zawodnik nie jest w stanie zastąpić Rondo, o czym zresztą mówi np. Pierce:

„Naprawdę nie zastąpisz takiego gościa jak Rondo. Ciężko jest zastąpić gracza formatu All-Star. Więc musi to wyjść od różnych zawodników, prawdopodobnie poszerzających swoje podstawowe role. Prosisz kilku innych graczy o zrobienie czegoś, czego prawdopodobnie nie robili przez cały rok, a teraz będą mieć szanse, aby to zrobić. Więc myślę, że zdecydowanie mamy w składzie tyle talentu, aby to zrobić. Mam na myśli, że pokazaliśmy to w kilku meczach, w których graliśmy bez niego. To prawdopodobnie chodzi tylko to, aby utrzymać to teraz przez dłuższy czas, aniżeli przez tylko jeden czy dwa mecze.”

Jednak sama suma talentów Lee, Terry’ego, Bradleya oraz Barbosy może dać Celtom naprawdę sporo dobrego i w przybliżeniu tyle samo, co Rondo. Cała czwórka ma teraz szansę na pokazanie się z jeszcze lepszej strony, a to się tyczy przede wszystkim Jeta, który w tym sezonie nie spisywał się tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Ainge oraz Rivers podkreślili też, że w kolejnych tygodniach więcej minut dostanie zapomniany nieco w rotacji Barbosa, który często może wnieść sporo orzeźwienia, energii i być swoistym instant-offense z ławki.

Być może do składu dołączy Keyon Dooling, choć w tej kwestii mamy małe rozbieżności między generalnym menedżerem zespołu a trenerem. Sam Dooling mówił ostatnio, że choć „nie jest w formie, to rozważa powrót”, a Rivers powiedział dziennikarzom iż powrót Doolinga jest możliwy i  mówił mu, aby zaczął pracować nad swoją  formą, to jednak Danny Ainge wszystkiemu zaprzecza i woli, aby Dooling pozostał blisko drużyny, ale jako Dyrektor ds. Rozwoju Graczy. Okazuje się bowiem, że na pytanie dziennikarza Marka Murphy’ego czy Dooling jest w tej chwili opcją, Ainge odpisał „Nie.” Murphy dostał też podobną odpowiedź w sprawie Faba Melo, który trenował wczoraj z drużyną i mówiło się, że może w końcu dostanie szansę. Ainge sprowadził jednak wszystkich na ziemię mówiąc, że nikt nie powinien z tego robić dużej sprawy i to naprawdę nie jest nic wielkiego. Zobaczymy w najbliższych meczach, przekonamy się, czy Melo dostanie w ogóle jakąkolwiek szansę w NBA.

Celtics natomiast zagrają bez Rondo już dzisiaj – w Bostonie podejmą Sacramento Kings i będzie to ciekawy sprawdzian dla zespołu szukającego swojej nowej tożsamości po kontuzji Rondo. Kolejne kilka tygodni powinny pokazać, czy ta drużyna może o coś jeszcze powalczyć, czy też rzeczywiście można było już pisać nekrologi. Celtowie przyzwyczaili nas jednak do tego, że w ich słowniku nie ma czegoś takiego jak „nekrolog”, bo oni zawsze walczą do końca. W końcu to Boston Celtics. No i jest tutaj taki ktoś, kto nazywa się Kevin Garnett.

p.s. Pierce chce zakończyć karierę jako Celt i to nie powinno nikogo dziwić. Gość jest szczery, otwarcie o tym wczoraj powiedział, zaznaczył też jednak, że nie jest to od niego w 100% zależne:

„Wiecie, chcę zakończyć karierę jako Celt. To był mój długoletni cel. Nie jest to jednak pod moją kontrolą. Organizacja, oni podejmują swoje decyzje, ale jest to coś, czego pragnę.”