Hej, Green naprawdę może to robić!

Przed sezonem wszyscy snuliśmy wielkie plany, jak to Jeff Green będzie naszym cichym zabójcą, jak to z miejsca stanie się w Bostonie kimś więcej, aniżeli tylko rezerwowym, a także jak to Jeff będzie stopował wszystkich niskich skrzydłowych, od LeBrona Jamesa zaczynając. Sezon brutalnie zweryfikował jednak nasze marzenia, bo choć Green ma wielkie umiejętności, to po tym, przez co przeszedł wcale nie jest tak łatwo wrócić do gry w kosza – Green pokazywał co prawda od czasu do czasu, że potrafi grać i bronić świetnie (vel wygrany niedawno mecz w MSG) mecz , pokazywał też jednak, że wciąż brakuje mu konsekwencji i czasem zdarzy mu się ominąć mecz. Teraz jednak będzie Celtom bardzo potrzebny.

W dwóch ostatnich meczach widzieliśmy Jeffa, jakiego chcielibyśmy widzieć zawsze. W spotkaniu z Hawks dał naprawdę świetną zmianę i to głównie dzięki niemu Celtics wyszli na tak wysokie prowadzenie. Był agresywny, aktywny, przede wszystkim nie bał się wchodzić pod kosz i podejmować odważnych decyzji. Widzieliśmy takiego gracza, który jest pewny i doskonale wie o tym, na co go stać. Z kolei w spotkaniu z Heat jego wyczyny zeszły nieco na drugi plan. Głównie przez kontuzję Rondo, która była na pierwszych stronach wszystkich portali koszykarskich, a wzmianka o urazie Rajona pojawiła się też nawet – uwaga! – na telegazecie programu pierwszego telewizji polskiego. Okej, fakt faktem, że jego dunk nad Boshem był akcją numer jeden tamtego wieczoru i zresztą nie ma się czemu dziwić, bo był to kolejny niesamowity wsad Jeffa:

Dalsze tematy, o jakich rozmawiano to choćby powrót Raya Allena do Bostonu, czy samo zwycięstwo odniesione przez Celtów. Tego zwycięstwa nie byłoby jednak, gdyby nie sam Green, który rozegrał kolejne bardzo dobre spotkanie. A ten wsad to była istna wisienka na torcie. Wisienka, albowiem Jeff ten tort zjadł nie w ataku, ale przede wszystkim w obronie, gdzie świetnie ograniczył LeBrona Jamesa. Czyli tego, który był w naszych marzeniach przez Greena ograniczany. Chris Foresberg z ESPNBoston świetnie zestawił ze sobą wszystkie akcje, w których gracz Celtics bronił przeciwko Jamesowi – LBJ  zdobył co prawda 36 punktów (14/31 FG w 52 minuty), jednak większość tych punktów zdobył, gdy miał na sobie innego obrońcę, a nie Greena. Ten kontestował w zasadzie każdy rzut Jamesa, nie miał szans zrobić tego przy źle przez Celtics bronionym pick-and-rollu, po którym gracz Heat trafił wielką trójkę na pierwszą dogrywkę. Najważniejsze jednak, że był przy Jamesie, gdy ten rzucał na sześć sekund przed końcem drugiej dogrywki, przy wyniku 99-98 dla Celtów, i zrobił wszystko, by uniemożliwić mu zdobycie tych punktów. Dobrą obronę bostońskiego skrzydłowego przeciwko gwieździe Heat docenił też trener zespołu, Doc Rivers, mówiąc po meczu o Greenie: „Był świetny.” Podsumowując: James zdobył przy obronie Greena dziewięć punktów w 12 akcjach trafiając ledwie 3 z 11 oddanych rzutów (27%).

„Po prostu starałem się wyjść mu [Jamesowi] na przeciw. Jest jednym z najlepszych gracz w całej lidze. To znaczy, nie mogę powiedzieć, że zrobiłem to i to, albo to, aby go zatrzymać. Po prostu starałem się wyjść mu na przeciw, kontestować każdy rzut. Jest trudnym przeciwnikiem do mierzenia się.”

„Musisz po prostu sprawić, aby się napracował. Mam na myśli, tak czy siak będzie trafiał, tak czy siak będzie robił dunki, tak czy siak będzie robił swoje. Ale nie możesz powzwolić mu, aby zwalił cię z nóg, nie możesz pozwolić mu, aby cię odrzucił, ponieważ jest on graczem, który idzie z rytmem. Wejdzie w dobry rytm i może z łatwością trafiać na tobie jumpery, więc musisz nadal pozostawąć przy nim, nie możesz się załamywać, gdy trafi z trudnej pozycji, tylko zagrać kolejny raz, zagrać przeciwko niemu twardo.”

Jeff Green vs Lebron James

Forsberg w swoim tekście zauważa też, że Jeff w przekroju całego sezonu nie jest wcale takim złym, a można nawet powiedzieć, że jest całkiem solidnym defensorem. Przez te 44 rozegrane w tym sezonie spotkania Jeff pozwala rywalom na zdobywanie średnio 0.757 punktów na posiadanie (przy skuteczności ok. 35%), co w skali NBA dawałoby mu 87. miejsce. Jeśli natomiast wziąć pod uwagę graczy, którzy w tym sezonie bronili w co najmniej 250 akcjach, to Green jest już w Top16. Co ciekawe jedynym Celtem, który broni lepiej jest… rookie Jared Sullinger. To wszystko oznacza, że Green pozostaje obrońcą dość niedocenianym, choć faktem jest, że w wielu w spotkaniach w tym sezonie Jeff w obronie nie spisywał się najlepiej. Jednak ten jeden mecz przeciwko Miami, gdy miał na sobie najlepszego w lidze zawodnika, pokazał, że ma naprawdę spore umiejętności, a co najważniejsze potrafi zrobić z nich wielki pożytek.

„Ludzie poza tą szatnią mnie nie znają. To, co oni widzą na parkiecie to, że nie jestem Kevinem Garnettem. Ale gram na 110 procent, staram się jak mogę, wkładam w to całe serce.”

„Daje z siebie wszystko, ale jedyne osoby, które mnie znają są w tej szatni i oni znają moją osobowość. Jestem emocjonalny. Nienawidzę przegrywać. Jestem osobą, która lubi konkurować. Po prostu nie pokazuje tego na zewnątrz. Zamierzam wychodzić na parkiet i grać tak twardo, jak potrafię. Jeśli mnie nie znasz, nie pomyślisz że to się wiąże z moją grą, ale tak właśnie jest.”

Miejmy nadzieję, że Green cały czas będzie kontynuował poprawę w swojej grze i w końcu ustabilizuje swoją grę na dobrym poziomie, bo tego potrzebujemy teraz także od niego. Hej, to wciąż może nie być stracony sezon, tym bardziej jeśli Jeff tak będzie się spisywał na Jamesie, jeśli Jeff tak dobre będzie się spisywał w obronie. Wiadomo, iż jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale z kolei kolejny TAKI wsad, a do tego obrona na TAKIM poziomie w spotkaniu z Heat zdecydowanie napompują Greena na kolejne mecze. I to nawet pomimo tego, że do końca sezonu nie będzie na parkiecie Rondo. Nie tylko Green, ale także wszyscy inni zawodnicy mają teraz wystarczającą motywację, mają przede wszystkim powód, by wejść na wyższy poziom i zrobić wszystko, aby ten sezon nie skończył się już w lutym, wraz z feralnym wejściem Rondo pod kosz w Atlancie. Jeff Green nadal jest jednym z x-factorów tego zespołu, od którego postawy i gry zależy w Bostonie naprawdę dużo. I wiecie, co Wam powiem? Nasze plany, nasza marzenia odnośnie Jeffa sprzed sezonu nadal mogą się spełnić, on nadal może być tym pożądanym przez nas cichym zabójcą. Hej, Green naprawdę może to zrobić!